<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631</id><updated>2011-08-02T02:56:22.136+02:00</updated><title type='text'>OffTonacja - indie rock / indie pop / alternative / popkultura</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>54</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8126571667560973425</id><published>2009-10-09T11:52:00.002+02:00</published><updated>2009-10-09T12:07:12.742+02:00</updated><title type='text'>Co będziesz miała?!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/Ss8LQTvX_8I/AAAAAAAAADw/NSQUZkUzPMc/s1600-h/7276896.3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 219px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/Ss8LQTvX_8I/AAAAAAAAADw/NSQUZkUzPMc/s320/7276896.3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5390539653790564290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tymi słowami kończy się czwarta część książkowych przygód "Dextera", a czwarty sezon serialu rozpoczyna się już od momentu, w którym nasz ulubiony, seryjny morderca będzie musiał się zmierzyć z tym nieoczekiwanym zadaniem, jakim będzie wychowywanie dziecka. A nie będzie to proste dla Dzielnego Dextera z Dołeczkami. Jego dotąd poukładane życia zmienia się diametralnie. Nasz bohater snuje się wymęczony po ekranie, zaspany, zrezygnowany, a do tego tak zaprzątnięty różnymi domowymi zajęciami, że nie ma czasu oddać się swojemu niewinnemu hobby - czyli ćwiartowaniu złych ludzi. Jest to szokująca przemiana. Szczególnie, gdy przypomnimy sobie tego poukładanego, pewnego siebie bohatera z poprzednich sezonów, który wszystko miał zaplanowane, w którego życiu wszystko odbywało się według z góry powziętego schematu. Świetnym komicznym momentem, który pokazuje, że ojcostwo nie jest niczym lekkim jest scena z pierwszego odcinka czwartego sezonu, w którym Dexter poproszony jest o przedstawienie opinii jako biegły w dziedzinie medycyny sądowej w sądzie. Biedny Dexter jednak tak był zmęczony, że nie tylko pomylił się przy wystawianiu ekspertyzy, ale jeszcze - jakby tego było mało - zupełnie pomylił podejrzanych i przygotował się do zupełnie innej sprawy. Oczywiście Dexter jest porządnym człowiekiem, więc stwierdził, że trzeba naprawić swój błąd. Trzeba po sobie posprzątać. Wyruszył więc na spotkanie osobnika, któremu mogłoby się udać przez jego pomyłkę wymigać od jak najbardziej zasłużonej kary. Jednak i tutaj nie ma łatwo. Kiedy już zabawia się z tym wstrętnym zabójcą dzwoni Rita i każe mu jechać do apteki. Biedny, umęczony Dexter chcąc niechąc będzie musiał bardzo szybko dokończyć swoją ukochaną pracę i ruszyć na spotkanie z szarą rzeczywistością. Tylko, że właśnie wtedy stanie się coś, czego nie przewidywał - będzie miał wypadek, w wyniku którego straci pamięć z ostatnich kilku godzin. No i tutaj pojawi się taki mały problem - bo nie będzie mógł sobie przypomnieć, co zrobił z posiatkowanymi fragmentami ciała. Nie jest dobrze. A jeszcze dodatkowo wraca agent specjalny Lundy, który tropi seryjnego mordercę, który tym razem zawitał do Maiami. Morderca morduje w każdym mieście trzy kobiety. Wypadałoby jakoś go powstrzymać, prawda? &lt;br /&gt;Sezon zapowiada się krwiście smakowicie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8126571667560973425?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8126571667560973425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8126571667560973425' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8126571667560973425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8126571667560973425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/10/co-bedziesz-miaa.html' title='Co będziesz miała?!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/Ss8LQTvX_8I/AAAAAAAAADw/NSQUZkUzPMc/s72-c/7276896.3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-6363916332285101602</id><published>2009-03-30T21:33:00.002+02:00</published><updated>2009-03-30T21:57:55.686+02:00</updated><title type='text'>Dokopać Wojewódzkiemu</title><content type='html'>Nasz lokalny mistrz wzbudzania kontrowersji i tworzenia zamieszania wokół własnej osoby, znów znalazł się w centrum zainteresowania. Tym razem w związku z procesem sądowym, który został wytoczony przeciwko niemu. O co poszło? Wersje oczywiście są dwie. W każdym razie najpierw przeczytałem, że Wojewódzki zdemolował samochód powoda. Jakoś mało prawdopodobne to mi się wydało, więc poszukałem kolejnych informacji. Bardzo szybko okazało się, że nie chodziło o żadne zdemolowanie tylko o wybicie szyby. A i to wielce prawdopodobne, że jest przesadzone, gdyż być może prawdą jest to, że Wojewódzki uderzył tylko ręką w tę szybę w wyniku czego, ta popękała. I tyle. Dlaczego zrobił coś takiego? Wg Wojewódzkiego został sprowokowany do tego zachowaniem "pokrzywdzonego", który najpierw miał mu pokazać pewien palec, a później zabarykadować się w samochodzie i nie reagować na próby nawiązania kontaktu z nim. Cóż, jak było naprawdę pewnie rozstrzygnie sąd, jeśli wcześniej nie dojdzie do jakiejś ugody czy umorzenia śledztwa. Co do umorzenia, to już prokuratura proponowała coś takiego, ale powód wielce uparty robił wszystko co możliwe, by sprawa trafiła na wokandę sądową. A potem się dziwimy, że postępowanie sądowe trwa tak długo, skoro sądy zarzucane są takimi kretyńskimi sprawami.&lt;br /&gt;Wojewódzkiemu - nawet gdyby zapadł wyrok nie przychylny dla niego - nic wielkiego nie grozi. Grzywna i teoretycznie prace społeczne, ale bądźmy poważni. W każdym razie teraz dochodzimy do clue. Skarżący zwietrzył w całej sprawie interes dla siebie i postanowił z Wojewódzkiego wycisnąć tyle kasy, ile tylko się da. Czyli między innymi 2,5 tysiąca za wymianę szyby (uhm, rozumiem, że droższych nie było) i teraz najlepsze - 10 tysięcy złotych za "krzywdy moralne". Za co? Tak to jest, jak ludzie się naoglądają amerykańskich filmów, albo naczytają na necie o tym, jakie to wielkie odszkodowania przyznały tamtejsze sądy osobom, które oparzyły się na przykład kawą w wielkiej sieci restauracji czy coś w tym stylu. Tylko, że my jesteśmy w Polsce i jak na razie mamy trochę inny system prawny.&lt;br /&gt;W ogóle cała sprawa jest bezsensowna. Powinna się była skończyć jakąś ugodą i niechby już Wojewódzki zapłacił po prostu za wybitą szybę, ale nie przesadzajmy z jakimiś "krzywdami moralnymi" (pewnie będzie powoływanie się na naruszenie dóbr osobistych z art.23 K.C., ale obstawiam, że Wojewódzkiego stać na tyle dobrego adwokata, że szybko to storpeduje), bo z moralnością niewiele mają one wspólnego. Oczywistym bowiem wydaje się to, że w momencie, gdy ktoś zwietrzył, że można trochę ugrać na tej sprawie, to postanowił wycisnąć z Wojewódzkiego tyle kasy, ile się da. Nie za fajne to. Najgorsze, że sądy dopuszczają takie sprawy. Trochę szacunku dla prawa i jakichś tam zasad, które podobno mają być przestrzegane. No.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzycznie pozostajemy dziś w radosnych brzmieniach. Tym razem The Days w singlowym nagraniu "No Ties". Piękna zżynka z The Hoosiers, ale co tam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/D5JmZdXrlD0&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/D5JmZdXrlD0&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-6363916332285101602?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/6363916332285101602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=6363916332285101602' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6363916332285101602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6363916332285101602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/03/dokopac-wojewodzkiemu.html' title='Dokopać Wojewódzkiemu'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-5283961511616386250</id><published>2009-03-30T17:25:00.003+02:00</published><updated>2009-03-30T17:47:43.031+02:00</updated><title type='text'>Że wiosna?</title><content type='html'>Jakoś już tak brak sił, by pisać jeszcze na blogu ostatnio u mnie. A wszystko przez dość intensywne udzielanie się poletku recenzji filmowych. Ale cóż, wiosna coraz wyraźniej dobija się przez zachmurzone niebo, więc nie można pozwolić, by i na tym blogu nie została przywitana wpisem, jakże radosnym oczywiście.&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o muzyczne spojrzenie na wiosnę, to mam nadzieję, że wreszcie pojawią się jakieś nowe dobre płyty, bo naprawdę od czasu styczniowych megapremier nic wartego uwagi się nie wydarzyło. Oczywiście świadomie pomijam tutaj kolejną płytę U2, która po zakatowaniu w stacjach radiowych nie skłoniła mnie do tego, bym się jej bliżej przyjrzał. Więc nadal na mojej playliście królują White Lies, Franz Ferdinand i White Lies. Swoją drogą ten ostatni zespół dopiero niedawno oficjalnie został wydany w Polsce. W edycji "polska cena", wcześniej bowiem oczywiście można było sobie kupić tę płytkę tylko w oryginalnej cenie, która rzeczywiście mogła stanowić cenę nieco zaporową.&lt;br /&gt;Pamiętacie sprawę Krzysztofa Skowrońskiego? Okazało się, że sprawa nie jest taka jednoznaczna, jak można byłoby sądzić jeszcze jakiś czas temu. Zostały postawione mu zarzuty przestępstwa na tle finansowym. Ale jak dobrze wiadomo, dopóki mu się czegoś konkretnego nie udowodni jest winny. A pomijając aspekt ewentualnych przkrętów i tak podtrzymuję swoją opinię, że zrobił naprawdę cholernie dużo dobrego dla Trójki. Choć jak na przykład rozmawiałem ze znajomym, to usłyszałem - obok zuważenia plusów Skowrońskiego - że zrobił jedną złą rzecz - pozwolił odejść Niedźwiedzkiemu do innego radia. Cóż, mnie to aż tak strasznie nie zabolało, ale może dla tego, że jestem młodszym słuchaczem i dla mnie ważniejszymi dziennikarzami są na przykład Stelmach czy Metz.&lt;br /&gt;Kolejna sprawa. Jeśli tylko przechodziliście dziś koło jakiegokolwiek kiosku, to musiały się wam rzucić w oczy pełne jady komentarze pod adresem Benhackera. Dopiero co pisałem o tego typu zachowaniach w poprzednim wpisie. Jak widać nic się nie zmienia. Odnośnie trenera naszej reprezentacji, to mam wrażenie, że po prostu niektózy ludzie czują się lepiej, gdy mogą po kimś jechać. Najlepiej byłoby, gdyby teraz zrezygnował, gdyby można było go do końca zjechać, oczernić, poużywać sobie po nim. Następnie można byłoby zacząć krytykować wybór nowego selekcjonera. Później, wybór składu reprezentacji. No i wreszcie za jakiś czas można byłoby pisać o tym, jaki to jest beznadziejny i że powinien jak najszybciej zrezygnować. A to Polska właśnie.&lt;br /&gt;Żeby jednak nie było takie pesymistycznego narzekania, to zakończmy wpis jakąś pozytywną melodią. Wszystko po to, by wejść jakoś lepiej w wiosnę, by ta faktycznie przyniosła coś nowego. Więc "Summer wine" Ville'a Valo i zjawiskowej Natalii Avelon, która jest Polką tak swoją drogą. Aż się zdziwiłem, że ta piosenka ma już dwa lata. Strasznie szybko ten czas mija... a utwór wciąż tak samo przyjemny. Szczególnie w połączeniu z pięknym teledyskiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EOs2TSXTOkQ&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EOs2TSXTOkQ&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-5283961511616386250?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/5283961511616386250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=5283961511616386250' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5283961511616386250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5283961511616386250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/03/eee-wiosna.html' title='Że wiosna?'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8033761506784605295</id><published>2009-03-09T19:57:00.002+01:00</published><updated>2009-03-09T20:28:28.919+01:00</updated><title type='text'>Polskie piekiełko nienawiści</title><content type='html'>Jak zapewne doskonale już o tym wiedzą wszyscy sympatycy radiowej Trójki, Krzysztof Skowroński został odwołany ze stanowiska szefa tej rozgłośni. Nie chcę skupiać się tutaj na tym, że szkoda, że decyzja była głupia, że idiotyczna, że bezsensowna - ale warto jednak podkreślić, że taka była. Trójka bowiem ostatnimi czasy miała najlepsze wyniki słuchalności. Poza tym, to dzięki Skowrońskiemu Trójce został przywrócony styl, za jakim wiele osób tęskniło w okresie "radości słuchania". A jakby tego było mało, to za jego szefowania wystartowało kilka nowych, bardzo ciekawych audycji - Myśliwiecka 3/5/7, Offensywa, Zjednoczone Królestwo czy audycja rodziny Waglewskich. Nie chcę jednak skupiać się na tym, jak zaznaczyłem. Dziś zerknąłem na komentarze pod informacją o tym, że z Trójki odszedł kolejny redaktor solidaryzując się z Krzysztofem Skowrońskim. Co takiego zaszokowało mnie w tych komentarzach? Ilość jadu i nienawiści jaką niektórzy wkładają w swoje wypowiedzi. Skąd w ludziach tyle nienawiści, tyle agresji? Czy ludziom naprawdę lepiej, gdy objeżdżają drugiego? Co to ma być? Czy tak źle jest z Polakami? Niedobrze się robi, gdy czyta się takie komentarze. Człowiek może doznać jakiegoś szoku cywilizacyjnego, patrząc na to, że ludzie są w stanie ubierać swoje zdania w tak zatrważającą ilość kretyńskiego jadu. Przykłady? Choćby zarzucanie Skowrońskiemu skatolicyzowania Trójki. Że co? Niby w którym miejscu? Skowroński mimo tego, że pochodził z nominacji pisowskiej zachowywał naprawdę duży obiektywizm i zawsze starał się prezentować głosy ludzi z różnych opcji politycznych - od skrajnej lewicy, po skrajną prawicę. Następnie, przypisywanie mu pełnej winy za odejście Niedźwieckiego z Trójki. Nie zgadzam się z tym zupełnie. Moim zdaniem to pan Niedźwiecki coraz mniej fajnie się czuł w Trójce, bo zatrzymał się na pewnym etapie i tego samego oczekiwał od reszty radia. Sorry.&lt;br /&gt;A już prawdziwa eksplozja jadu nastąpiła, gdy dyskusja zeszła na temat Agnieszki Szydłowskiej - jednej z najlepszych dziennikarek muzycznych w tym kraju. Że co? Że przesadzam? Może. Ale bardziej na pewno przesadzają ci, którzy piszą, że nikt jej nie lubi, nikt jej słuchać nie można. Wkurzyło mnie już tutaj od razu to, ze ktoś przypisuje sobie prawo do tego, by wyrażać swoje zdanie w imieniu wszystkich. Niby jakim prawem? Kto mu udzielił takiego pozwolenia? Facet, jeśli chcesz wyrażać swoje zdanie, to rób to tylko i wyłącznie w swoim imieniu, a nie narzucaj swojego zdania i nie przypisuj swoich opinii innym osobom. A jeśli komuś brak takiej odrobiny odwagi, by mówić we własnym imieniu, to nie lepiej nic nie mówi i nie przypisuje swoich chorych poglądów wszystkim ludziom.&lt;br /&gt;O tej nienawiści pisał ostatnio Tomasz Lis w książce "My, naród". Niestety, nic się nie zmienia. Ludzie ciągle dowartościowują się gnojąc innych, wyżywając się bezkarnie w Internecie czując się zupełnie anonimowym. Malutcy ludzie leczą swoje kompleksy infantylną krytyką osób, którym często do pięt nie dorastają. Na szczęście życzliwość nie umarła zupełnie. Ciągle wierzę, że te komentarze piszą głównie głupie dzieciaki. Oby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A słuchamy The Pains Of Being Pure At Heart, nowojorskiej kapeli, w której wyraźnie słychać shoegazowe wpływy, a wszystko w bardzo miłej popowej stylistyce. Utwór nosi tytuł "Everything With You":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KLVrTruj_Aw&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KLVrTruj_Aw&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8033761506784605295?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8033761506784605295/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8033761506784605295' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8033761506784605295'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8033761506784605295'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/03/polskie-piekieko-nienawisci.html' title='Polskie piekiełko nienawiści'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-294157020207968401</id><published>2009-02-21T18:53:00.002+01:00</published><updated>2009-02-21T19:29:20.288+01:00</updated><title type='text'>Ladyhawke, czyli czemu warto kochać Nową Zelandię</title><content type='html'>Nowa Zelandia do tej pory kojarzyła nam się głównie z pięknymi zielonymi krajobrazami, które mogliśmy podziwiać w fantastycznej ekranizacji "Władcy Pierścieni". Już za to możemy kochać ten kraj. Teraz możemy za coś więcej - za Philippę "Pip" Brown, szerzej znaną jaką Ladyhawkę. Ta utalentowana i całkiem atrakcyjna młoda dziewczyna zostła odkryta przez prasę brytyjską w tamtym roku. W minionym roku ukazała się również jej debiutancka płyta. Przychylność prasy zaskarbiła sobie - nie ma co ukrywać - w dużej mierze przez to, że potrzebne było coś świeżego, coś nowego, a przy tym trochę tajemnicznego. I złożyło się świetnie - dziewczyna z Nowej Zelandii (czyli z jakiegoś tam kraju na końcu świata) tworzy całkiem fajną muzykę. No i przy tym po angielsku. No i z Australią ma powiązania. Czyli niby obca, ale jednak taka nieco brytyjska przy tej swojej odmienności. I to wszystko złożyło się na niewątpliwy sukces jaki odniosła Ladyhawke. Sukces, o którym w Polsce nikt nie słyszał, nawet żaden z dystrybutorów, który nie rzucił się kasą na normalną dystrybucję. Płytę możemy sobie ściągnąć na przykład przez Merlina, ale trwa to jakieś 3-4 tygodnie, ale warto poczekać.&lt;br /&gt;Dlaczego? Bo jeśli to kogoś obchodzi płyta jest bardzo ładnie wydana, co tylko zachęca do zapoznania się z rewelacyjną zawartością.&lt;br /&gt;Muzyka jaką tworzy Ladyhawke jest bardzo wyraźnie inspirowana brzmieniami z lat 70. i 80. Są tu więc między innymi syntezatory w stylu vintage oraz silne partie gitarowe i klawiszowe. Do tego zaś dochodzi ciekawa warstwa liryczna, wyrażająca coś, co można byłoby określić mianem "szczęśliwego smutku". Wszystko brzmi bardzo tanecznie, więc płytkę należałoby zaklasyfikować po prostu jako alternatywny pop.&lt;br /&gt;Płytę otwiera kapitalne "Magic" - zdecydowanie jeden z moich ulubionych kawałków na płycie - z wyśmienitym refrenem ("One journey for you but it's worth it&lt;br /&gt;One life and with me and it's magic"). Dalej mamy na przykład doskonałe electro-popowe "My Delirium" czy nieco funkowe "Dusk Till Down".&lt;br /&gt;Pierwszy raz, gdy usłyszałem Ladyhawke stwierdziłem, że to coś świetnego. Później, gdy przesłuchałem pierwszy raz płytę nie wiem dlaczego, ale coś mi się nie spodobało. Odłożyłem jej twórczość na kilka dni. Później wróciłem i zakochałem się. Totalnie. Teraz co jakiś czas wracam do tego albumu i słucham kilku, kilkunastu piosenek. A tym, co podoba mi się w nich najbardziej jest ogromna energetyczność, elektryzujące brzmienie i świetny wokal Pip. &lt;br /&gt;Płyta jest do tego stopnia rewelacyjna, że trudno wybrać jeden utwór, który chciałbym teraz szczegóolnie polecić, bo wszystkie są równie dobre. Czyli można z tego wywnioskować, że Ladyhawke będzie stałą bywalczynią tego bloga, a tymczasem gramy "My Delirium":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QN8HwUxFouM&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QN8HwUxFouM&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-294157020207968401?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/294157020207968401/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=294157020207968401' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/294157020207968401'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/294157020207968401'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/02/ladyhawke-czyli-czemu-warto-kochac-nowa.html' title='Ladyhawke, czyli czemu warto kochać Nową Zelandię'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4274719420773513698</id><published>2009-02-04T11:17:00.002+01:00</published><updated>2009-02-04T11:47:07.423+01:00</updated><title type='text'>Wcale nie taki tragiczny "Opór"</title><content type='html'>Czytając zapowiedzi tego filmu niewiele mogłem dowiedzieć się o czym tak naprawdę jest, ponieważ niektóre osoby skupiały się głównie na tym, z jak wielkim zakłamywaniem historii będziemy mieć tutaj do czynienia oraz z jak wielką antypolskością się tutaj spotkamy. Piszę specjalnie w czasie przyszłym, bo większość takich komentarzy pojawiała się jeszcze przed premierą filmu. Jak zwykle - w ciemno łatwo bezzasadnie krytykować. Gorzej później wykazać się konstruktywną krytyką. Czy "Opór" rzeczywiście jest takim skandalem jaki wieszczono? Oczywiście, że nie. Brak mu ambicji do tego.&lt;br /&gt;Powyższe nie znaczy od razu, że film jest słaby. Jedyne co jest słabe, to znajomość historii przez producentów czy może też bardzo luźne podejście do niej. Największym problemem jest to, że twórcy skupiając się na historii braci Bielskich dostosowali ją do swoich potrzeb - z jednej strony coś dodali, z drugiej odjęli, tak żeby im wszystko układało się w jedną całość. Na przykład dodano sceny walk z Niemcami i to nie z jakimiś zwykłymi zagubionymi żołnierzami, z całymi batalionami wyposażonymi w czołgi. A przecież jak zgodnie twierdzą historycy coś takiego nigdy nie miało miejsca. Z drugiej strony twórcy pominęli nie do końca już takie dobre uczynki braci Bielskich. Nie ma tutaj bowiem ani słowa o napadach na polskie wsie, wymuszanie żywności od polskich chłopów. Rozochoconych fanatyków spod znaku instytucji zajmującej się podobno naszą pamięcią narodową pragnę bardzo szybko uprzedzić, że wymowy antypolskiej tu nie ma. W ogóle. I to dosłownie. Bo o Polsce nie mówi się tu nic. Jest to wręcz śmieszne. Szczególnie, gdy jakiś chłop mówi, że czuje się Białorusinem, której wtedy nie było jeszcze na mapie, a nie Polakiem. Z tego co się orientuję to uświadomienie chłopów wtedy ograniczało się do powiedzenia, że jest "tutejszy". Cóż, gdy mamy wymowę antypolską jest źle, gdy w ogóle o nas nie mówią, też jest źle. Już niewiadomo, który wariant gorszy.&lt;br /&gt;Zostawiając te rozważania należy powiedzieć, że "Opór" opowiada historię braci Bielskich, którzy według różnych źródeł uratowali około 1000-1200 Żydów. Nie jest to zbyt znana historia i w sumie, mimo tych licznych przekłamań w filmie, generalnie uważam, że dobrze zrobiono sięgając po nią. Poprzez "Opór" i historię partyzanckiej walki w odstępach Puszczy Nalibockiej udało się pokazać kilka całkiem ciekawych spraw. Na przykład zaprzeczono temu, że Żydzi nigdy nie walczyli w czasie II wojny światowej.&lt;br /&gt;"Opór" Edwarda Zwicka nie jest spójny fabularnie. Sądzę jednak, że było to działanie celowe i nie chodziło tutaj o ukazanie jednej spójnej opowieści lecz o ukazanie w różnych scenach życia w leśnym obozie. A nie było to proste życie. Zaczęło się wszystko jednak bardzo skromnie. Bracia Bielscy po zamordowaniu ich rodziców uciekają do lasu. Tam do nich przyłączają się inne osoby, które przeżyły nazistowski pogrom. Razem, chcąc niechcąc, postanawiają stworzyć obóz i spróbować przetrwać w tych trudnych warunkach. Na czele grupy staje Tawje Bielski, w którego rolę wcielił się Daniel Craig. Warto zaznaczyć, że nie jest on tutaj typowym przywódcą, który kreuje się na wielkiego bohatera. Jest to człowiek targany wątpliwościami, zwątpieniami, problemami. Nie da się jednak przy tym wszystkim odrzucić wrażenia, że takie trochę sztampowe to się już ostatnio zrobiło. Targany wątpliwościami bohater, a do tego buntujący się przeciwko nie mu brat. Zakochana w nim kobieta. No i jeszcze ten zły w obozie, który w momencie choroby Tawje będzie próbował przejąć władzę nad ocalonymi.&lt;br /&gt;Ciekawy jest wątek Zusa Bielskiego, który po kłótni z Tawje odchodzi z obozu i postanawia przyłączyć się do Armii Czerwonych. Tym, co wysuwa się na pierwszy plan w tym wątku jest zakłamanie ideologiczne komunistów. Niesione na sztandarch hasła równości nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Okazuje się, że komuniści są takimi samymi antysemitami jak naziści. Traktują grupę Bielskiego jako mięso armatnie i generalnie jako żołnierzy drugiej kategorii.&lt;br /&gt;"Opór" nie miał być zwykłą "strzelanką" z okresu drugiej wojny światowej. Jednak trudno przychylić mi się do tego zdania. Poza kilkoma zapadającymi w pamięć scenami nie ma tutaj niczego niezwykłego. Te sceny to na przykład pomoc w ucieczce z getta czy lincz na niemieckim żołnierzu. Jest to po prostu całkiem dobre kino wojenne ukazujące nieznaną szerzej do tej pory historię.&lt;br /&gt;Podsumowując, "Opór" nie jest filmem złym. Nie jest to jednak kino, którego nie można opuścić. Takie 6, może 6,5/10. Obejrzeć można, ale nic poza tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klaxons - "Golden Skans":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/yYKfX60bPrI&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/yYKfX60bPrI&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4274719420773513698?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4274719420773513698/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4274719420773513698' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4274719420773513698'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4274719420773513698'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/02/wcale-nie-taki-tragiczny-opor.html' title='Wcale nie taki tragiczny &quot;Opór&quot;'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-7905724127491202483</id><published>2009-01-30T18:17:00.005+01:00</published><updated>2009-01-30T22:27:27.256+01:00</updated><title type='text'>The Spirit - komedia noir</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SYNA4zZC9ZI/AAAAAAAAADE/kbUdxztrPFk/s1600-h/7230546.3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SYNA4zZC9ZI/AAAAAAAAADE/kbUdxztrPFk/s320/7230546.3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5297148931329947026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wyczekiwałem na ten film od dawna. Raz, że to kolejny film ze Scarlett Johansson. A dwa, że sama tematyka zapowiadała się bardzo ciekawie. W pewnym sensie więc zaskoczeniem były dla mnie pierwsze recenzje tego filmu, w których nowomodni recenzenci wpisując się w jakiś mainstreamowy trend zaczęli krytykować wszystko, co tylko się dało w tym filmie. A to, że przerysowane sylwetki głównych bohaterów, że teksty jakieś przegadane, a to że nie to samo co w "Sin City", i masa innych 'że'. &lt;br /&gt;Trochę rozchwiany emocjonalnie zasiadłem do oglądania filmu, nie będąc już sam pewnym, czego mam się spodziewać po tym filmie. Obejrzałem, spojrzałem raz jeszcze na te recenzje i doszedłem do jakże prostego wniosku - że recenzentów musiało po prostu popieprzyć. No dobrze, mniej brutalnie - może mieli po prostu słabszy dzień. Nie zakładam, przez uprzejmość, że większość mniejszych serwisów poszła za głosem większych, które skrytykowały film, i potem te mniejsze aby udawać, że one też są takie poważne i inteligentne, zaczęły objeżdżać film na wszelkie możliwe sposoby. Lekkiej schizofrenii można się jeszcze było nabawić przez to, że recenzenci swoje, a znajomi, którzy byli na filmie też jakoś nie podzielali ich utyskiwania na wszystko, co tylko można sobie wymyślić. Więc jak subiektywnie moim zdaniem przedstawia się "Spirit"?&lt;br /&gt;Zacznijmy od tego, że nie jest to na pewno arcydzieło kina, ale nie jest to też gniot. Spokojnie zasługuje na jakieś 7/10, czyli w sumie całkiem przyzwoicie.&lt;br /&gt;Skąd więc cała ta nagonka na film? Według mnie rozczarowanie pewnych osób wynikło głównie z tego, że spodziewali się po tym obrazie drugiego "Sin City". Sorry, jeśli ktoś chce kolejnego "Sin City" to niech po prostu poczeka na drugą część, a nie oczekuje, że każdy kolejny film musi mu oferować dokładnie to samo, a jeśli będzie pod jakimkolwiek względem inny, to będzie trzeba go uznać za słaby.&lt;br /&gt;Tym, co odróżnia te filmy jest choćby to, że wcale obydwa nie są na podstawie komiksów Millera - jak zdarzyło mi się przeczytać w recenzjach jakichś dziennikarzy, którym nawet nie chciało się dokładnie sprawdzić. Racja, Miller odpowiada tutaj samodzielnie za reżyserię, ale fabuła oparta jest na komiksach Eisnera. &lt;br /&gt;A to ważna różnica, bowiem Eisner stworzył komiks, który podobnie jak "Sin City" wpisuje się w nurt noir, jednak z tą zasadniczą różnicą, że ten tworzony był z lekkim przymrużeniem oka, ironią, sarkazmem i pewnym dystansem do historii detektywistycznych. Jeśli ktoś tej istotnej różnicy nie wyłapał na wstępie, to jego rozczarowanie potem może być zrozumiałe, choć i tak moim zdaniem nieuzasadnione.&lt;br /&gt;Przegadanie i przerysowanie postaci. Hm... zastanówmy się - czy to przypadkiem nie wynika z konwencji filmu? Och, coś mi się wydaje, że chyba tak. Nieco patetyczne teksty, to chyba znak rozpoznawczy niektórzy komiksów, a przerysowanie postaci było celowe, aby lepiej uwypuklić pewne cechy głównych bohaterów.&lt;br /&gt;Fabuła - nie jest może najwybitniejsza, ale wcale nie jest gorsza od innych z tego typu filmów, czy w ogóle historii komiksowych. Denny Colt jest policjantem, który podczas wykonywania swojego zawodu zostaje poważnie ranny. Mówiąc wprost - zostaje tyle razy podźgany nożami, że spokojnie można byłoby tymi ranami obłożyć kilka innych trupów. Jakimś cudem udaje mu się jednak przeżyć. Denny uświadamia sobie, że jego rany w jakiś niezwykły sposób bardzo szybko się goją. Postanawia to wykorzystać i wraca do miasta jako Spirit - jako obrońca miasta, które jest jego kochanką.&lt;br /&gt;Znamy już dobrego. Teraz czas na złego. A nim jest Octopus, który z pomocą Silken Floss będzie próbował zdobyć tajemne artefakty i przejąć władzę nad miastem. Jest jeszcze jedna zła - Sand Saref, która wsławiła się już jako jedna z najbardziej znanych złodziejek świata. Jakimś dziwnym trafem udaje jej się wplątać w całą intrygę i ukraść jeden z artefaktów, który chce zdobyć Octopus. Jakby tego było mało Sand Saref jest pierwszą miłością Spirita, którego poznała jeszcze wtedy, gdy oboje byli dzieciakami.&lt;br /&gt;Spirit uważa się za jedynego, który może powstrzymać Octopusa i uratować miasto od zła. Poza tymi szczytnymi celami na drugi plan wysuwają się bardzo ciekawe perypetie Spirita z kobietami. Ciekawe przez to, że przerysowane do tego stopnia, że są wręcz komiczne i absurdalne. W ogóle sam Spirit w osobie Gabriela Machta ma w sobie coś komicznego i mimowolnie ironicznego, co bardzo dobrze wpisuje się w nurt filmu. Nie jest to poważny superbohater. Jest to zbawiciel miasta, który walcząc z przeciwnikami jest w stanie potknąć się, zaplątać w ogniu swoich ciosów. I który jest zupełnie bezbronny w relacjach z kobietami.&lt;br /&gt;Czy powyższy opis naprawdę przedstawia się tak nudnie, że nie można uznać tego za w miarę ciekawą fabułę jak na film oparty na komiksie? Nie sądzę.&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o samą stronę wizualną, to obraz naprawdę zachwyca pod tym względem. Każda scena to popis wizualnych umiejętności producentów. Co się zaś tyczy gry aktorskiej, to Gabriel Macht stworzył udaną kreacją Spirita, Samuel L. Jackson zaś zagrał tak jak zawsze - czyli nieco bezbarwnie, trochę krzykliwie, ale generalnie nie zszedł poniżej pewnego w miarę przyzwoitego poziomu gry aktorskiej. A teraz panie. Najpierw troszkę gorsza kreacja - Eva Mendes. Jej największym atutem było to, że ładne wyglądała. I to trochę przysłaniało aktorskie braki. Prawda jest bowiem taka, że z tej podobno najbardziej pożądanej kobiety świata aktorka jest marna. A na koniec świetna kreacja Scarlett Johansson. Stworzyła doskonałą, komiczną i pełną ironii postać, dzięki której Octopus mógł realizować swój plan. Stworzyła wizerunek naprawdę silnej kobiety, co w sumie było zaskakujące, bo raczej rzadko w tego typu filmach widzimy zły charakter sterowany i podporządkowany do tego stopnia kobiecie.&lt;br /&gt;Podsumowując, wybaczcie innym kolegom recenzentom i po prostu obejrzycie ten film. Oglądajcie oczekując dobrej rozrywki, nieco dziwnego poczucia humoru i fajnych kreacji aktorskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A muzycznie posłuchajmy Interpolu z ich ostatniej płyty. "Pioneer to the falls":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hZmLdBOS2aI&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hZmLdBOS2aI&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-7905724127491202483?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/7905724127491202483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=7905724127491202483' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7905724127491202483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7905724127491202483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/spirit-komedia-noir.html' title='The Spirit - komedia noir'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SYNA4zZC9ZI/AAAAAAAAADE/kbUdxztrPFk/s72-c/7230546.3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-7226115792349947851</id><published>2009-01-29T16:04:00.003+01:00</published><updated>2009-01-29T17:08:37.924+01:00</updated><title type='text'>Archanioł</title><content type='html'>Film, a w zasadzie mini-serial, obejrzałem nieco przypadkowo. Nie planowałem tego, nie interesowałem się wcześniej tą produkcją, po prostu tak jakoś wyszło. Niczego nie spodziewałem się po tym filmie. Tym większe było więc moje zdziwienie, gdy okazało się, że jest to naprawdę bardzo ciekawy obraz.&lt;br /&gt;"Archanioł" opowiada historię znanego doktora historii Fluke'a Kelso (w tej roli doskonały Daniel Craig), który trafia w Moskwie na ślad nieznanych dotąd pamiętników Józefa Stalina. Niestety, informator, który sprzedał mu tę sensacyjną informację bardzo szybko ginie w tragicznych okolicznościach. Kelso nie daje jednak łatwo za wygraną i decyduje się podążać za wszelką cenę za tropem. W końcu nieczęsto zdarza się mieć szansę dotrzeć do historii, o której nikt wcześniej nie pisał. A sława - w każdym światku - jest tym, co działa jak najskuteczniejszy narkotyk. &lt;br /&gt;Poza Kelso za sensacją podąży również razem z nim, a zarazem trochę mu na przekór, młody dziennikarz, w rolę którego wcielił się Gabriel Macht, którego ostatnio mogliśmy zobaczyć jako tytułowego Spirita w "Duchu Miasta". Swoją drogą tutaj zagrał dużo lepiej i bardziej przekonująco, choć i rola Spirita nie była całkiem słaba. Poza tym, profesorowi towarzyszyć będzie córka zamordowanego informatora - prostytuująca się studenta prawa.&lt;br /&gt;Sam wątek sensacyjny jest naprawdę ciekawy i długo trzyma w napięciu. Akcja rozpięta jest między stolicą Rosji a Archangielskiem. Umieszczenie akcji filmu w dwóch tak skrajnych miejscach posłużyło twórcom doskonale do ukazania tego, jak bardzo różna jest ta Rosja, którą możemy zobaczyć w Moskwie, od tej, którą możemy zobaczyć już zaledwie kilkanaście kilometrów od niej.&lt;br /&gt;"Archanioł" porusza także kwestie przemian jakie dokonują się we współczesnej Moskwie. Przemian? Niestety chyba raczej ich braku, gdyż pomimo haseł o europeizacji kraju niewiele się zmienia - wszędzie korupcja, kolesiostwo i ciągła miłość do minionego imperialnego okresu komunistycznej Rosji. Zaznaczono jednak także podziały jakie tworzą się na tym tle w samej Federacji Rosyjskiej - z jednej strony bowiem mamy osoby, które najbardziej chciałyby powrotu starego ładu; z drugiej zaś osoby krytycznie spoglądające na okres komunizmu, wyznawane wtedy wartości i cele będące wówczas priorytetowymi; no i jest jeszcze inteligencja. Niestety, dwie ostatnie grupy stanowią wyraźną mniejszość. Co gorsza twórcy mini-serialu dość pesymistycznie ukazują, że skazani są oni na porażkę. Cóż, generalnie z filmu wyłania się dość pesymistyczny obraz Rosji, podobnie jak z książki Krystyny Kurczab-Redlich "Głową o mur Kremla". Zakłamanie i obłuda rosyjskich władz nie mają sobie równych, stwarzają iluzję, w którą każą wierzyć zachodniemu światu. Najgorsze przy tym jest to, że ten zachodni cywilizowany świat tak często - z różnych powodów - w to wierzy. Dobrze, bardzo dobrze, że są jeszcze osoby i twórcy, którzy decydują się bez poprawności politycznej spojrzeć na Rosję i przedstawić ją taką, jaka jest naprawdę, bez zbędnych upiększeń i wyidealizowań.&lt;br /&gt;"Archanioł" jest bardzo dobrym filmem, w którym obok ciekawe intrygi opowiedziano historię o współczesnej Rosji. Pokazano straszne rzeczy - komunę wciąż żywą w umysłach tak wielu ludzi. Jest jednak troszkę nadziei w tym filmie - nawet wśród funkcjonariuszy FSB znajdują się jednostki, które otwarcie mówią, że komunizm to było największe gówno świata i wcale nie uważają Stalina za dobrego wujaszka. Są też głosy młodego pokolenia, które jest rozerwane i zagubione. Z jednej strony złaknione zachodu, z drugiej dawnej, utraconej potęgi Rosji.&lt;br /&gt;Jeszcze raz, krótko - po prostu obejrzyjcie ten film czy mini-serial, bo naprawdę warto i nie sądzę, by ktoś po seansie miał poczucie straconego czasu. Film został wyprodukowany przez BBC, a w Polsce dostępny jest na DVD za jakieś 20 złotych na Allegro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisząc ten wpis jakoś automatycznie przyszło mi na myśl, że najlepiej pasować, jako motyw muzyczny, będzie tutaj utwór "Intervention" The Arcade Fire. Posłuchajcie i obejrzycie teledysk:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ZO7ZWfvCjBE&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ZO7ZWfvCjBE&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-7226115792349947851?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/7226115792349947851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=7226115792349947851' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7226115792349947851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7226115792349947851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/archanio.html' title='Archanioł'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-124316112401488606</id><published>2009-01-20T12:22:00.002+01:00</published><updated>2009-01-20T12:57:44.763+01:00</updated><title type='text'>Ziobro - bohater walki z mafią</title><content type='html'>Tak się akurat przypadkiem złożyło, że widziałem konferencję prasową sprzed prokuratury w Płocku, przed którą dziś stanął Zbigniew Ziobro w sprawie udostępniania poufnych informacji do tego nieupoważnionym, czyli precyzując i nazywając rzeczy po imieniu - informacje, które powinny pozostać w kręgu Prokuratora Generalnego i Krajowego zostały udostępnione również Jarosławowi Kaczyńskiemu. Główny podejrzany w sprawie nie widzi w tym najmniejszego problemu pokrętnie tłumacząc się niezwykle wysoką konstytucyjną pozycją Kaczyńskiego w tamtym czasie (que? No ja rozumiem, że Prezes RM ma w Polsce szczególną pozycję ustrojową, ale bez przesady). Swoją drogą przecież to głupie tłumaczenie. Skoro bowiem chciał zasugerować pewne inicjatywy premierowi, chciał zachęcić go do podjęcia działań w celu rozwiązania pewnych spraw, to przecież można to było zrobić bez udostępniania poufnych informacji i ograniczyć się tylko do ogólnych sugestii czy wskazówek.&lt;br /&gt;Następna kwestia - brak szacunku dla obecnego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Obecnego? No właśnie szok dnia. Ćwiąkalski podał się do dymisji tłumacząc się poczuciem odpowiedzialności politycznej w związku z kolejnymi samobójstwami podejrzanych w sprawie zabójstwa Olejnika. Decyzja taka mogłaby być tyle o ile zrozumiała gdybyśmy byli krajem o poziomie kultury politycznej na skalę porównywalną do Wielkiej Brytanii. Ale nie jesteśmy. I na razie jeszcze przez jakiś czas nie będziemy. Tam, taka decyzja mogłaby być zrozumiana. U nas nie. Boję się, że zdecydowana większość ludzi nie zrozumie kierowania się honorem i poczuciem, że tak należy po prostu postąpić w zaistniałej sytuacji. Ludzie pomyślą, że skoro podał się do dymisji, to pewnie miał coś na sumieniu, pewnie nie dawał sobie rady, i tak dalej w tym stylu.&lt;br /&gt;Dymisja Ćwiąkalskiego jest o tyle niedobra, że jest to człowiek, który jako pierwszy od dawna robił naprawdę bardzo dużo dla całego wymiaru sprawiedliwości. Przeprowadzał bardzo dużo potrzebnych, ale mało spektakularnych reform. W odróżnieniu od poprzednika, który wprowadzał głośne i nikomu niepotrzebne złe rozwiązania. Największymi grzechami Ziobry jest zniszczenie kilku przepisów kodeksu karnego. Pan były minister chyba zapomniał o pewnej podstawowej zasadzie, że jeśli chce się podnieć wymiar kary, to się podnosi granicę górną karalności, a nie dolną. Gdzie przy takim zaostrzeniu przepisów miejsce na funkcję resocjalizacyjną, resocjalizacyjno-edukacyjną czy wreszcie możność dostosowania kary do popełnionego czynu?&lt;br /&gt;I jeszcze potem pretensje Ziobry do Ćwiąkalskiego, że ten zarzucił jego "świetne" pomysły. Chwała mu za to, że zarzucił, bo teraz przeglądając kodeks karny i w momencie, gdy nam jakiś przepis wydaje się dziwny, to w ciemno możemy strzelać, że to akurat nowelizacja z okresu miłościwie panującego na stanowisku MS Ziobry.&lt;br /&gt;A co dobrego chciał zrobić Ćwiąkalski? Na przykład stworzyć możliwość wpisu na listę adwokacką już po uzyskaniu stopnia doktorskiego. Fakt, mniej spektakularne niż walka z układem, ale odpowiedzcie sobie sami czy nie bardziej potrzebne i dobre.&lt;br /&gt;O samym podważaniu autorytetu sądu i prokuratorów przez Ziobrę nawet nie chce mi się pisać.&lt;br /&gt;Ale najlepsze zostawiłem sobie na koniec - ludzkie niekumactwo. Pod prokuraturą w Płocku zgromadził się jakiś idiotyczny komitet powitalny. Średnia wieku mocno ponad 70, choć niestety nieco młodsi też się tam znajdowali. Wykształcenie - słuchając skandowanych haseł wyższego jak podstawowe bym nie dał. Wielkie transparenty w stylu "Ziobro wracaj", "Ziobro - bohater walki z mafią", itp. A poza tym okrzyki pod adresem prokuratury. Okrzyki uwielbienia to nie były, tyle tylko powiem. I właśnie, ciekawa sprawa, Ziobrze podobno tak bardzo zależy na niezależności prokuratury, więc czy nie widzi nic złego w tym, że ludzie podważają jej autorytet? Że kwestionują zasadność orzeczeń? Cóż, chyba po prostu pan Ziobro ma jakąś własną definicję słowa "niezależność".&lt;br /&gt;Ach, o wykształceniu tego komitetu powitalnego świadczyły jeszcze inne okrzyki, np. te w stylu "Ziobro, prezydent już odwołał Ćwiąkalskiego. Teraz cię powoła na ministra znów". Słodkie. Dwa zdania, a tyle przekłamań, głupot, kretynizmów i debilizmów w jednym. Perełka po prostu. Po pierwsze, nie prezydent odwołał Ćwiąkalskiego, tylko on sam złożył dymisję. I przyjął ją nie prezydent tylko premier. A prezydent nie może sobie powołać kogo chce, tylko osobę desygnowaną przez premiera, a jakiekolwiek niedopełnienie tych konstytucyjnych obowiązków byłoby deliktem konstytucyjnym i tym samym przesłanką do postawienia przed Trybunałem Stanu.&lt;br /&gt;Zatrważające, że ludzie kupują cały czas takie spektakularne walki z niewiadomo kim i czym. Komuna mentalna najwidoczniej wciąż ma się dobrze. Polactwo potrzebuje bohaterów, którzy dokopią tym, którym się udało, bo jak to może być. Trzeba im wszystko zabrać, pozbawić pracy, mieszkania, szacunku. Ziobro jest dobry. On walczył dla prostych ludzi. On kierował się interesem prostego człowieka. On robił nam dobrze łechcąc nasze najniższe pragnienia wyszydzając kogoś, nabijając się i generalnie obiecywania, że odbierze bogatym, a da biednym. I jeszcze surowść kar. Pewnie, kara śmierci za wszystko. O tak, to rozwiąże wszystkie problemy. &lt;br /&gt;Patrząc na takie zachowania widzę, że jeszcze długa droga do budowy naprawdę nowoczesnego i otwartego społeczeństwa obywatelskiego odznaczającą się wysokim poziomem kultury politycznej. Niestety. Ale może kiedyś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem "Take Me Out"! Franz Ferdinand jako panaceum na ten średnio optymistyczny wpis:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/los6obvBbqU&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/los6obvBbqU&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-124316112401488606?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/124316112401488606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=124316112401488606' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/124316112401488606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/124316112401488606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/ziobro-bohater-walki-z-mafi.html' title='Ziobro - bohater walki z mafią'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-5760128512198575354</id><published>2009-01-19T23:20:00.002+01:00</published><updated>2009-01-19T23:53:52.624+01:00</updated><title type='text'>Tonight: Franz Ferdinand</title><content type='html'>Franz Ferdinand dla brytyjskiej sceny muzycznej są tym, czym dla polskiej Cool Kids of Death. I jedni i drudzy otworzyli drzwi, dzięki którym brzmienie muzyki zostało w pewien sposób zrewolucjonizowane. To trochę jak z Matrixem w kinematografii. Teraz już nic nie będzie takie samo w muzyce, nic nie będzie takiej jak dawniej. To do nich porównuje się teraz nowe zespoły. Jeśli słyszymy fajną zagrywkę, ciekawie zaśpiewany refren, niezły pomysł na zwrotki, to myślimy sobie 'kurcze, prawie jak u Franza'. Są zespoły, które zmieniły oblicze współczesnej muzyki. Na pewno najpierw The Strokes, ale później też na pewno Franz Ferdinand i Arctic Monkeys. To dzięki nim rewolucja muzyczna trwa. &lt;br /&gt;Poprzednia płyta Franza ukazała się w 2005 roku.... czyli jakby nie patrzeć już blisko cztery lata temu. Szmat czasu. Najgorsze, że niewiadomo kiedy ten czas minął. Kto ukradł te kilka lat? &lt;br /&gt;Płyta powstawała dość długo. Nie chodzi tylko o to, że zespół w 'międzyczasie' dużo koncertował. W trakcie nagrań pojawiło się też wiele problemów z wyborem odpowiedniego producenta, takiego, który najtrafniej odczytałby ich zamierzenia i zrealizował najpełniej ich marzenie o brzmieniu płyty. A jakie jest to brzmienie?&lt;br /&gt;W pierwszej chwili nieco zaskakujące i przyznam się, że rozczarowujące. Lecz tylko w pierwszym momencie. Nie jest to jednak - poza kilkoma piosenkami - moim zdaniem płyta, w której można zakochać się od pierwszego przesłuchania - choć nie można tego wykluczyć. Zaczyna się przebojowym, doskonale znanym singlowym "Ulyssesem", w którym wampiryczne brzmienie gitary łączy się rozedgranym, emocjonalnym i przesyconym żądzą krwi wokalem, a dla kontrastu dodano niezwykle melodyjne i wręcz taneczne brzmienia całości.&lt;br /&gt;"Turn it On" oraz "No You Girl", to znów piosenki Franza o dziewczynach, o rozczarowaniach, o bezlitosnych bad girl, które nie przejmują się uczuciami biednych chłopców. Po tych dwóch kawałkach jest "Twilight Omens" - zdecydowanie jeden z najciekawszych utworów na płycie. Bardzo, ale to bardzo ciekawe brzmienie, wykorzystanie fajnych syntezatorów, instrumentów, a do tego rytmiczny trans perkusji i gitar. &lt;br /&gt;Dla miłośników gitarowego grania w wykonaniu Franza w dalszej części płyty są jeszcze trzy godne polecenia kawałki "What She Came For", "Bite Hard" oraz "Can't Stop Feeling". Nie da się jednak ukryć, że nawet w tych utworach jest zdecydowanie więcej elektroniki niż we wcześniejszej twórczości Franza Ferdinanda. Sprawia to, że całość brzmi nieco bardziej w stylu na przykład Kaiser Chieefs - jest giatorowo, ale przy tym niezwykle melodyjnie, rytmicznie, tanecznie; pojawiają się syntezatory, keyboard. Jeśli zaś chodzi o same syntezatory to warto wspomnieć "Lucid Dreams", które w drugiej części brzmi niczym najlepsza produckja LCD Soundsystem. Z kolei w kawałkach "Dream Again" oraz "Send Him Awawy" możemy wyczuć delikatny flirt z synth popem oraz psychodelicznym rockiem. A na zakończenie płyty w "Katherine Kiss Me" otrzymujemy bardzo przyjemną balladkę.&lt;br /&gt;"Tonight" jest bez wątpienia najbardziej urozmaiconą pod względem brzmieniowym płytą w dorobku tego szkockiego zespołu. Najpierw byłem rozczarowany tą płytą - i to tylko z tego powodu, że spodziewałem się sam nie wiem czego i musiałem przemyśleć jak odnaleźć się w tym, co otrzymałem. Teraz, kiedy przesłuchałem album już kilka razy jestem w nim zakochany i już teraz mam kilkanaście utworów, do których co chwila wracam, by posłuchać absolutnie genialnych dźwięków, jakie udało się stworzyć Franzowi... a do tego posłuchać tekstów, które chyba najmniej różnią się od tego, co słyszeliśmy na poprzednich produkcjach. &lt;br /&gt;Długo musieliśmy czekać na tę płytę, ale zdecydowanie było warto. Zdecydowanie jest to już w tej chwili jedna z największych płyt tego roku.&lt;br /&gt;Chcecie jakiegoś dowodu? Posłuchajcie tego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/g2Q0YEb7k6Q&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/g2Q0YEb7k6Q&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-5760128512198575354?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/5760128512198575354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=5760128512198575354' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5760128512198575354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5760128512198575354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/tonight-franz-ferdinand.html' title='Tonight: Franz Ferdinand'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-3275598154100416623</id><published>2009-01-19T23:08:00.002+01:00</published><updated>2009-01-19T23:19:44.294+01:00</updated><title type='text'>Prawo na wesoło</title><content type='html'>Czasami na wydziale można zasłyszeć od doktorów czy profesorów jakieś ciekawe historie, które w odróżnieniu od przytłaczającej reszty nie są ani nudne, ani takie samo jak wszystko inne. Czemu więc nie rozpowszechniać tej radosnej twórczości.&lt;br /&gt;Numerem jeden z dzisiejszych historyjek jest zdecydowanie orzeczenie włoskiego Sądu Najwyższego, który wypowiedział się w sprawie molestowania i tego co nim jest, a co jeszcze nie. Wyrok jest o tyle ciekawy, że takiego rozstrzygnięcia po prostu nikt nie przewidywałby.&lt;br /&gt;Poszło o to czy pracodawca może klepać swoją pracownicę po tyłku. Sprawa wydaje się być banalna, prawda? Wprost byśmy odpowiedzieli, że to już lekkie przegięcie i zdecydowanie mamy do czynienia z pewną formą molestowania w pracy. Ha, włoski Sąd Najwyższy jednak zaskoczył wszystkich. Uznał bowiem, że jeśli pracodawca robi to spontanicznie, przypadkowo, nieregularnie (niech mi ktoś zdefiniuje precyzyjnie te pojęcia), to nie mamy w takim przypadku do czynienia z molestowaniem. Strach pomyśleć, co w takim razie dla Włochów jest dopiero molestowaniem...&lt;br /&gt;Włosi generalnie słyną z miłości do procesowania - a postępowanie trwa tam dłużej niż u nas. A z innych właśnie przykładów - jakiś czas temu podobno ktoś procesował się w sprawie patentu służącego do otwierania puszki coli. O co poszło? No bo to po otwarciu takiej puszki ta część z zewnątrz wpada do środka i dotyka zawartości puszki, a przecież na tym mogą być jakieś bakterie czy zanieczyszczenia. Werdykt? Oczywiście i z tym sądy włoskie nie miały żadnych kłopotów - jeśli delikwent ma problem z tym, to niech sobie po prostu przed spożyciem przetrze puszkę szmateczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla kontrastu muzycznie polecam jedno z ciekawszych - obok Czesława - wydarzeń muzycznych w polskiej alternatywie minionego roku. Zespół Iwona i piosenka "Stoję jak kołek", z rewelacyjnym tekstem jak dla mnie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-zpT9ldpp6M&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-zpT9ldpp6M&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-3275598154100416623?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/3275598154100416623/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=3275598154100416623' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3275598154100416623'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3275598154100416623'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/prawo-na-wesoo.html' title='Prawo na wesoło'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-2214294385423504821</id><published>2009-01-14T22:01:00.002+01:00</published><updated>2009-01-14T22:15:19.663+01:00</updated><title type='text'>The Futureheads</title><content type='html'>The Futureheads są dla mnie zespołem, który brzmi do bólu brytyjsko. Są takim jakby czołowym przedstawicielem iście rockowego grania z Wysp. Poza tym jest to także zespół, który przez wszystkie trzy płyty gra bardzo podobnie, ale zarazem nieco inaczej. Choć jednak z przewagą tego podobnego grania, bo jeśli nie zwrócimy uwagi to mamy wrażenie, że cały czas słuchamy tej samej płyty. Zespół jak dla mnie nie przeszedł żadnej wielkiej rewolucji brzmieniowej w swojej historii. Nie jest to jednak żaden zarzut. W końcu nie każdy musi wydawać każdą kolejną płytę zupełnie inną od poprzedniej. Czasami lepiej się rozwijać. Tak jak w przypadku The Futureheads. Każda kolejna płyta jest takim dołożeniem cegiełki do systematycznie budowanego brzmienia i rozpoznawalnego stylu grania. Chociaż jeśli chodzi o nową płytę, to powiedziałbym, że jednak trochę się zmieniło. Nie jest to jednak rewolucja, tylko ewolucja. Rozwinięcie tego, co już mogliśmy usłyszeć na pierwszej płycie - cholernie melodyjne rockowego grania. Grają bardzo gitarowo, a przy tym tanecznie. Nie zawsze wszystkim zespołom, które próbują osiągnąć ten efekt, udaje się to w takim stopniu jak The Futureheads.&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o najnowszą płytę "This is not the world" to związane są z nią dwie ciekawe anegdotki. Po pierwsze, z utworem "The Beggining of the twist" - jest to zapis historii wokalisty, który wyznał w jednym z wywiadów, że pisząc tę piosenkę borykał się z poważną depresją, a jego świat powoli zdawał się zawalać. Po drugie, ciekawa historia związana jest z kawałkiem "Radio heart", który jest zapisem autentycznego rozpoczęcia znajomości dwóch osób, które poznały się dzięki audycji radiowej i uprzejmości redaktora, który przekazał bodaj chłopakowi numer dziewczyny, z którą rozmawiał na antenie. Gdyby ta historia nie była prawdziwa, to pewnie wszyscy zaraz by powiedzieli, że to banał, że bujda, że takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. A tu proszę. Miłość czeka w radiu;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jako utwór proponuję nieco mniej znany kawałek z tej płyty "Sleet". Może właśnie przez to, że nie był singlem jest taki fajny, bo nie został zakatowany, tylko wciąż posiada w sobie pewną świeżość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_VIFfRHnaqg&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_VIFfRHnaqg&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-2214294385423504821?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/2214294385423504821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=2214294385423504821' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/2214294385423504821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/2214294385423504821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/futureheads.html' title='The Futureheads'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4006619332651518471</id><published>2009-01-14T19:23:00.002+01:00</published><updated>2009-01-14T20:14:04.744+01:00</updated><title type='text'>Powstali z popiołów...</title><content type='html'>Oczywiście mowa o White Lies, najbardziej hype'owanym zespole w Wielkiej Brytanii. Zespół wcześniej istniał pod nazwą A Fear Of Flying, ale nic spektakularnego nie osiągnął, więc chłopaki postanowiły zmienić nazwę i potem już jakoś poszło. Nawet nie jakoś. Tylko bardzo dobrze! O czym pisałem już wcześniej - uznanie mediów, wsparcie i już w najbliższy poniedziałek do sprzedaży trafia ich debiutancka płyta, która jest bardzo, bardzo dobra. Ze strony marketingowej jeszcze, w najnowszym Q na całej drugiej stronie jest ogromna reklama ich płyty, a NME w dżinglu reklamującym swoją stację radiową wykorzystał fragment ich piosenki.&lt;br /&gt;Ich płyta jest świetnie wypromowanym towarem medialnym. Czy jest w tym jednak coś, co obroni się samo bez medialnego szumu? Zdecydowanie tak. Szczególnie, że płyta nie zawierając praktycznie niczego oryginalnego, łączy w sobie najlepsze brzmienia z kilku różnych, niezwykle popularnych obecnie zespołów, co pozwala jej udawać oryginalne brzmienie wpisujące się w to, co najlepsze w indie, więc te podobne do innych zespołów brzmienia najzwyczajniej w świecie przypadają do gustu - trochę tu bowiem Editorsów i Interpolu (szczególnie mam na myśli wokal), trochę The Killersów i Franza Ferdinanda (taneczność muzyki o ogólna melodyczność), a do tego troszeczkę Depeche Mode (kilka zabiegów brzmieniowych).&lt;br /&gt;Zdecydowanie najlepszymi utworami na płycie są tytułowe "To Loose My Life", "E.S.T.", "Farewell to the Fairground", oraz "Unfinished Business". Dobre, ale nieco odstające jak dla mnie od tych utworów jest również singlowe "Death". &lt;br /&gt;Generalnie cała płyta trzyma dobry poziom i nie możemy wskazać utworu, który odstawałby jakoś strasznie od reszty. Ciekawym zabiegiem jest wykorzystanie w dwóch utworach orkiestry symfonicznej. Nadaje to tym utworom pewnego przestrzennego brzmienia, które idealnie wpisuje się w nieco epicko-poetyckie teksty. &lt;br /&gt;White Lies nawet jeśli nie będzie okrzyknięte najlepszym zespołem 2009 roku, to i tak uważam, że warto posłuchać, bo to po prostu dobra, melodyjna muzyka, z ciekawymi brzmieniami i całkiem niebanalnymi teksami - oczywiście jeśli za takie przyjmiemy te o nieszczęśliwym życiu, miłości, czymś utraconym i tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;White Lies - "E.S.T.":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/0hZ5b6PxqJM&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/0hZ5b6PxqJM&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4006619332651518471?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4006619332651518471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4006619332651518471' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4006619332651518471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4006619332651518471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/powstali-z-popiow.html' title='Powstali z popiołów...'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8243039518169434107</id><published>2009-01-14T18:33:00.002+01:00</published><updated>2009-01-14T19:15:23.718+01:00</updated><title type='text'>Kochanice króla</title><content type='html'>Ten film chciałem obejrzeć praktycznie od momentu, gdy poraz pierwszy o nim usłyszałem. Po prostu powtarzałem sobie, że zaraz po premierze muszę wybrać się do kina. Jak się okazało mus wcale nie był taki wielki, a film widziałem dopiero ostatnio w okresie świątecznym. Wcześniej zdążyłem już usłyszeć jaki to jest on podobno słaby, rozczarowujący i tak dalej. Trochę powątpiewając więc w "Kochanice króla" zasiadłem do ich oglądania. Jakże duże było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że nie jest to takie słabe kino.&lt;br /&gt;Ma swoje minusy, oczywiście, ale ma też plusy, które nie pozwalają przekreślać z góry tego obrazu i przez co pewne opinie pewnych nawet szacownych recenzentów z dużych pism uważam za cokolwiek nieuzasadnione.&lt;br /&gt;Tym co zachwyca najbardziej w filmie są obrazy, jego wizualne piękno, doskonały dobór scenerii oraz wyśmienita praca kamery. Zastosowano w wielu ujęciach taki brudny kadr, czyli kamera nie skupia się dokładnie na pierwszoplanowej postaci, tylko gdzieś z oddali, gdzieś z drugiego końca sali przyglądamy się temu wszystkiemu, co się dzieje. Świetne rozwiązanie. Wprowadziło ono do filmu wiele przestrzeni, a także pozwoliło na spojrzenie na wiele scen z ciekawej perspektywy.&lt;br /&gt;Doskonałe są także kreacje aktorskie. W zasadzie nie można mieć żadnych zarzutów do żadnego z odtwórców głównych ról. Zarówno bowiem Scarlett Johansson, Natalie Portman oraz Eric Bana stworzyli niezwykle przekonujące i bardzo dobrze zagrane role.&lt;br /&gt;Historia dynastii Tudorów jest ostatnio bardzo trendy, nie da się tego ukryć. Film skupia się tylko na początkowym okresie miłosnych przygód Henryka VIII. A głównym motywem jest spór sióstr Boleyn. Wbrew pozorom nie jest to jednak tylko film, w którym jedynym wątkiem są perypetie miłosne. Jest tu dużo szersza perspektywa. Jest bowiem trochę o historii ówczesnej Anglii, o utworzeniu kościoła anglikańskiego, jest także bardzo przekonywający wizerunek kobiety, która w tamtych czas znaczyła tak niewiele, była traktowana tak przedmiotowo. Straszne czasy. Świetnie ukazane scenami zapadającymi na długo w pamięć.&lt;br /&gt;A jeśli chodzi o te minusy. Wydaje mi się, że autorzy chcieli opowiedzieć zbyt wiele w zbyt krótkiej historii, przez co pewne wątki są nieco spłycone. Poza tym kilka scen średnio się ze sobą klei, momentami brakuje tutaj spójności.&lt;br /&gt;Generalnie nie jest to więc obraz taki zły, jak chcieliby nigdy niezadowoleni i nigdy nie usatysfakcjonowani recenzenci. Jest to dobre kino z nośnym wątkiem miłosnym na pierwszym tle, ale poza tym oferujące także kilka głębszych refleksji nad minionymi czasami. Czasami, które były fascynujące, ale które były przecież tak brutalne i czasami po prostu podłe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzycznie może nie do końca powiązanie z tematem wpisu, ale ostatnio wróciłem trochę do The Futureheads, więc przypomnijmy sobie wspólnie singiel z ich najnowszej płyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Radio heart":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/FC9b3lmBn7M&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FC9b3lmBn7M&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8243039518169434107?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8243039518169434107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8243039518169434107' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8243039518169434107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8243039518169434107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/kochanice-krla.html' title='Kochanice króla'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4361353617268014010</id><published>2009-01-14T18:19:00.002+01:00</published><updated>2009-01-14T18:33:07.844+01:00</updated><title type='text'>Lesbian Vampire Killers</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SW4hzZcQJ_I/AAAAAAAAACw/svE9MAEEDMk/s1600-h/7227857.3.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 266px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SW4hzZcQJ_I/AAAAAAAAACw/svE9MAEEDMk/s320/7227857.3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291203779093342194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zaczynając pisać o tym filmie warto powiedzieć, że scenarzyści nim zaczęli myśleć nad całą historią, musieli sobie najpierw odpowiedzieć na pytanie, które usatysfakcjonowałoby producentów. Czyli jaki jest najgłupszy, a zarazem najbardziej komercyjny tytuł? Co może samą nazwą przyciągnąć ludzi do kina? Co wzbudzi zainteresowania? Pomyśleli i wymyślili. Lesbijki. Co prawda samym wątkiem lesbijskim nie zapełni się całego filmu, więc trzeba było pomyśleć nad czymś więcej. Założyli więc, że te lesbijki będą wampirzycami. No bo to przecież wiadomo, wampiry od zawsze były czymś fascynującym i stale obecnym w kulturze popularnej. Wniosek więc prosty z tego - łączmy dwa bardzo chodliwe motywy i nawet jeśli część środowisk feministycznych się oburzy... to jeszcze lepiej, bo dzięki temu film będzie miał dodatkową reklamę. Co prawda scenarzyści chyba sami doszli do wniosku, że pomysł na film jest cokolwiek idiotyczny, więc ubrali to wszystko w postać mainstreamowej kpiny i wpisali się w nurt prześmiewczej komedii z gorącymi motywami i dwójką kretynów, którzy trafiają do miasteczka gdzieś w Walii opanowanego przez urocze i krwiopijcze wampirzyce. Czy coś z tego będzie? Trudno powiedzieć. Na pewno wielkiego kina tu nie będzie, ale może chociaż trochę niezobowiązującej rozrywki. Tematy są nośne, można to fajnie wykorzystać. Tylko czy pomysł nie przerósł twórców. Przekonamy się już w marcu. No... z tym marcem to może bym w sumie tak nie przesadzał, bo jest to data premiery brytyjskiej, o polskiej nic jeszcze nie wiadomo. Jednak jak to mówią, dla chcącego nic trudnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Arctic Monkeys - Perhaps Vampires Is A Bit Strong But...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/pFmgPrKEzbg&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/pFmgPrKEzbg&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4361353617268014010?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4361353617268014010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4361353617268014010' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4361353617268014010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4361353617268014010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/lesbian-vampire-killers.html' title='Lesbian Vampire Killers'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SW4hzZcQJ_I/AAAAAAAAACw/svE9MAEEDMk/s72-c/7227857.3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-7232767077171761081</id><published>2009-01-03T09:24:00.002+01:00</published><updated>2009-01-03T09:43:55.329+01:00</updated><title type='text'>The White Lies</title><content type='html'>Dopiero 3 stycznia, a ja już czuję, że to będzie dobry rok dla muzyki. Zapowiada się kilka ciekawych płyt zespołów o już pewnej pozycji na rynku - na przykład pierwsza z wielkich płyt tego roku "Tonight" Franza Ferdinanda; a później pojawi się wreszcie nowa płyta U2, kto wie czy Coldplay nie zaskoczy nas czymś nowym jeszcze w tym roku, podobno mają już sporo materiału na nową płytę (tylko, że jeśli ten materiał jest tak szybko to najprawdopodbniej będzie bardzo podobny do tego, który słyszeliśmy na "Viva la Vida"); aa, i jeszcze Kasabian. Ale na razie debiutanci. W minionym już roku jedne z najlepszych płyt jakie się ukazały należały do zespołów, które dopiero debiutowały. Pozwala to bardzo dobrze rokować na nowe czasy. Bo tak, w USA na przykład MGMT wydają swój pierwszy album, który generalnie spotkał się z samymi ochami i achami, a w Wielkiej Brytanii Glasvegas swoją płytę pod takim samym tytułem zmieniają w muzyce na Wyspach więcej niż się początkowo wydawało. Album Glasvegas przypomniał trochę o shoegazie, o zimnych riffach i o takim nieco melodyjnym, mrocznym graniu. Długo nie musieliśmy czekać na kolejne tego typu uderzenie muzyczne. Już 19 stycznia ukaże się debiutancka płyta genialnie zapowiadającego się zespołu &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;The White Lies&lt;/span&gt;. Sieć sklepów HMV umieściła ich w swojej dziesiątce najlepiej zapowiadających się młodych zespołów. I może nie warto byłoby się przejmować zestawieniem sklepu muzycznego, gdyby nie to, że ta sama sieć już wcześniej przewidziała sukces takich wykonawców jak Arctic Monkeys, Franz Ferdinand czy Duffy.&lt;br /&gt;Prawdę mówiąc The White Lies nie są może zespołem tak genialnym, jak chciano byśmy wierzyli, ale już na starcie mają coś, co jest cholernie ważne - wsparcie mediów. Zachwycają się nimi NME, "Q" oraz BBC. Niewiele zespołów na starcie może liczyć na takie medialne uznanie. &lt;br /&gt;Jak grają? Trochę jak Glasvegas, trochę jak Editors, którzy z kolei brzmi jak Interpol. Do tego wszystkiego zaś, na przykład w singlu "To Lose My Life", można doszukać się ducha Depeche Mode.&lt;br /&gt;Chłopaki z zespołu są bardzo młode. Bardzo. Czyżby powtarzała się sytuacja z Arctic Monkeys, w którym w momencie debiutu średnia wieku niewiele przekraczała osiemnaście lat? Prawdę mówiąc, nie miałbym nic przeciwko. W końcu tylko pozostaje się cieszyć, że tak wiele dobrej muzyki tworzonej jest przez tak młodych ludzi. Ludzi, od ktorych stare gwiazdeczki mogłyby się tylko uczyć.&lt;br /&gt;Na tym może skończmy dziś. Więcej opinii po premierze płyty. Nie ma co w ciemno okrzykiwać ich zespołem wcielącym w życia hasła nowej rewolucji muzycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/TsALkfPAN-0&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/TsALkfPAN-0&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-7232767077171761081?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/7232767077171761081/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=7232767077171761081' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7232767077171761081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7232767077171761081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2009/01/white-lies.html' title='The White Lies'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-7403369370819226364</id><published>2008-12-25T10:14:00.002+01:00</published><updated>2008-12-25T11:07:59.990+01:00</updated><title type='text'>Najlepsze płyty 2008 roku!</title><content type='html'>Końcówka roku to okres licznych podsumowań. Każdy chce przedstawić swój prywatny top, swoich osobistych faworytów. I nic w tym złego. &lt;br /&gt;Jaki był ten rok dla branży muzycznego? Podobno nie za dobry, ale tragiczny też nie był. Jak zwykle wieszczą śmierć CD, i jak zwykle CD przeżyły swoją kolejną śmierć. Nudne się to robi. Swoją drogą bardzo podobnie do winyli. Ostatnio mają się tak dobrze, jak już dawno nie miały. A słuchając głosów pewnych proroków można byłoby wywnioskować, że w tej chwili już nikt nie ceni muzyki słuchanej z dobrej jakości nośnika, dla nikogo nie jest ważne oryginalne opakowanie, i tak dalej. Jaka to bowiem przyjemność kolekcjonować pliki mp3? Gdzie w tym piękno płyt ładnie ułożonych na półce? Czy płyt winylowych odtwarzanych wręcz z nabożnością?&lt;br /&gt;A jeśli chodzi o same nowe płyty? W moim odczuciu tak średnio w sumie. Pojawiło się trochę nowości, ale nie było chyba niczego takiego, co wywróciłoby branżę muzyczną do góry nogami. Kilka debiutów odświeżyło pewne nurty, wyczekiwane kolejne płyty znanych już zespołów - poza kilkoma wyjątkami - zapisały się po prostu dobrze. W samej muzyce zaś trochę więcej w tym roku elementów dance'owych, popowych, tanecznych. W samym rocku zaś ostatnio nieco niebezpiecznie mało rocka w rocku. Ale przyszły rok może będzie lepszy pod tym względem. Na szczęście są pewne zespoły, na które można liczyć - choćby Arctic Monkeys czy sam Alex Turner, którego zarówno NME jaki Roling Stone uznały za jedną z najważniejszych osób w brażny i które wpłyną na brzmienie nowej muzyki. Generalnie jednak rok 2008, to rok indie popu oraz ogólnie rozumianej muzyki tanecznej. A w Polsce? Jeszcze gorzej. Poza kilkoma dobrymi zespołami, które to wszystko ciągną, reszta dodaje sobie do nazwy prezentowanego gatunku słówko 'post' i tworzą coś, co jest sztuką dla sztuki i na trzeźwo wręcz nie do przyjęcia. A jeszcze jeden z zespołów, który miał być nadzieją polskiej sceny muzycznej w drugiej połowie roku - Coma - wydaje album, który jest cokolwiek słaby, poza zaledwie kilkoma utworami. Może na tym wystarczy słów wstępu. W sumie przecież aż tak źle nie było. Przykładem na to, że mimo wszystko coś dobrego w muzyce wciąż się dzieje, mam nadzieję, że będzie mój poniższy top, w którym pozwoliłem sobie zebrać dziesięć najlepszych płyt, według mojego subiektywnego zdania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;1. Kings of Leon - Only by The Night&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Rewelacyjna płyta łącząca ciekawe i różnorodne brzmienia. Taki post-rock z malutką dawką elektroniki. Postmodernistyczna opowieść o życiu w brudnym, wielkim mieście, a w tle ironiczne teksty o miłości. Utwór z płyty? "Sex on Fire":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SYQNA1bE8vE&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/SYQNA1bE8vE&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;2. The Killers - Day&amp;Age&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bardzo udany powrót tego zespołu z Las Vegas. Po średnio udanej płycie drugiej, pierwsza wraca do brzmień, które zjednały im grono wiernych fanów. Co prawda może i więcej tutaj indie popu, ale co tam. "Spaceman":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QnA4r4ocDII&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QnA4r4ocDII&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;3. MGMT - Oracular Spectacular&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie najlepszy debiut tego roku. Nowojorscy czarodzieje łączą w swych brzmieniach rock, indie i synth pop, a w to wszystko wpleciona jest jeszcze muzyka taneczna z lat 80. "Time to Pretend":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OCCmXJi1Gp4&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OCCmXJi1Gp4&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;4. Bloc Party - Intimacy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak dla mnie zespół, który przeszedł jedną z największych rewolucji brzmieniowych w ostatnich latach. Zaczęło się od garażowego rockowego grania. Później było dość mocno popowo, potem skrajnie elektronicznie. A potem był strzał w dziesiątkę. Wszystko zaczęło się od singla, który jest zdecydowanie jednym z najlepszych jakie słyszałem - "FLUX". Szkoda, że nie trafił ostatecznie na album. Jest post-rockowo, jest melodyjnie, jest tanecznie. "One Month Off":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/66xxck1TV-Y&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/66xxck1TV-Y&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;5. The Last Shadow Puppets - The Age of the Understatement&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nowy projekt muzyczny Alexa Turnera z Arctic Monkeys. Krytykowano ich, że porwali się na coś, na co są jeszcze za młodzi. Nie zgadzam się z tym. Ta płyta, to świetna dawka indie retro rocka z nawiązaniami do Bowiego czy The Beatles. Słuchamy utworu tytułowego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XGV8xCkpXjE&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XGV8xCkpXjE&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;6. Coldplay - Viva la Vida or Death and all His Friends&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Album, który wywołał dość mocne kontrowersje. Z jednej strony były komentarze pełne uwielbienia, z drugiej rozczarowania, że tak mało Coldplay'owo trochę się zrobiło, że sympatyczne piosenki dla wszystkich zastąpiono takimi, które trafią tylko do pewnego grona odbiorców. Ale w sumie co z tego? Może "X&amp;Y" to nie jest, ale jak dla mnie Chris Martin i reszta chłopaków odwalają kawał porządnej roboty, więc po prostu nie może tego albumu zabraknąć tutaj w zestawieniu. "Lovers in  Japan":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/E_exesnCA5Y&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/E_exesnCA5Y&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;7. The Kooks - Konk!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie wyróżnienie tylko za to, że przy pierwszej płycie jeszcze się w coś takiego nie bawiłem. Płyta bowiem niczym się nie różni od pierwszej. To znów tylko - i aż - proste i nośne piosenki o miłości. Ale jak dla mnie ma ten zespół w sobie jakieś piękno tkwiące w jego prostocie właśnie - wyniesionej chyba z prostych akordów i prostych piosenke a la Lennon i McCartney. "Always Where I Need To Be":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ln_qHyGD9zo&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ln_qHyGD9zo&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;8. The Subways - All or Nothing&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zespół jak dla mnie niedoceniany przy okazji wszelkich możliwych list przebojów, topów czy podsumowań. Jako jedni z ostatnich stoją na bastionie muzyki grungowej, a ja, jednak cały czas kocham Nirvanę, więc miłość do pewnego rodzaju brzmień jak widać się przenika. Generalnie jest to bardzo fajne rockowe granie, z przebojowymi piosenkami, damsko-męskim wokalem i młodzieńczym polotem. "Girls and Boys":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/g32BPJxogy8&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/g32BPJxogy8&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;9. Glasvegas - Glasvegas&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;A to z kolei jeden z najgłośniejszych debiutów ostatnich miesięcy. Świetne połączenie post-rocka z brzmieniami shoegezovymi ze ścianą dźwięku na czele. O zespole nie tak dawno sporo pisałem, więc polecam post, a tymczasem gramy "It's My Own Cheeting Heart That Makes Me Cry":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Cf_YTwlD6aw&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Cf_YTwlD6aw&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;10. Cool Kids of Death - Afterparty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jedyny polski akcent tegoroczny w tym topie. Kiedyś, gdy przeczytałem zdanie "nie oszukujmy się, poza nimi nie ma tutaj nikogo więcej", pomyślałem, że autorka mocno na wyrost pisze o CKOD. Teraz jednak nie jestem już taki krytyczny wobec tego zdanie. Oni rozpoczęli indie rockową rewolucję w naszym kraju. Oni wszystko zaczęli, a kto inny spija teraz śmietankę. Nowa płyta, nowe brzmienie - dance punk. "Nagle zapomnieć wszystko":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OQcOh8Iu8ao&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OQcOh8Iu8ao&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle. Mind the gap.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-7403369370819226364?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/7403369370819226364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=7403369370819226364' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7403369370819226364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7403369370819226364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/12/najlepsze-pyty-2008-roku.html' title='Najlepsze płyty 2008 roku!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8930586407946285209</id><published>2008-12-21T10:11:00.002+01:00</published><updated>2008-12-21T10:50:47.458+01:00</updated><title type='text'>Jestem legendą</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SU4RbqpYbnI/AAAAAAAAACg/YP1k0SR0FYs/s1600-h/321657b1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 222px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SU4RbqpYbnI/AAAAAAAAACg/YP1k0SR0FYs/s320/321657b1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5282178579954167410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Willa Smitha od zawsze kojarzyłem z filmami akcji. W tej chwili trudno byłoby mi powiedzieć z kim nie walczył, przeciwko czemu nie występował, od czego chronił ludzkość. Mimo tematyki filmów, w których występuje nie uważam go za słabego aktora. Ponieważ od czasu do czasu zdarzy mu się zagrać w filmie, w którym może udowodnić, że nie jest złym aktorem. Przykładem takim może być właśnie &lt;b&gt;Jestem legendą&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;Obraz opowiada dość popularną historię: lekarstwo - mutacja - epidemia - poszukiwanie antidotum. Jednak motyw epidemiczny był dla mnie zawsze bardzo interesujący, a poza tym jest niezwykle nośny. Mimo bowiem tego, że już tyle o tym pisano, tyle filmów nakręcono na ten temat, to każdy kolejny jakiś ciekawy element posiada. Oczywiście świadomie teraz pomijam filmy, które są oczywistymi gniotami i pod pojęciem 'każdy' rozumiem każdy, który oferuje kino na w miarę przyzwoitym poziomie. Nie wymagam od filmów z tego gatunku niewiadomo jakiego poziomu intelektualnych wycieczek.&lt;br /&gt;Wracając do samego "Jestem legendą". Wszystko zaczyna się w 2009 roku, kiedy to wynaleziona zostaje szczepionka przeciwko rakowi. Początkowe badania są niezwykle optymistyczne, gdyż jest skuteczna w stosunku do wszystkich leczonych pacjentów. Czujecie już to wiszące w powietrzu ogromne "ale"? I słusznie. Ale pojawia się problem. Zawarty w szczepionce wirus zaczyna mutować i doprowadza do istnej apokalipsy. Większość ludzi ginie natychmiast, ci, którzy przeżyli zamieniają się pod wpływem zmian genetycznych w bezmyślne i nieczułe - a przynajmniej początkowo myślimy, że takimi są - istoty, które nocami wychodzą na ulice miast, by szukać pożywienia. Reszta ludzkości zmarła. Nikt nie przeżył. Nikt poza dr Nevilem, który ma wrażenie, że jest ostatnim człowiekiem na Ziemi. &lt;br /&gt;Najjaśniejszym punktem całego filmu jest kilkanaście początkowych minut filmu, które robią kapitalne wrażenie. Wizja postapokaliptycznego Nowego Jorku mocno oddziałuje na nasze przeżycia. Wymarłe miasto. Cisza. Pustka. Zniszczone budynki, zarośnięte ulice. A pośród tego wszystkiego jeden człowiek, który próbuje przeżyć, który próbuje zachować resztki normalności. Walczyć z wirusem. Nie poddaje się. Wciąż eksperymentuje, szuka lekarstwa.&lt;br /&gt;W tych momentach Will Smith udowodnił - jak dla mnie - że jest dobrym aktorem. Bardzo dobrze udało mu się oddać uczucia, jakie muszą towarzyszyć samotnemu człowiekowi w wielkim mieście. Generalnie można to odczytać jako pewną szerszą alegorię. Nie tylko przecież samotny jest człowiek naprawdę samotny, gdy nie ma nikogo innego, bo nikt inny już nie żyje. Samotny jest także człowiek w wielkim mieście, gdzie każdy biegnie przed siebie goniąc swoje cele, nie zważając za bardzo na drugiego człowieka. &lt;br /&gt;Kolejnym niezwykle ciekawym pomysłem twórców "Jestem legendą", był motyw pieska, który towarzyszy doktorowi Nevillowi. Ten element wprowadza do filmu odrobinę ciepła. Trochę dziwnie to brzmi, ale tak jest.&lt;br /&gt;Oczywiście nie zabraknie tutaj typowej akcji kojarzonej z filmami z tym aktorem. Jednak po raz pierwszy od dawna nie te elementy będą najistotniejsze. W końcu szybka akcja będzie tylko jakimś dodatkiem do w miarę sensowniejszej fabuły.&lt;br /&gt;"Jestem legendą" nie jest może wybitnym dziełem światowej kinematografii. Nie jest to jednak też film słaby. Jest to kawał porządnego kina akcji z sensowną fabułą, postapokaliptycznym Nowym Jorkiem w tle i motywem samotności. Sądzę, że obraz może spodobać się nawet tym, którzy do tej pory nie kojarzyli jakoś najlepiej Willa Smitha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakoś automatycznie jako motyw na dziś, kojarzący się w pewien sposób z tematyką filmu było "Cold Desert" Kings of Leon z ich ostatniej płyty:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bWkYu-hYTZs&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bWkYu-hYTZs&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8930586407946285209?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8930586407946285209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8930586407946285209' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8930586407946285209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8930586407946285209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/12/jestem-legend.html' title='Jestem legendą'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SU4RbqpYbnI/AAAAAAAAACg/YP1k0SR0FYs/s72-c/321657b1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8601481731457806783</id><published>2008-12-20T18:15:00.002+01:00</published><updated>2008-12-20T18:32:12.324+01:00</updated><title type='text'>Off Club Festival</title><content type='html'>Arturowi Rojkowi jeden festiwal muzyczny w roku nie wystarcza. Potrzebuje więcej. I więcej. I ciągle chce więcej. A publika zgodnie mu w tym przyklaskuje. Jak bowiem można byłoby postąpić inaczej skoro w wakacje dostajemy świetny mysłowicki Off Festival, a teraz jeszcze i na jesieni i wiosną mają odbywać się mniejsze klubowe festiwale jednodniowe, na których pojawiać się będzie jedna gwiazda międzynarodowa. Inaugracja tego projektu miała miejsce w miniony czwartek w katowickiej Hipnozie. Miejsce świetnie dobrane, termin też. Jeśli chodzi o zespoły, to odczucia mam mieszane. Bawiło się przy nich doskonale, fajnie pogowało i w ogóle - chociaż część śmiertelnie poważnych osób pisała później w komentarzach na laście, że nieporozumieniem dla nich była grupka pogujących indie dzieciaków. Mój boże. Jak mi przykro, że oni nie potrafią zrozumieć tak prostej rzeczy jak dobra zabawa, jak dowolna forma tejże zabawy. Na samym koncercie było bardzo spoko, każdy bawił się tak jak chciał, więc tym bardziej zaskoczyły mnie później te komentarze. Trochę to popsuło ogólny bardzo pozytywny odbiór.&lt;br /&gt;Ale wracając do muzyki. Jako gwiazda wieczoru wystąpił amerykański Deerhoof. O zespole pierwszy raz usłyszałem dopiero przy okazji tego festiwalu. Na koncercie bawiło mi się przy ich muzyce świetnie, bardzo żywiołowo, bardzo szalenie, bardzo rockowo. Jednak nie mam ochoty do tego wracać teraz. Jak dla mnie po prostu - i tylko - wyśmienity zespół koncertowy. Ale nic więcej. Zgodny jestem nawet się przychylić do opinii, że jest to obecnie jeden z lepszych zespołów koncertowych. Z tym, że jak piszę, tylko do koncertu moja przygoda z tym zespołem się ogranicza. Ot, taka bardzo udana jednorazowa przygoda. No, może jeśli jeszcze raz będą w Kato, to ich nawiedzę. Nic więcej jednak z mojej strony.&lt;br /&gt;Off Club rozpoczął się porządną dawką elekroniki. Ot, takie wyczilałtowanie się przed resztą wieczoru. Kirsten z kolei zaprezentował całkiem niezłą dawkę post punka i post rocka. Kolejną grupą był sextet łączący w swojej twórczości brzmienia z pogranicza rocka i electrojazzu. Jakoś strasznie podjarani wszyscy byli ich występem. Fajnie się poskakało. Ale to by było na tyle.&lt;br /&gt;Generalnie więc była to świetna dawka dobrej rozrywki. Muzyka, przy której można było doskonale poszaleć. Jednak jeśli chodzi o samą stronę muzczyną, to nie rzuciła ona mnie na kolana do tego stopnia, bym teraz stał się wielkim fanem któregoś z tych zespołów.&lt;br /&gt;I trochę przekornie akcentem muzycznym nie będzie żadna z grup, które pojawiły się na tym festiwalu, lecz kapela, którą śmiało zaliczam do najlepszych tegorocznych debiutów - Glasvegas. Ostatnio było "Daddy's Gone", dziś słuchamy "Polmont on my Mind":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/BwJW3JxbIjI&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/BwJW3JxbIjI&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8601481731457806783?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8601481731457806783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8601481731457806783' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8601481731457806783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8601481731457806783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/12/off-club-festival.html' title='Off Club Festival'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-1911637596575934041</id><published>2008-12-17T20:57:00.002+01:00</published><updated>2008-12-17T21:28:05.674+01:00</updated><title type='text'>Scarlett w ambiencie</title><content type='html'>Czy jest to najlepsza płyta tego roku? Gdzieżby. Czy jest rewolucyjna, odkrywcza? Noo... tak średnio. Czy jest spełnieniem zachcianki? Oj tak, zdecydowanie. Ale czy jest to płyta, której warto posłuchać? Jak najbardziej. Przynajmniej ja z takiego założenia wychodzę. Przyznam się szczerze, że nie sięgnąłem po ten album ze względu na spodziewaną wartość artystyczną. Gdyby utwory scoverowała inna artystka pewnie nawet nie zaszczyciłbym tej informacji swoją uwagą. Ale tutaj nie podarowałbym sobie tego. Czyli już wiemy, że gdyby nie Scarlett, to nie słuchałbym coverów Toma Waitsa w czyimkolwiek innym wykonaniu i jakiejkolwiek aranżacji. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby ta płyta nie miała w sobie tego czegoś, to nie pisałbym o niej i nie słuchałbym jej kilka miesięcy po premierzy. Sama osoba &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Scarlett Johansson&lt;/span&gt; mogła mnie skutecznie zainteresować, by się albumem zainteresować, ale nawet ona nie byłaby w stanie sprawić, bym się katował muzyką, która gwałciłaby moje receptory muzyczne.&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o samego Toma Waitsa, który dał temu wszystkiemu początek swoją twórczością, to mam do niego stosunek taki sam jak Scarlett, która po prostu nie może pamiętać tej muzyki, bo to nie nasze pokolenie, a mówienie pokrętnie o tym, że muzyka ta oddziałuje na nią w szczególny sposób jest po prostu próbą zmierzenia się z czymś ambitniejszym, z czymś - jak zwykle w jej przypadku - nieco ponad jej wiek, ponad wszystko co wokoło. W końcu już sam Redford, kręcąc razem z nią "Zaklinacza koni" powiedział, że nigdy nie widział tak dojrzałem trzynastolatki. &lt;br /&gt;Po pierwszych zachwytach płytach sięgnąłem jednak po kilka oryginalnych kawałków Waitsa. Dosłownie odrzuciło mnie od nich. Tak negatywnie nie podziałała na mnie żadna muzyka w ostatnim czasie. Zupełnie nie mój styl i klimat.&lt;br /&gt;Tym większe uznanie muszę wyrazić dla Davida Sitka - tak, tak tego z TV On The Radio! - który nie patyczkował się z muzyką Waitsa i bezlitośnie przerobił ją na ambientowe brzmienia. &lt;br /&gt;Ogólnie trzeba powiedzieć, że Scarlett potrafi otaczać się uznanymi i utalentowanymi osobami. Na gitarze bowiem przygrywa jedna trzecia Yeah Yeah Yeahs, a w chórkach w dwóch utworach udziela się David Bowie, który usłyszał na pewnym spotkaniu, że Scarlett śpiewa, że nagrywa. On zagadał, że fajnie, że mógłby się dołączyć do projektu, ona zakłopotana nie wiedziała co powiedzieć. Koniec końców Bowie sam pojawił się w studiu i dograł te chórki. Kto by pomyślał, że Scarlett taka wstydliwa.&lt;br /&gt;Płyta dosyć długo się rozkręca. Na początku mamy bowiem instrumentalne "Fawn", później wolno wchodzące na obroty "Town with no cheer" i dopiero tutaj słyszymy głos Scarlett. Głos, który może być zarówno wielkim plusem tej płyty, jak i ogromną wadą. Wedle uznania. Można powiedzieć, że śpiewa słabo, że dziwnie, że takie to wszystko nijakie. Proszę bardzo. Ja jednak powiem, że słyszymy wspaniały, seksownie zachrypnięty głos, który w niebanalny sposób potrafi tworzyć fantastyczny nastrój w każdej kompozycji. Takie mistrzowskie połączenie dream popu z ambientowym podkładem.&lt;br /&gt;Album jest pewną opowieścią. Niby piosenki Waitsa, ale słuchając ich w wykonaniu Scarlett mamy wrażenie, że równie dobrze mogłyby to być jej własne słowa, jej opowieść. Jakże prawdziwe przecież muszą być słowa piosenki "I don't want to grow up" - swoją drogą najbardziej przebojowy kawałek na płycie -  w której śpiewa, że nie chce dorosnąć, że wciąż, w jakiejś części swojej podświadomości, chce być dzieckiem, które nie musi się tym wszystkim martwić.&lt;br /&gt;Jak dla mnie przefanatastyczne jest jednak samo zakończenie płyty z utworami, które mówią o tym, że nikt nie zorientuje się, gdy odejdziesz, nikt się tym specjalnie na dłuższą metę nie przejmie i utwór z pytaniem 'kim ty tak naprawdę jesteś?'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchamy. Ostatni utwór z płyty. "Who are you". Z Davidem Sitkiem. Swoją drogą ciekawa sprawa, ostatnio bardzo mocno podobają mi się ostatnie piosenki na różnych płytach. Hm... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/efyV4dZl2rI&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/efyV4dZl2rI&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-1911637596575934041?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/1911637596575934041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=1911637596575934041' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1911637596575934041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1911637596575934041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/12/scarlett-w-ambiencie.html' title='Scarlett w ambiencie'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-310982146624360362</id><published>2008-12-17T20:35:00.003+01:00</published><updated>2008-12-17T20:56:11.831+01:00</updated><title type='text'>Ulysses - you're never going home</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;I’ll find a new way&lt;br /&gt;Well I’ll find a new way, baby oh...&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Franz Ferdinand. Jeden z najlepszych i najciekawszych brzmieniowo zespołów ostatnich lat. Zespół, który, obok Arctic Monkeys, wstrząsnął brytyjską - i nie tylko - sceną muzyczną. Chłopaki z Glasgow pokazały, że muzyka rockowa może być cholernie przebojowa i taneczna. Tak, taneczna. Franz Ferdinand to zespół, który śmiało może być grany na dyskotekach, przy którym doskonale można się bawić. Tylko mamy taki problem, że w Polsce z lekka bieda z indie dyskotekami. Więc póki co możemy sobie ładnie potupać nóżką słuchając muzyki w pokoju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z nową płytą "Tonight: Franz Ferdinand" było strasznie dużo zamieszania. Dzięki temu wszystkiemu jednak jest to jedna z najbardziej oczekiwanych indie płytek w ostatnim czasie. Premiera ostatecznie zostało ustalona na styczeń przyszłego roku, czyli już bardzo niedługo. I dobrze. Tylko mam nadzieję, że album sprosta oczekiwaniom fanów, bo takie podgrzewanie temperatury oczekiwania może czasami wygórować oczekiwania do poziomu, któremu nikt nie jest w stanie sprostać. &lt;br /&gt;Z powstawaniem płyty wiązało się sporo zawirowań. Z najgłośniejszych jest użycie jakiegoś kontrowersyjnego instrumentu - nie pamiętam dokładnie sprawy, ale chodziło o materiał, z którego był on wykonany. Kolejną bardzo ważną sprawą były problemy z wyborem odpowiedniego producenta płyty. W jednym z wywiadów chłopaki przyznały, że jeden z pierwszych producentów chciał z nich zrobić Sugarbabes, tyle że w męskim wydaniu i z gitarami.&lt;br /&gt;Zacząłem wypowiedź od cytatu z singlowego "Ulysses". Czy faktycznie odnaleźli nową drogę? Przekonamy się. Po jednym singlowym utworze trudno wydawać jakiś werdykt. Dla mnie jednak wciąż jest to stary, dobry Franz. Ok, może bardziej popowo-tanecznie jest, może teksty są ciekawsze, ale generalnie nie sądzę, by zespół przeszedł przez jakąś radykalną rewolucją - i dobrze! - to po prostu oczywista ewolucja, która stopniowo dokonywała się od czasu drugiego albumu. Dla mnie rewelacja, że poszli w tę stronę. Choć znam też osoby, którym to pójście w muzykę taneczną przez Franza odbierane jest mocno negatywnie. Cóż, wszystkich zadowolić się nie da.&lt;br /&gt;Ja w każdym razie czuję się bardzo usatysfakcjonowany po przesłuchaniu singla promującego album. Mam nadzieję, że cały album będzie równie dobry. Czekamy. A tymczasem słuchamy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Franz Ferdinand - Ulysses&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hzoR-GsStaI&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hzoR-GsStaI&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-310982146624360362?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/310982146624360362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=310982146624360362' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/310982146624360362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/310982146624360362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/12/ulysses-youre-never-going-home.html' title='Ulysses - you&apos;re never going home'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-347981377896062670</id><published>2008-12-13T19:15:00.002+01:00</published><updated>2008-12-13T19:33:30.423+01:00</updated><title type='text'>Dumni synowie Szkocji</title><content type='html'>Szkocja może być dumna. Do tej pory mogła się poszczycić między innymi taką gwiazdą jak Franz Ferdinand, a teraz do tego pierwszego szeregu zespołów, które po prostu trzeba znać śmiało możemy zaliczyć &lt;b&gt;Glasvegas&lt;/b&gt;. Zespół już od początku bardzo pozytywnie mi się skojarzył. Do tego stopnia, że w pierwszym momencie myślałem, że chodzi o Death in Vegas, tak, tak niedosłuch postępujący. A jeśli wydaje wam się, że nie kojarzycie tego zespołu, to przypomnijcie sobie "Między słowami" i jeden z głównych motywów muzycznych z tego filmu. To był właśnie kawałek "Girls" Death in Vegas. Czyli skojarzenie było podwójnie pozytywne. Oczywiście kilka rozmów z moim przyjacielem Googlem i zostałem wyprowadzony z błędu. Dowiedziałem się wtedy, że mamy o to do czynienia z nowym zespołem, któremu jeden przyświeca cel - mieć u stóp cały świat... noo, a jak nie cały, to przynajmniej na początek tę jego starszą - i lepszą - część. W sumie Glasvegas nie jest jakimś zupełnym dzieciakiem na scenie muzycznej. Zespół powstał bowiem już w 2006 roku, ale dopiero teraz ukazuje się ich debiutancka płyta. To "teraz" jest oczywiście mocno względne. Jaki bowiem polski zespół wydaje tak szybko debiutanckę płytę i który byłby od razu po debiucie znany w innym kraju? Będę złośliwy i odpowiem na to retoryczne pytanie - żaden. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odnośnie samej muzyki tworzonej przez Glasvegas. Jest to po prostu kawał porządnego shoegaze, a jeśli ktoś preferuje mniej wymyślną nazwą, to powiedzmy, że jest to poprostu electro-rock z bardzo nośnymi, epickimi, melodyjnymi nutami. Jednak termin shoegaze jest mimo wszystko bardzo na miejscu. Bo sporo tutaj podobieństw do jednego z prekursorów tego nurtu, czyli My Bloody Valentine (ściana dźwięku!). Swoją drogą z tą nazwą wiąże się ciekawa anegdotka. Kiedyś myślałem, że termin ten ma jakieś ukryte dno czy coś, a tu chodziło po prostu o tak banalną sprawę, jak to, że gitarzysta nie pamiętał nut i patrzył przez cały koncert pod nogi, gdzie miał kartkę z akordami. A biedna publiczność myślała, że on tak przeżywa tę muzykę, że aż nie może spojrzeć w stronę publiczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja miłość do Glasvegas nie była nagła ani płomienna. Najpierw usłyszałem "Daddy's Gone". Utwór rewelacyjny. Tym większe było moje zaskoczenie, gdy płyta po wyrywkowym przesłuchaniu nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ale właśnie. Tym wyrywkowym pierwszym przesłuchaniem zrobiłem największą krzywdę tej muzyce. Płyta bowiem tworzy bardzo spójną całość. I to do tego stopnia, że jeśli nie słuchamy wszystkich kompozycji w całości, to poszczególne nagrania sporo tracą, gdzieś gubi się ta myśl przewodnia i motyw muzyczny spajający poszczególne utwory klamrą w jedną opowieść. Kiedy się bowiem słucha płyty w całości, kawałek po kawałku, wtedy dopiero możemy rozkoszować się pięknem tego albumu. A tymczasem jedyny kawałek, który dobrze brzmi wyrwany z kontekstu - "Daddy's Gone":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/RfmClxKWhPY&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/RfmClxKWhPY&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-347981377896062670?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/347981377896062670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=347981377896062670' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/347981377896062670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/347981377896062670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/12/dumni-synowie-szkocji.html' title='Dumni synowie Szkocji'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-6973086784567717496</id><published>2008-12-13T10:48:00.002+01:00</published><updated>2008-12-13T11:21:14.775+01:00</updated><title type='text'>The Killers - Day&amp;Age. Reaktywacja!</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Console me in my darkest hour&lt;br /&gt;Convince me that the truth is always grey&lt;br /&gt;Caress me in your velvet chair&lt;br /&gt;Conceal me from the ghost you cast away&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ain't in no hurry, you go run&lt;br /&gt;And tell your friends I'm losing touch&lt;br /&gt;Fill their heads with rumours of impending doom&lt;br /&gt;It must be true&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawie pół roku przerwy? Nie za fajnie. Nie ma co ukrywać. Ale cóż zrobić. Może przerwa była potrzebna. W końcu żadna krucjata nie może trwać permanentnie. Nawet ta muzyczna - głównie. W każdym razie I was back to the town;) Z nowymi inspiracjami muzycznymi, z nowymi płytami, z nowymi pomysłami. A wszystko zaczęło się w lipcu. Czyli wtedy kiedy spłodziłem ostatni wpis na tym blogu. W skrócie, później był wyjazd do UK, zachwyt ilością dostępnych płyt w sklepach muzycznych. Ilość osób w tych sklepach. O tak, to był największy szok. Chociaż nie. W sumie jak dla mnie największym było to, że wchodząc do HMV mogę znaleźć tam każdą (KAŻDĄ) płytę o jakiej tylko mogę sobie zamarzyć, by poszukać. No i ceny. W promocji dwie płytki za 10 funtów, czyli wtedy to było coś około 40 złotych (20 zeta za płytkę!). Później jednak szara rzeczywistość. Polska wita. Teraz przy tej okazji skojarzyły mi się dwie historie z zakupami CD. Najpierw Kings of Leon, a ostatnio nowy album The Killers. Ten pierwszy pamiętam, że trudno było w ogóle dostać. Aż mi się nie chce pisać o tragicznej organizacji polskich sklepów i to bardzo dużej sieci, pełnej kultury podobno. Na półkach leżą dziesiątki jakiegoś syfu, który w ogóle nie schodzi, a towaru na który jest zapotrzebowanie sprowadzają dosłownie kilka sztuk i potem kto pierwszy ten lepszy. Nic dziwnego, że część osób mogła się ostro wkurzyć. W końcu człowiek chce kupić oryginalną płytę, a tu stwarza mu się takie problemy. Nic jednak nie przebije ostatniej historii z The Killers. W całej Częstochowie nie było już, kiedy chciałem kupić, ANI JEDNEJ płyty. W Katowicach zaś ledwie udało mi się kupić ostatnią z magazynu. Sorry, co to ma być? Kpina z klienta? Czy jeśli coś tak dobrze schodzi, to nie można sprowadzić kilkanaście sztuk więcej? Czy naprawdę konieczne jest zaleganie na półkach słabiutkiego nowego Guns'n'Roses podczas gdy o dobre płyty trzeba wręcz toczyć batalię i nie dać się wyprzedzić innym fanom? No troszkę szacunku do klienta. W końcu to chyba sprzedawcom powinno zależeć na tym, by zgarnąć kasę za półkowe. A wiadomo doskonale, że akurat ta sieć sklepów kulturalnych troszkę sobie za to liczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to już przeszłość. Najważniejszy jest efekt końcowy. A ten jest wyśmienity. Bowiem The Killers na nowej płycie powracają w wielkim stylu. I te 31 złotych (sic!) jest zdecydowanie warte wydania. Przy ich drugiej płycie dość mocno na początku narzekałem, że wcześniej tak pięknie grali, tak cudownie, że komu to przeszkadzało, że czemu się zmienili, że czemu na siłę chcieli uchodzić za ambitniejszych niż byli naprawdę. Teraz, z perspektywy czasu, sądzę że może nieco niesprawiedliwa była ta opinia, bo druga płyta jest faktycznie inna niz pierwsza, OK. Ale w sumie nie jest taka zła. W końcu kawałki "When You Were Young" czy "Read My Mind" zdecydowanie można zapisać jako jedne z ich najlepszych. Poza tym, gdy posłuchamy sobie pierwszej, drugiej i trzeciej płyty zauważymy wtedy, że mamy tutaj do czynienia z jakąś spójną ewolucją i rozwojem. Choć nie zmienia to faktu, że ogromny plus mają jak dla mnie za to, że trzecia płyta mimo wszystko jest bardziej podobna do pierwszej. Chłopaki zgoliły zarost i generalnie wrócili do tego, co im najlepiej wychodzi, czyli śpiewania o bad girls. Spotkałem się co prawda z opinią, że na nowej płycie poruszają problem Boga, tego czy istnienieje czy nie... zwątpiłem po przeczytaniu tej opinii. I to nie w jakimś szmatławcu. Angielski serwis recenzyjny. Przesłuchałem wspomniany kawałek ("A Dustland Fairytale") kilka razy, dla pewności przeczytałem tekst i powiem tak, jeśli dla kogoś słowa o tym, że wszystkie dobre dziewczyny już umarły, że ciągle poszukujemy nowych doznań, nowych dróg i tak dalej jest rozważaniem na tle religijnym to proszę bardzo. Ale ja nie dokonywałbym tutaj takiej nadinterpretacji. Nie wmawiajmy autorowi na siłę co miał na myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że już wyjaśnił się przynajmniej w pewnym stopniu cytat otwierający ten wpis. Pochodzi on z pierwszego utworu na płycie. Kapitalne rozpoczęcie. Ogólnie cała pierwsza piątka na płycie mocno rozkręca album, nawiązując do najlepszych tradycji The Killers w postaci "Somebody Told Me", "All These Things That I've Done" czy "Smile Like You Mean". To samo doskonałe połączenie elektroniki z rytmicznym rockiem, w którym wyczuwalne są też pewne elementy post-punka. Oczywiście odpowiednio podlane tanecznym popem. Cudo. A jeszcze ta wyśmienita modulacja głosu wokalisty, te emocje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bad girls swoją drogą, ale jednak muszę przyznać, że teksty są jednak w pewnym stopniu ambitniejsze. Niestety rozczaruję tutaj rozochoconych chłopców, którzy chcieliby zrobić z The Killers zespół religijny. Hm, chyba, że to byłaby religia taka, jaką uprawia Hank Moody w scenie otwierającej pierwszy sezon "Californication". Ale, ale... na przykład utwór "The World We Live In" sprawia, że zaczynamy zastanawiać się czy The Killers nie zmierza troszkę w stronę U2. Chociaż chęć zmiany świata, naprawienia błędów, wiary w lepsze jutro, wiara w to, że nie jest jeszcze za późno, by zmienić wiele rzeczy, nie od razu musi oznaczać podążanie szlakiem U2. Chociaż z drugiej strony inspirowanie Bono i spółką jak dla mnie nie jest żadnym powodem do krytykowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie jeśli miałbym teraz polecić szczególnie, któryś utwór z nowej płyty, to pewnie zarzuciłbym "Specemana" albo "Joy Ride'a" (z genialnymi wpływamili latino), albo może "Human" (chociaż ten utwór jak dla mnie już został zakatowany ilością odsłuchań), więc przekornie pojedziemy świątecznie. W końcu tak modnie chyba teraz. Ale zrobimy to w stylu The Killers. Czyli irocznie. Nie zabijaj mnie Mikołaju!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;The Killers - "Don't Shoot Me Santa"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/P5-irfEvGaE&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/P5-irfEvGaE&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już niedługo chyba trzeba będzie zrobić jakiś prywatny top tego roku...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-6973086784567717496?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/6973086784567717496/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=6973086784567717496' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6973086784567717496'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6973086784567717496'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/12/killers-day-reaktywacja.html' title='The Killers - Day&amp;Age. Reaktywacja!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-2130746163977311086</id><published>2008-07-09T23:58:00.001+02:00</published><updated>2008-07-10T09:51:27.810+02:00</updated><title type='text'>Bezkultura mas</title><content type='html'>Toniemy w nicości nowoczesnej cywilizacji. Mamy ogromne osiągnięcia na polu nauki i techniki, praktycznie każdy może swobodnie korzystać z Internetu, a wszystko rozbija się o mur głupoty i źle pojmowanego konformizmu. Nikt nie myśli, nikt nie szuka. Każdy tylko bierze z tego bezkresnego morza możliwości to co chce, nie dając przy tym niczego od siebie, nie dając niczego w zamian. Nie będąc w stanie zaproponować czegoś konstruktywnego. Źle pojmujemy wszystko to, z czego mamy możliwość korzystać. Internet będący skarbnicą wiedzy, ułatwiający kontakty międzyludzkie, sprawiający, że przestają istnieć jakieś granice, wykorzystywany jest jedynie dla infantylnych celów na miarę dziecięcych zachcianek. Nie rozmawiamy, tylko czatujemy. Nie spotykamy się w kawiarniach, tylko w wirtualnych portalach. Więcej czasu spędzamy na przeglądaniu bzdur niż na czytaniu wartościowej lektury. Głupiejemy. Czy nikt nie dostrzega faktu, że społeczeństwo staje się coraz głupsze? Nie czyta, nie chadza do teatrów, nie potrafi konstruktywnie i logicznie się wypowiedzieć. Ludzie mają problem ze zrozumieniem jednej strony A4 tekstu. Szerzy się wtórny analfabetyzm i pierwotna obojętność ze strony samych zainteresowanych. Siedzą zamknięci w swoich cybernetycznych światach i liczą, że ktoś im to wszystko wytłumaczy, ale najlepiej w taki sposób, by nie padały tam zbyt długie słowa i żeby nie było to zbyt inteligentne, bo wtedy przypadkiem mogą jeszcze czegoś nie zrozumieć.&lt;BR/&gt;Upada język, ulega wulgaryzacji. Ludzie nie czytają książek, posługują się coraz potężniejszymi uproszczeniami, mają gdzieś gramatykę, choćby podstawy interpunkcji, wplatają w swoje wypowiedzi masę naleciałości - głównie angielskich. Do tego dochodzą tysiące nikomu niepotrzebnych na taką skalę akronimów. Zabijamy język poprzez bezmyślne skróty. To, co kiedyś było niedopuszczalne w mowie, dziś staje się standardem. To, co kiedyś było uznawane za niedopuszczalną formę językową, dziś staje się równorzędna - i co gorsza, częściej używaną od prawidłowej formy. Kto pamięta choćby o takiej pierdółce, jak ta, że powinno się mówić "czytałem tĘ książkę", a nie "czytałem tą książkę". Albo ta cholerna maniera akcentowania na ostatnią sylabę. My po polsku mówimy czy w jakimś innym języku? Jeśli po polsku to chyba akcentować się powinno z reguły na przedostatnią sylabę. Albo jeszcze ta wkurzająca praktyka mówienia "w gazecie pisze". Ktoś ci pisze tam w chwili mówienia? Wyskakuje krasnoludek i pisze artykuł na twoich oczach? Nie sądzę. Tak trudno powiedzieć, że w gazecie coś JEST napisane? &lt;BR/&gt;Każdy chce więcej i więcej. Nastawiamy się na modus posiadania i całkowicie zapominamy o modusie bycia. Naprawdę te dwa modusy się wzajemnie nie wykluczają. Jeśli każdy z nas się choć odrobinę postara to może i BYĆ i MIEĆ. Trzeba tylko chcieć. Konformizm jest w porządku. Nie należę do osób, która rzucając z prawa i lewa banały zacznie krytykować całą naszą współczesną konsumpcję. Jest ona wytworem naszych czasów, jest elementem naszej popkultury i nie jest niczym złym. Zła staje się dopiero przez nasze działania, które bardzo często są bezmyślne. Nie zastanawiamy się bowiem czy coś jest nam potrzebne, tylko bierzemy coś, bo chcemy to mieć, nie zastanawiamy się czy jest to wartościowa rzecz, czy tylko śmieć, którego za chwilę się pozbędziemy. Zataczamy się od naszych pragnień. Niczym narkomani na głodzie ciągle chcemy więcej i więcej. Czy tego nie da się uleczyć? Co tu leczyć... całą cywilizację trzeba byłoby chyba poddać kompleksowemu leczeniu. Ale tutaj już wchodzimy na pole jakichś utopii, więc darujmy to sobie. Wiadomo bowiem doskonale, że żadna utopia nigdy się nie sprawdziła. &lt;BR/&gt;Znów, niczym powracająca fala, pojawia się motyw konformizmu, konsumpcji, buntu. Bunt przeciw konformizmowi wydaje mi się najbardziej zakłamanym buntem z jakim możemy mieć do czynienia. Zbyt często bowiem spotkałem się z przypadkami, że wyrażał się on jedynie w pustym zanegowaniu wszystkiego tego, co oferuje nasza popkultura, a nie oferując niczego w zamian. Jeśli w zamian dajemy na przykład kontrkulturę, to oczywiście sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Coś takiego jest jak najbardziej dobre i mile widziane. Następnie, bunt jest trendem. Czymś modnym w pewnym okresie. Najpierw trzeba wymyślić sobie idee, potem spróbować je wcielić w życie, a kiedy szary mur ludzkiej beznadziei powtarzającej nam, że świata nie zmienimy, że jest jak jest, że tak tak, może i mamy rację, ale tak już jest. Gdy ta pieprzona masa betonu zatrzyma nas na środku ulicy z butelkami wymierzonymi niewiadomo w co, to pozostanie jedynie ubranie tego buntu w jakąś komercyjną otoczkę, dobre jego sprzedanie i spijanie kasy z rozlanych na ulicy koktajli mołotowa. Tak umrze bunt nasz i tak umrze każdy kolejny bunt. Każdy jednak pozostawi trochę zgliszczy i ruin wśród szarego betonu miast, a kiedyś przyjdzie wiosna i może okaże się, że udało się nam światu i życiu sprostać zmieniając je w choć minimalnym stopniu.&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;Czasami trzeba spojrzeć na wszystko z innej strony. Powiedzieć głośno "NIE!", gdy mówią tak, odwrócić się plecami, przestać trzymać z idiotami. No to po takim buntowniczym rozpoczęciu utwór, który może być lekkim zaskoczeniem w  tym miejscu, ale strasznie mi się podoba ostatnio (znów). Red Hot Chilli Peppers i "Otherside":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/RaeF00sqW34&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/RaeF00sqW34&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-2130746163977311086?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/2130746163977311086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=2130746163977311086' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/2130746163977311086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/2130746163977311086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/07/bezkultura-mas.html' title='Bezkultura mas'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8886137382638131210</id><published>2008-07-07T18:25:00.000+02:00</published><updated>2008-07-07T19:18:26.286+02:00</updated><title type='text'>Kradzież nieprzerwana</title><content type='html'>Od lat trwa i nasila się kradzież. Nieprzerwana. Permanentna. Niby coś tam się robi, jakoś próbuje się z tym walczyć, tylko dlaczego mam wrażenie, że wszystkie te działania są bardzo prowizoryczne? Dlaczego niby się walczy z piractwem, a nie dzieje się tak naprawdę nic?&lt;br /&gt;Cały czas zastanawia mnie jakim sposobem funkcjonuje na przykład coś takiego jak Rapid. Chyba nikt nie jest na tyle naiwny, by zakładać, że wszystkie pliki, którymi wymieniają się internauci tam są ich własnością, mają do nich pełne prawa autorskie i mogą nimi swobodnie dysponować? &lt;br /&gt;Skąd u nas takie idiotyczne przyzwolenie na kradzież muzyki? Dlaczego nie widzimy w tym nic złego? Dlaczego zamiast wyjść do sklepu i kupić CD kradniemy je z internetu? Skąd ta maniera, przyzwyczajenie i zwyczaj? Nie mówię tu oczywiście tylko o tym, że to Polacy kradną i nikt więcej. Naiwny nie jestem. Tylko jakoś nie mogę nie zauważać tego, że pomimo oczywistego faktu istnienia piractwa w innych krajach sprzedaż oryginalnych płyt wygląda tam zupełnie inaczej niż u nas. Tam, płyty sprzedają się w nakładach, a u nas podniecamy się, gdy jakiemuś wykonawcy uda się sprzedać 10 tysięcy płyt w ponad 30 milionowym kraju. No naprawdę wyczyn. I nie chodzi tutaj nawet o jakąś kulturę muzyczną, bo nie jest z nią wcale tak źle w naszym kraju. Widzimy przecież potem masę ludzi, którzy potrafią się bawić przy muzyce Much na przykład, znają teksty. Tylko, że znać teksty i piosenki oficjalnie powinno kilka tysięcy ludzi - Muchy i tak miały szczęście. Jak na alternatywny zespół sprzedać blisko 10 tysięcy płyt w naszym kraju, to naprawdę sukces. W każdym razie, czy nie jest dziwnym, że zespół ma pewnie kilkadziesiąt tysięcy fanów, a tylko pewien ich procent kupił płytę? Dlaczego tak się dzieje? Czy nie potrafimy docenić trudu włożonego przez artystów w nagranie albumu? Mamy gdzieś ich pracę? Chcemy tylko bezmyślnie konsumować na zasadzie, skoro ktoś inny ściąga z netu to czemu ja mam kupować? Może choćby po to, że takie ściąganie plików z internetu, co już nie raz próbowałem udowodnić, jest po prostu nie fair w stosunku to twórców. Poza tym, nikt z osób kradnących muzykę z netu raczej nie kradnie komórek, torebek, książek ani innych rzeczy. Dlaczego więc przyzwalamy na kradzież muzyki? Skąd ten idiotyzm? Dlaczego władze państw nie potrafią jakoś skutecznie z tym procederem walczyć? Czy komuś się opłaca piractwo? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś energetycznego może tym razem. Bloc Party i ich najnowszy singiel "Flux". Ciekawa sprawa z tym zespołem. Pierwsza płytka była taka typowo brytyjska, lekko garażowa i gitarowa. Druga serwowała nam bardziej uspokojone i dopracowane rytmy, troszkę to wszystko było wyciszone, pojawiło się za to więcej elektroniki. "Flux" zaś to już otwarty flirt z elektroniką i muszę przyznać, że chłopakom wychodzi to jak najbardziej na zdrowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ttcboE1GrNg&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ttcboE1GrNg&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8886137382638131210?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8886137382638131210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8886137382638131210' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8886137382638131210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8886137382638131210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/07/kradzie-nieprzerwana.html' title='Kradzież nieprzerwana'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-5114862834143569645</id><published>2008-07-06T16:32:00.003+02:00</published><updated>2008-07-06T17:19:11.143+02:00</updated><title type='text'>Polactwo ty moje, pieprzę cię</title><content type='html'>Jakiś czas temu, przy okazji recenzowania drugiego wydania "Polactwa" Rafała A. Ziemkiewicza, tak zaczynałem swój tekst: " Polskie społeczeństwo jest bardzo zróżnicowane. Z jedne strony są osoby przedsiębiorcze, ambitne i będące czymkolwiek zainteresowane. Z drugiej zaś mamy taki zaścianek, który nie interesuje się ani kulturą, ani polityką, ani niczym innym, co nie dotyczy jego samego. Rafał A. Ziemkiewicz bardzo wprost mówi o tej zaściankowej grupie społecznej i nazywa ją polactwem. Czym jest polactwo? To ludzie, którzy żyją z wykorzystywania innych warstw, to pasożyty społeczne, ludzie zawistni, mało inteligentni - mówiąc delikatnie, podatni na demagogię i populizm. Polactwo nie posiada sprecyzowanych przekonań ani poglądów. Kocha tego, kto im w danej chwili więcej obieca."&lt;br /&gt;I co? I to, że na księgarskich półkach pojawiło się już trzecie wydanie chyba najsłynniejszej publikacji Ziemkiewicza, a polactwo jak trwało, tak trwa. Nie zmienia się nic. Albo zmienia się tak niewiele, że trudno to zaobserwować. Ludzie, którzy niczym się nie interesowali, nadal niczym się nie interesują. Ci, którzy byli podatni na demagogię, są podatni nadal. Ci, którzy byli kulturalnymi ignorantami, są nimi nadal. Dlaczego? Dlaczego niektórzy nie mogą zacząć myśleć? Zastanawiać się? Czy to naprawdę jest takie trudne? Zbyt wiele osób czerpie informacje tylko z telewizji - miejmy nadzieję, że jeszcze chociaż w miarę rozumieją treść wieczornych wiadomości. Wtórny analfabetyzm. Dla mnie jest to rzecz wręcz niemożliwa do pojęcia. Jak można czytać i nic z tego nierozumieć? Jak bardzo trzeba się kulturalnie stoczyć, by doprowadzić się do takiego stanu? Jak można pozwolić na to, by być intelektualnym impotentem, któremu ktoś musi tłumaczyć, co jest dla niego dobre i jak ma postępować? Skąd takie zaściankowe podejście do polityki? "Brzydzę się polityką" - jak łatwo powiedzieć taki frazes. Tylko czemu nikt się nad tym nie zastanowi bardziej? Czy to nie my - społeczeństwo - mamy wpływ na to, kto zasiada w Parlamencie? Czy to nie ludzie powinni patrzeć politykom na ręce? Oceniać ich? A po czterech latach wystawiać cenzrukę? Gdyby tak poczuli ci nasi politycy, że cierpliwość ludzi się wyczerpuje, że społeczeństwo patrzy im na ręcę, to wiadomo, że postępowaliby inaczej - zakładając, że dysponowaliby choć elementarnym poziomem inteligencji. Tylko z drugiej strony nie można popaść w taką skrajność w jaką zdaje się popadać Platforma - że lubimy tych, tamtych też, tym robimy dobrze, tamtym też. Nie można przy podejmowaniu newralgicznie istotnych dla państwa decyzji kierować się zamiast dobrem państwa sondażami poparcia. Nie może być tak, że partia rządząca podejmuje tylko mało istotne decyzje, które nie narażą jej na jakiś spadek popularności. Oczywiście pozytywny wizerunek jest ważny - i tutaj nikt nie zaprzeczy, że Platforma ma świetnych specjalistów od PR. Tylko oczekiwałem od tej partii, głosując na nią w wyborach, czegoś więcej. Liczyłem, że przeprowadzą pewne reformy, zrealizują obietnice przedwyborcze. Jedyne z czego się cieszę, to fakt, że obecnie jest o wiele spokojniej w polityce niż za czasów pontyfikatu ojca Jarosława, chamusia w gumofilcach i wszechpolaka z wachlarzem powiedzonek wyczytanych z podręcznika Dmowskiego. Tylko, że ten sukces Platformy to bardziej w myśl hasła, że lepszy słaby kochanek niż mąż impotent - jak to ciekawie ujął jeden z naszych świetnych kabaretów. Metoda jechania po PiSie w tych wyborach się sprawdziła, zapewniła sukces. Jednak czy tylko to wystarczy przy kolejnych? Nie sądzę. Naprawdę nie sądzę. Tylko z drugiej strony co jeśli nie PO? Śmiesznie radykalne SLD pod rządami Napieralskiego? PiS z jego miłością do Instytutu Paranoi Nieuleczalnej? Może coś na gruzach Parti Demokratycznej jeszcze powstanie, ale wątpię, by PD miało szanse być realną konkurencją dla Platformy. Na razie jest jeszcze dużo czasu do wyborów. Niech się dzieje, co się ma dziać. Za jakiś czas pewnie będzie można wrócić do tematu, a tymczasem coś przyjemniejszego dla ucha, niż wypowiedzi polityków - Aimme Mann i jej kawałek "Freeway". Piosenka jest całkiem sympatyczna - taki lekko folkowy wokal, z elementami rocka przeplatanymi popowym brzmieniem. Z tym, że do muzyki takiej jak ta podchodzę w taki sposób, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie za miesiąc nawet nie będę już o tym utworze pamiętał, a nawet jeśli chodzi o ten album, to nie zapuszczam się dalej niż na singla. Nie warto. Ale kawałek jest na tyle w porządku, że słysząc go pierwszy raz w Trójce stwierdziłem, że ujdzie i odsłuchałem raz jeszcze na Youtube.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/TQF5CXV9cos&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/TQF5CXV9cos&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-5114862834143569645?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/5114862834143569645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=5114862834143569645' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5114862834143569645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5114862834143569645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/07/polactwo-ty-moje-pieprz-ci.html' title='Polactwo ty moje, pieprzę cię'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4283117809928591055</id><published>2008-07-05T09:55:00.002+02:00</published><updated>2008-07-05T10:20:37.098+02:00</updated><title type='text'>Opener kontra... no właśnie co?</title><content type='html'>Chciałem skonfrontować Opener z jakimś innym polskim festiwalem, ale nie wiem czy to w ogóle możliwe. Woodstock? No proszę was. Co roku to samo. Offestival - no tu już bardziej, z tym, że mysłowicki festiwal nie dysponuje takim budżetem jak impreza Heinekena i przez to wszystko w Parku Słupna jest robione w ogromnym pomniejszeniu. Już nawet nie będę porównywał Openera do jakiś sopockich czy innych festiwali. Chociaż do organizatorów festiwalu TopTrendy można mieć pretensje. Bawią się w coś takiego jak debiuty, to mogliby się postarać. Tak komercyjny festiwal ma szansę wypromować młode zespoły. Dobre zespoły. Patrząc na listę wykonawców, jacy zostali zaproszeni zastanawiam się czy to żart, głupota, a może kpina z ludzi. Nazywanie Manchestera jednym z najlepszych polskich zespołów rockowych młodego pokolenia, jeszcze - o zgrozo - podchodzących zdaniem autorów pod polskie indie inspirowane brit-popem, to już może przyprawić o palpitację serca. No bez jaj. Ten zespół nie ma nic do pokazania. Nic! Żenujący wokal, słabiutkie teksty. W taki sposób neguje się osiągnięcia naszej rodzimej sceny indie. Cholera! Mamy Rentona, mamy Muchy, Cool Kids of Death, Hatifnats, NeLL, The Car is On Fire, Kombajn do Zbierania Kur po Wioskach. Kurcze, mamy masę dobrych zespołów, a tu się ludziom puszcza takiego gniota. Chociaż jak tak na spokojnie się zastanowić, to przecież większość z tych świetnych zespołów prawie w tym samym czasie występuję dla ponad pięćdziesięciu tysięcy ludzi. Grają tam, gdzie organizatorzy potrafią ich docenić, uznać. Muchy rozpoczynały wczoraj festiwal Open'er. I to nie na jakiejś bocznej scenie, tylko na głównej! Cool Kids of Death zaś wystąpią dzisiaj również obok największych gwiazd światowego formatu. Na jednej scenie z Interpolem. Wątpię, by jakikolwiek inny polski zespół był tak doceniony. Ach, co do TopTrendów jeszcze. To widzę, że nadal niektórzy lubią się bawić w towarzystwo wzajemnej adoracji. Ja rozumiem, że Nosowska i Hey to klasa sama w sobie, ale nie oszukujmy się, w tym kraju poza nimi są jeszcze inni. Dajmy im szansę. Nudne się to robi. A naiwnie myślałem, że nie powtórzy się historia z ostatniej gali Fryderyków. &lt;BR/&gt;I jeszcze jedna sprawa, która mnie zdenerwowała. Kto przyznał patronat nad Open'erem telewizyjnej dwójce? No pytam się kto? Co to ma w ogóle być? W ciągu dnia kilka pięciominutowych wejść na festiwal i późną nocą tak na oko dwudziestominutowa "relacja"? To ma być patronat? Dla porównania - w radiowej Trójce jest około piętnastu godzin (tak! godzin!) relacji na żywo z festiwalu, poza tym non stop grana jest tam taka muzyka, jaką można usłyszeć na festiwalu. I to nie tylko w ten weekend. W Trójce tak gra się zawsze. &lt;BR/&gt;A liczyłem, że coś się ruszy w tym naszym światku muzycznym. No i w sumie się rusza, się dzieje. Tylko to, co dobre, hamowane jest przez jakichś kolesi, którzy wszędzie próbują wepchnąć swoich ludzi i dla których nie liczy się to, czy muzyka jest dobra czy zła, tylko to, czy uda się na niej zarobić odpowiednio dużo kasy. A podobno sztuka może być niedoceniana tylko przez ignorantów. Jak widać, niestety, jeszcze dość sporo takich ignorantów się tu i tam pałęta.&lt;BR/&gt;Zostawmy ich jednak w spokoju. My skupmy się na dobrej muzyce i cieszmy się, że są jeszcze ludzie tacy jak Agnieszka Szydłowska, Piotr Stelmach czy Artur Rojek, dla których muzyka jest czymś ważnym i robią wiele dobrego dla wypromowania nowej jakości w polskiej muzyce. A jeśli nowa jakość to posłuchajcie &lt;b&gt;Hatifnats&lt;/b&gt; i ich kawałka "Waking in the dark", który trafił na trójkowy singiel "Uważaj kochanie". Bardzo ciekawy wokal, interesujące brzmienie. Tak się gra w Polsce indie i post-rocka!&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cwuG3262Aow&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/cwuG3262Aow&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4283117809928591055?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4283117809928591055/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4283117809928591055' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4283117809928591055'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4283117809928591055'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/07/opener-kontra-no-wanie-co.html' title='Opener kontra... no właśnie co?'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-3778099894936722301</id><published>2008-06-27T23:49:00.002+02:00</published><updated>2008-12-10T23:37:08.819+01:00</updated><title type='text'>Californication - kalifornizacja Duchovnego</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SGVqnu5eaMI/AAAAAAAAAB4/2At1gDAEIHU/s1600-h/californication-david-duchovny-promo-photo-1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SGVqnu5eaMI/AAAAAAAAAB4/2At1gDAEIHU/s320/californication-david-duchovny-promo-photo-1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216692974215129282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać talent, jaki mają amerykanie do kręcenia kultowych seriali. Podobnie jak nie przestanie mnie nigdy dziwić to, jak wiele świetnych zespołów powstaje w Wielkiej Brytanii. Dzisiaj jednak o serialach tylko będzie, bo czy to się komuś podoba czy nie, są one elementem naszej współczesnej popkultury i tylko ślepiec pełen ignorancji może twierdzić, że jest inaczej. Amerykanie zaserwowali nam już takie świetne seriale jak choćby "Zagubieni", "Prison Break", "Seks w wielkim mieście", "Chirurdzy", "Gotowe na wszystko", czy trochę starszy "Ostry dyżur". To tylko kilka tytułów, a wymieniać można byłoby jeszcze bardzo długo. Największą zaletą tych seriali jest to, że scenarzyści potrafią wymyślić coś, co jest naprawdę ciekawe i jakże różne i o wiele bardziej interesujące od tego, co jest serwowane przez nasze rodzime telewizje, które są w stanie raczyć nas tylko kolejnymi kiczowatymi serialami miłosnymi, albo kryminalnymi. Brak umiaru - to także jest typowe dla naszego rynku. Jeśli chodzi o amerykańskie seriale, to nie kojarzę, by jakikolwiek poza "Przyjaciółmi" doszedł choćby do dziesiątej serii. I dobrze. Dzięki temu nie robią się nudne, a scenarzyści nie muszą sięgać do jakichś żenujących rozwiązań fabularnych. Chociaż tego ostatniego już powoli mamy efekt w "Zagubionych" i coraz częściej może się tam pojawiać pytanie "no, ale ile można z tą wyspą ciągnąć". Jak widać długo. Podobno do siódmej serii nawet.&lt;br /&gt;Zostawmy jednak te seriale, bo teraz na horyzoncie pojawił się nowy, który zdobył moje serce już od pierwszego odcinka. Mowa o fantastycznym "Californication" z Davidem Duchovnym. Co najważniejsze jest to serial, który pozwoli mu wykreować kolejną kultową graną przez siebie postać. Rola Hanka Moody'ego - głównego bohatera "Californication" - może być obok roli Muldera następną, która przejdzie do histori. Poza tym nowowykreowana postać ma predysponuje do tego, by nawet pod pewnymi względami przewyższyć tę z "Archiwum X".&lt;br /&gt;"Californication" opowiada perypetie pisarza, który po niezwykle udanym debiucie przeżywa kryzys twórczy. Do tego dochodzi rozstanie z żoną, problemy z kontaktami z dorastającą córką, kryzys wieku średniego. Same przyjemności chciałoby się powiedzieć. Moody ukojenia próbuje szukać w seksualnych przygodach z przypadkowo poznanymi dziewczynami na jedną noc. Do tego dochodzą narkotyczne i alkoholowe eksperymenty.&lt;br /&gt;Serial oferuje nam coś, czego nie uświadczymy w naszych rodzimych serialach. Co na przykład? Choćby inteligentne dialogi, które obfitują w tuziny odniesień do popkultury, do świata muzyki i literatury. Dialogi są autentycznie zabawane, momentami dosadne, chwilami lekko chamskie, czasami sarkastyczno-ironiczne, zdarza się, że też gorzkie i refleksyjne. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo.&lt;br /&gt;"Californication" jest kontrowersyjne. Oj tak, i to bardzo. Za przykład niech posłuży choćby scena z pierwszego odcinka, w której Hank śni o seksie oralnym z zakonnicą, uprawianym w kościele. Nic dziwnego, że serial w pewnych kręgach wywołuje oburzenie. Tylko, że to oburzenie moim zdaniem wynika po prostu z niezrozumienia, bo jeśli już padają jakieś żarty z religii, to bardziej z jej głupich zewnętrznych przejawów niż z zasad, które dla danej religii są najważniejsze. Nikt tu nie naśmiewa się z wiary. Padają żarty, ale w stylu mniej więcej takim: "Nie wolno wymawiać imienia Pana Boga na daremno.; Kto Ci wciska takie frazesy?". Nic strasznego. Więc trochę nie rozumiem powszechnego oburzenia.&lt;br /&gt;Warto zwrócić uwagę na jeden fakt. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że jest to opowieść o skrajnie wyzwolonym facecie, wręcz zdesperowanym nieco. Nie do końca jednak tak jest. Hank kocha jedną kobietę i tak naprawdę to cały czas chce do niej wrócić, a wszystkie te seksualne uniesienia traktuje bardziej jako środek, który ma mu pomóc w zapomnieniu. Poza tym kocha swoją córkę nad życie i jest gotów dla niej zrobić wszystko. Troszkę takich tradycyjnych wartości też jest tu więc przemycanych, ale w bardzo fajny sposób. Uwspółcześniony, zliberalizowany, w ogóle nie rażący.&lt;br /&gt;Serial uzależnia. Cholernie. Wciąga już po pierwszym odcinku. Wróżę mu miano kultowego. A dialogi z poszczególnych odcinków na pewno wejdą do użycia w pewnych kręgach. Jak na razie jeden z lepszych tekstów jak wyłapałem w "Kalifornizacji" to ten: "Miło to by było, gdybym potrafił sobie obciągać w takt muzyki beatlesów". Może wyrwane z kontekstu nie brzmi tak dobrze jak w oryginale, ale i tak jakiś urok ma.&lt;br /&gt;"Californizację" szczerze polecam, a na dobranoc kawałek Red Hot Chilli Peppers pod tym samym tytułem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lFoe0oBalAc&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/lFoe0oBalAc&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-3778099894936722301?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/3778099894936722301/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=3778099894936722301' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3778099894936722301'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3778099894936722301'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/06/californication-kalifornizacja.html' title='Californication - kalifornizacja Duchovnego'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SGVqnu5eaMI/AAAAAAAAAB4/2At1gDAEIHU/s72-c/californication-david-duchovny-promo-photo-1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8078098052097677774</id><published>2008-06-21T15:15:00.003+02:00</published><updated>2008-06-21T15:49:48.410+02:00</updated><title type='text'>Poirlandzki klimat</title><content type='html'>Irlandczycy spieprzyli sprawę. Dokumentnie. Wszyscy. Począwszy od polityków, a na wyborcach, którzy poszli do urn zagłosować w sprawie przyjęcia, czy też może raczej powinienem powiedzieć odrzucenia, traktatu reformującego Unię Europejską - powstałego na zgliszczach niedoszłej Konstytucji Europejskiej. Dlaczego mówię, że rozczarowali politycy? Ponieważ największą głupotą, jaką można sobie wyobrazić, jest oddanie tak ważnej sprawy pod głosowanie niezorientowanemu społeczeństwu, które coś tam wie, coś tam słyszało, coś tam czytało, ale tak na dobrą sprawę nie ma pojęcia czym tak naprawdę jest ów traktat. Nie oszukujmy się. Pewnie nikt z tych wyborców nie przeczytał blisku trzystu stron wypocin europejskich polityków. Kto bowiem lubi czytać ustawowy bełkot. Z własnego doświadczenia wiem, że to nic przyjemnego, więc śmiało mogę powiedzieć, że pewnie poza wąską grupą, która ma jakiś spaczony system hedonistycznych potrzeb - nikt. A jak dobrze wiadomo niewiedza, niezrozumienie, prowadzą do niechęci czy czasami wręcz agresji. Czyli wniosek jest banalnie prosty - społeczeństwo nie rozumiejąc do końca w jakim kierunku będzie zmierzało ich państwo po zaakceptowaniu traktatu asekuracyjnie wolało powiedzieć "nie" i mieć problem z głowy. No i super. Tylko, że w ten sposób nic nie osiągniemy. My - jako społeczeństwo europejskie, ludzie, którzy chcą, by Europa stała się jednym krajem, a nie poletkiem nacjonalistycznych kłótni z przedkładaniem wydumanego interesu narodowego ponad dobro wspólne. Ale skąd wniosek, że traktat został odrzucony z niewiedzy? Z badań. Oczywiście nie moich. Profesor amsterdamskiego uniwersytetu przeprowadził badania na społeczeństwach krajów, które wcześniej odrzuciły projekt Konstytucji Europejskiej. Z jego badań jasno wynika, że około 30% osób zagłosowało na "nie" ponieważ nie wiedziało dokładnie o co w tym wszystkim chodzi, w jakim kierunku będzie zmierzała Unia, co się zmieni. I identycznie było teraz w Irlandii - tamtejszy ciemnogród straszył aborcjami, eutanazjami, związkami homoseksualnymi, no i prosty lud w to uwierzył. Szansa na jakąś sensowną reformę Unii nie została może zaprzepaszczona, ale bardzo skutecznie wyhamowana.&lt;BR/&gt;Czemu sensowna reforma? Ponieważ obecnie Unia Europejska powoli staje się zbitkiem państw, w którym każdy kraj ciągnie w swoją stronę, a wspólne komitywy największych państw członkowskich zaczynają decydować za wszystkich. A przecież nie o to w tym wszystkim szło. Musi być wypracowany jakiś wspólny kurs, którym podążać będzie Unia jako całość. Potrzebny jest urząd Prezydenta UE, potrzebny jest urząd Ministra Spraw Zagranicznych Unii Europejskiej. Jeśli nie będzie wspólnej polityki międzynarodowej to Unia nigdy nie będzie miała szans na prowadzone skutecznej polityki wobec takich mocarstw jak USA, Chiny czy Rosja. Właśnie, Rosja. Kraj, który chyba najbardziej cieszy się z odrzucenia traktatu przez Irlandczyków. Przecież im jest to jak najbardziej na rękę. Im bardziej skłócona jest bowiem Unia, tym więcej oni mogą ugrać dla siebie. Czy to tak trudno naprawdę dostrzec?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mjuzik na dziś. Electropunkowo będzie. I brytyjsko zarazem. The Fourth Criminal. Wczoraj wystąpili w radiowej Trójce. Nie są jeszcze za bardzo znani w Wielkiej Brytanii ani tym bardziej w Polsce. Jednak brzmią ciekawie. Jednego fajnego kawałka możecie posłuchać na przykład na last.fm &lt;a target="_blank" href="http://www.lastfm.pl/music/The+Fourth+Criminal/_/She's+A+Doll"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8078098052097677774?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8078098052097677774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8078098052097677774' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8078098052097677774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8078098052097677774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/06/poirlandzki-klimat.html' title='Poirlandzki klimat'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-1615479750554604021</id><published>2008-06-08T12:55:00.003+02:00</published><updated>2008-12-10T23:37:09.018+01:00</updated><title type='text'>Wszystko gra (Match point)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SEu8rjUkSEI/AAAAAAAAABw/SiR-psFKbvo/s1600-h/wszystkog_big.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SEu8rjUkSEI/AAAAAAAAABw/SiR-psFKbvo/s320/wszystkog_big.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209464850386012226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ten film obejrzałem z trzech powodów. Po pierwsze osoba Woody'ego Allena, jako odpowiedzialnego za stworzenie tego dzieła mogła gwarantować dobre kino. Obsadzenie w głównej roli Scarlett Johansson to już w ogóle sam w sobie wystrczający argument, by mnie do czegoś przekonać. No a po trzecie sama fabuła też wydała mi się z zajawki w miarę ciekawa. No to po tym wstępie zapraszam do lektury mojej recenzji, która została opublikowana w Elkander.pl:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wszystko gra" ("Match Point") to jeden z najnowszych filmów Woody'ego Allena. To także jeden z pierwszych jego obrazów, w którym odszedł od tak typowego dla siebie schematu - komedii osadzonej w realiach nowojorskiego Manhattanu. Poza tym "Wszystko gra" jest dopiero bodaj trzecim filmem, w którym sam Allen nawet przez chwilę nie pokazuje się na ekranie. &lt;br /&gt;Skoro nie komedię, co więc serwuje nam ten wybitny reżyser? Dosyć ciężki thriller z elementami filmu psychologicznego. Oczywiście pewne akcenty komiczne również w dziele się pojawiają - są to już tylko jednak malutkie smaczki. &lt;br /&gt;Jeśli chodzi o samą fabułę, to nie jest ona może nie wiadomo jak oryginalna, ale poprowadzona w taki sposób, że nawet pewne potknięcia czy uproszczenia fabularne nie rażą. Allen porusza w swoim dziele problem stary jak świat - mówi o tym, że wszystkim rządzą pieniądze i to one warunkują nasze życie. Do tego dochodzi motyw młodego instruktora tenisa - Chrisa, który wywodzi się z biednej irlandzkiej rodziny. To, do czego doszedł już w życiu, zawdzięcza jedynie sobie i swojemu uporowi w dążeniu do z góry określonego celu. Szansa na zmianę życia otwiera się, gdy na korcie poznaje Toma. Panów połączy wspólna pasja do opery, poza tym w Chrisie zakocha się siostra Toma. Drzwi do brytyjskiego establishmentu zostały otwarte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całość &lt;a href="http://www.elkander.pl/film_wszystkog.php"&gt;w tym miejscu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I może jeszcze jakiś motyw muzyczny. &lt;b&gt;The Ting Tings&lt;/b&gt; i kawałek "That's Not My Name". Popowe do bólu, ale jakże inne od tego koimercyjnego popu, który można usłyszeć w komercyjnych rozgłośniach. Polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/A0e9GuYRqKA&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/A0e9GuYRqKA&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-1615479750554604021?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/1615479750554604021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=1615479750554604021' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1615479750554604021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1615479750554604021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/06/wszystko-gra-match-point.html' title='Wszystko gra (Match point)'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SEu8rjUkSEI/AAAAAAAAABw/SiR-psFKbvo/s72-c/wszystkog_big.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8867898293444665085</id><published>2008-05-30T09:04:00.002+02:00</published><updated>2008-05-30T09:58:34.238+02:00</updated><title type='text'>Rewolucje seksualna i obyczajowa, i jaka tam chcecie</title><content type='html'>Ostatnio z moim znajomym starliśmy się poglądami na sprawę rewolucji seksualnej i obyczajowej. Oczywiście ja okopałem się w okowach tak zwanego postępu i nowoczesności, on zaś tak zwanego konserwatyzmu. Nie trudno odgadnąć, że do żadnego sensownego kompromisu nie doszliśmy. Poza jednym. Że początkowe założenia ruchu emancypacyjnego kobiet były jak najbardziej pozytywne, bo dążył do wyzwolenia kobiety z różnych społecznych więzów, a co najważniejsze, był to ruch, który zapewnił kobietom możliwość aktywnego uczestniczenia w kształtowaniu sceny politycznej. Jeśli chodzi o prawa wyborcze, to tutaj ten ruch nie ma praktycznie żadnych przeciwników. No może poza tak skrajnymi konserwatystami jak Korwin-Mikke, który najchętniej widziałby kobiety tylko przy garach, a powrót porypanych wartości patriarchalnych uznałby - obok cudu gospodarczego - za największy dopust boży. Zostawmy jednak tego pana w spokoju. Głównym zarzutem mojego znajomego było rzekomo zbyt duże wyzwolenie kobiet, niezgadzanie się z ruchami feministycznymi. Nie podobało mu się także obecne traktowanie kobiety jako produktu i obiektu pożądania. Ok, no to mamy naświetlony problem z jednej strony. I wystarczy. Teraz moje zdanie na ten temat. W miarę od początku postaram się zacząć, choć pewnie jak zwykle z piętnaście dygresji po drodze zrobię. Generalnie nie podoba mi się krytykowanie ruchu feministycznego, bo przy tych wszystkich "ale", jakie mogę mieć pod jego adresem, to zapisał się on bardzo chlubnie w naszej historii. Kobieta przestała być bezbronną istotą ciągle komuś podporządkowaną. Przypomnę tylko, że nawet wybitni ludzie zawsze mieli jakieś niezdrowe fascynacje do uzależniania kobiety. Nawet taki Napoleon nazywał ją w swoim kodeksie "wieczyście małoletnią" i w wielu aspektach pozbawiał możliwości samodecydowania o sobie. Tylko oczywiście tutaj można zaraz wytoczyć jako kontrargument przykład skrajnego samodecydowania, skrajnej niezależności, który przejawiał się nawet w czymś takim, jak ruch, który propagował maksymalną dowolność w samozadowalaniu się kobiet. Dosłownie. Tak, tak, działo się coś takiego w Stanach Zjednoczonych kiedyś. W sumie nic w tym złego, tylko sposób w jaki było to sprzedawane, cała ta otoczka filozoficzna, była jakaś taka pseudobuntownicza w stosunku do całego męskiego świata.&lt;BR/&gt;Z kolei jeśli mówimy o traktowaniu kobiety jako produktu czy obiektu pożądania, to mamy do czynienia raczej z zupełnie inną sprawą. Bo z rewolucją feministek niewiele ma to wspólnego, które raczej zdecydowanie bronią się przed takim traktowaniem. Tutaj bardziej możemy mówić o czymś, co szumnie przez postępowych dziennikarzy jest nazywane rewolucją obyczajową czy seksualną. Tylko jakaś marna ta rewolucja w sumie była i jest. Niby powinno to być widoczne na każdym kroku, a osobiście mam wrażenie, że po prostu więcej się wokół tego robi szumu w mediach, niż jest to tego warte. To co widać w normalnym życiu z tej rewolucji, to tylko to, że zmieniło się podejście do rozmów o seksie. To już nie jest temat tabu, o którym mówimy po cichu i z zażenowaniem.&lt;BR/&gt;Kobiety jako produkt. Rozdmuchane hasło. Seks się sprzedaje i to jest tak oczywiste, jak to, że Ziemia jest okrągła (eliptyczna?). Tylko co w tym złego? Ja w tym nic złego nie widzę. Jeśli coś działa na klientów, to dlaczego tego nie stosować? Skoro wiadomo, że ładna kobieta przyciąga wzrok, to czemu udawać, że tak nie jest? Co osiągniemy taką fałszywą poprawnością? Pewnie nic. Więc dajmy sobie z tym spokój i dopóki tylko nie przybiera to jakichś zniesmaczających form, to nie ma w tym - według mnie - nic złego. &lt;BR/&gt;A że kobiety są obiektami pożądania? No litości, a kiedy nie były? Jeśli tylko nie miały dwudziestu kilogramów nadwagi i nie były brzydkie, to chyba zawsze. Oczywiście ideał piękna zmieniał się na przestrzeni wieków. Ale na pewno nie mam tutaj ochoty pisać o rubbensowskich kształtach, bo taki to dla mnie ideał piękna, jak z Dody dobra piosenkarka. &lt;BR/&gt;Poza tym, przy okazji takich rozważań kojarzy mi się jeszcze konflikt dwóch światów - cywilizacji zachodniej i Wschodu. Pod pojęciem "wschód" dla uproszczenia pozwolę sobie pisać jednocześnie o Islamie oraz świecie hinduskim, o którym ostatnio też sporo zdarzyło mi się słyszeć. Moje sympatie, oczywiste to chyba jest, są zdecydowanie po stronie naszej cywilizacji. Cywilizacji postępu i nowoczesności. Czasami trochę bezmyślnego postępu, ale generalnie jak najbardziej pozytywnego. Jakoś nie potrafię doszukać się piękna ani w konserwatywnej tradycji Indii, ani w zaścianku ideologicznym jakim dla mnie jest Islam. Nie rozumiem przy tym tych wszystkich obrońców Islamu, tych wszystkich dziennikarzy, którzy niczym na zamówienie produkują teksty o tym, jaki to Islam jest wspaniały, jaki tolerancyjny. Litości, skończmy z tymi bredniami. Islam jak większość religii krępuje pozycje kobiety. Co ja piszę, przecież nawet w chrześcijaństwie pozycja kobiet nigdy nie była tak zła, jak tam. W chrześcijaństwie nigdy nie było fanatyzmu religijnego na taką skalę jak w Islamie. Przypomnę bowiem tylko, że osławione krucjaty wcale nie były szerzeniem wiary. To były po prostu wyprawy mające przynieść zysk czy to polityczny, czy materialny. Ja ogólnie nie podzielam jakichś zbiorowych zachwytów nad tradycją. Czasami posuwam się nawet do świadomego egoizmu. Oczywistym przecież jest to, że zdaję sobie sprawę z tego, że to do czego doszliśmy obecnie jest wynikiem pracy wielu pokoleń. Tylko wkurza mnie takie ślepe zapatrywanie się w te wartości. Wartości, które w ogromnym stopniu już się zdewaluowały i nijak nie mogą być przenoszone do świata nam współczesnego. Każdy wiek, każde pokolenie ma swoje prawa. Każda wybitna osoba - coby daleko nie szukać, choćby Mickiewicz - nawołuje do tego, by iść z duchem czasu, że młodość musi mieć swoje prawa i marzenia. Jeśli bowiem MY nie będziemy wierzyć w taką utopię, że ten świat może stać się lepszym miejscem dla wszystkich, to kto ma w to, do cholery, wierzyć?&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;I na zakończenie nowomodni The Teenagers i ich piosenka zadedykowana Scarlett Johansson. Do dedykacji chłopaków oczywiście się przyłączam:&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/JshkoBVFy3Y&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/JshkoBVFy3Y&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;BR/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8867898293444665085?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8867898293444665085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8867898293444665085' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8867898293444665085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8867898293444665085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/rewolucje-seksualna-i-obyczajowa-i-jaka.html' title='Rewolucje seksualna i obyczajowa, i jaka tam chcecie'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4628651799296718083</id><published>2008-05-30T09:00:00.002+02:00</published><updated>2008-12-10T23:37:09.220+01:00</updated><title type='text'>Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SD-mp4N4MoI/AAAAAAAAABg/qRv1Tc068uA/s1600-h/indianajonesikkc_big.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SD-mp4N4MoI/AAAAAAAAABg/qRv1Tc068uA/s320/indianajonesikkc_big.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5206062932659024514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na Elkanderze pojawiła się moja nowa recenzja poświęcona najnowszej odsłonie filmów z cyklu o Indianie Jonesie. Do lektury serdecznie zapraszam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Po 19 latach na ekrany kin powrócił najbardziej znany archeolog świata - Indiana Jones. Cykl krucjat Indiy'ego stał się już kultowym, a film, tworzony głównie z myślą zapewnienia widzom tylko rozrywki, obrósł w legendę, z którą teraz postanowiono się zmierzyć. Co za tym idzie, oczekiwania wobec "Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki" były ogromne. Może to być zabójcze dla filmu, bowiem jeśli ktoś wyimaginuje sobie niewiadomo jak idealne dzieło idąc na ten film, może się zawieść. Najnowsza odsłona filmu z Harrisonem Fordem nie jest niczym oryginalnym ani genialnym. Zauważmy jednak, że poprzednie filmy o panu archeologu również nie aspirowały do miana arcydzieł kinematografii. Miały być to filmy zapewniające bardzo dobrą rozrywkę - i jeśli tak podejdziemy do całej serii, w tym do najnowszej części, to na pewno się nie rozczarujemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a target="_blank" href="http://www.elkander.pl/film_indianajonesikkc.php"&gt;Czytaj dalej...&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4628651799296718083?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4628651799296718083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4628651799296718083' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4628651799296718083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4628651799296718083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/indiana-jones-i-krlestwo-krysztaowej.html' title='Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SD-mp4N4MoI/AAAAAAAAABg/qRv1Tc068uA/s72-c/indianajonesikkc_big.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8626507295182519777</id><published>2008-05-21T18:44:00.003+02:00</published><updated>2008-05-21T18:55:20.032+02:00</updated><title type='text'>Adam Michnik - spotkanie z Redaktorem Naczelnym Wyborczej</title><content type='html'>Miałem dzisiaj niekłamana przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z wybitnym - według mnie - dziennikarzem, jakim jest Adam Michnik - redaktor naczelny "Gazety Wyborczej". Spotkanie odbyło się w auli Uniwersytetu Śląskiego. Swoją drogą, lekka wtopa Śląskiego. Wiedząc - a przynajmniej spodziewając się tego, że na spotkanie z kimś takim jak Michnik przyjdzie na pewno dużo osób, mogli zorganizować całą imprezę w innym miejscu. Choćby w którejś z auli wydziału prawa. Raz, że dużo większa, a dwa, że bardziej reprezentatywna. Ale to szczegół. Michnik pojawił się na Śląskim z dwóch powodów. Pierwszym było zaproszenie do poprowadzenia wykładu o wizji lepszej Polski, czy czegoś w tym stylu, mniejsza z dokładną nazwą. Najważniejsze, by oddać sens o czym to było, a nie przerzucać się zbędnymi tytułami. Drugim powodem na pewno była chęć promowania swojej nowej książki "W poszukiwaniu utraconego sensu". Co ciekawie, wcale tak dużo o niej nie mówił i w związku z tym nie można mu zarzucić, że na siłę zmuszał kogoś do dokonania zakupu.&lt;br /&gt;Redaktor naczelny Wyborczej mówił więc między innymi o granicach wolności w demokratycznym państwie. Temat bardzo aktualny i istotny, szczególnie w świetle ostatnich wydarzeń - mam tutaj na myśli groźby IPN-u pod adresem Wałęsy. Takie rzeczy tylko w Polsce. Tylko u nas pluje się na autorytet taki, jakim jest były prezydent. Tylko u nas kopie się osobę, która otrzymała Nagrodę Nobla. Tylko u nas nie potrafi się uszanować osoby, która szanowana jest we wszystkich innych krajach zachodniej Europy. Takie rzeczy tylko w Polsce.&lt;br /&gt;Michnik poruszył także kwestię lustracji. Wyjaśnił przy tym o co mu chodzi z tą całą lustracją. Wyjaśnił, bo niektórzy są tak mało inteligentni, że nie potrafią zrozumieć za pierwszym razem. Nigdy bowiem Adam Michnik nie był przeciwny lustracji w kontekście ukarania zbrodniarzy komunistycznych. Tylko, jak mówił, od tego są sądy i żadna gra teczkami nie jest tutaj potrzebna. Poza tym, litości, ile można bawić się w lustrację. To już nudne się robi. Mnie naprawdę niewiele obchodzi to, czy ktoś był agentem 40 lat temu czy nie. Jakie, do cholery, ma to znaczenie teraz? Odmieni to kraj? Wpłynie na rozwój gospodarczy? Bez jaj...&lt;br /&gt;Ciekawą sprawą, którą poruszył Adam Michnik była także kwestia podchodzenia obecnie do pewnych wydarzeń z naszej historii. Jak to słusznie zostało zauważone odbywa się w to sposób bardzo prostacki, bez analizowania kontekstu historycznego i społecznego. Nie można przecież oceniać pewnych czynów pewnych osób z naszej perspektywy, dysponując wiedzą taką, jaką my dysponujemy teraz. My wiemy to teraz, osoby, które dokonywały pewnych czynów wtedy, tej wiedzy nie miały. Łatwo więc teraz prawicowym bojownikom wykrzykiwać, że zdrajcy, że komuchy, że agenci, że lustrować, że ukarać. Litości. Sprawa okrągłego stołu - teraz, analizując tę sprawę, możemy powiedzieć, że ok, można było to rozwiązać inaczej. Ale jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie wierzył, że komunizm upadł. Poza tym - według mnie - rozwiązania kompromisowe, pokojowe są najlepszymi, jakie można sobie wymarzyć. Poza tym nie oszukujmy się. Okrągły stół to już nie było porozumienie z komunistami. Żaden z obecnych tam "komunistów" nie wierzył przecież już w te wypaczone idee Marksa i Engelsa.&lt;br /&gt;Michnik - Rydzyk. Oczywiście. Przecież nie obyłoby się bez tego konfliktu. Agenci środowisk Radia Maryja nawiedzili również to spotkanie. Niestety, marnie się popisali. Nie dość, że ich czołowy przedstawiciel wykazał się ogromnym chamstwem i bezczelnością przerywając wykład Michnikowi na samym początku, to jeszcze poniżył się sam dodatkowo swoją głupotą. Posługiwał się jedynie wyświechtanymi frazesami i banałami, że żydzi, że niemieckie media, że układ, że front i tego typu idiotyzmy. Głupota ludzka nigdy nie umrze - jak to słusznie zauważył Michnik.&lt;br /&gt;Generalnie to chyba tyle, na co chciałem szczególnie zwrócić uwagę. Podkreślę raz jeszcze, że cały wykład był niezwykle interesujący, ciekawy, intrygujący i merytoryczny. Michnik poraz kolejny udowodnił, że mimo licznych szykan pod jego adresem jest świetny dziennikarzem i, walnijmy tu banał, autorytetem dla pewnych środowisk.&lt;br /&gt;Korzystając z okazji, pozwolę sobie na poszerzenie tego zagadnienia. Przy okazji lans własnej osoby. Na pierwszy ogień niech pójdzie recenzja książki "Michnikowszczyzna" Rafała A. Ziemkiewicza, którą miałem przyjemność zrecenzować:&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Rafał A. Ziemkiewicz "michnikowszczyzną" nazywa "nie tylko zespół głoszonych przez Michnika tez i postulowanych przez niego zachowań", ale również grono osób, które, zdaniem autora, współtworzą jego propagandową linię w "Gazecie Wyborczej". Czy faktycznie, tak jak twierdzi publicysta, możemy mówić o takim zjawisku i o tak dużej skali, jaką rzekomo ono przybrało? Cóż, wydaje mi się, że odpowiedź na to pytanie nawet po lekturze tej książki nie będzie do końca oczywista, bo jedni - jak zresztą sam autor pisze - będą chcieli oddać Michnikowi sprawiedliwość, drudzy zaś ją wymierzyć. &lt;br /&gt;Wątpliwości raczej nie może budzić to, że Michnik stał się dla wielu osób pewną wyrocznią moralną i przewodnikiem, który na łamach "Wyborczej" lansował takie wartości jak tolerancja, nowoczesność, rozwój, europeizację polskiego społeczeństwa i wiele innych postulatów. Michnik bardzo ostro wypowiadał się również o "prawicowym ciemnogrodzie" czy dekomunizacji pewnych struktur politycznych.&lt;/i&gt; Do dalszej lektury zapraszam &lt;a target="_blank" href="http://www.elkander.pl/rec_michnikowszczyzna.php"&gt;w to miejsce&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Polecam również mój artykuł "Od Michnika do Rydzyka":&lt;br /&gt;&lt;i&gt; Już od kilku lat toczy się w Polsce spór między dwoma wielkimi demagogami. Z jednej strony jest liberalno-lewicowy Michnik, który na łamach swej "Gazety Wyborczej" propaguje pewne wartości i zarazem wyśmiewa tak zwany prawicowy ciemnogród. Na łamach swego pisma tworzy również linię propagandy, która przyczynia się do rozpowszechnienia wśród rządu dusz, nad którym sprawuje pieczę, głoszonych przezeń poglądów. Z drugiej strony jest Rydzyk, który dzięki swemu skrajnie prawicowemu radiu zasiewa wśród wiernych radiosłuchaczy ziarno zatrważających informacji. Informacji, które przez pewne grono osób traktowane są jak dogmaty. Ludzie, którzy się z poglądami Rydzyka nie zgadzają, zawsze przecież mogą być, w mniemaniu słuchaczy Radia Maryja, wyzwani od Żyda czy masona.&lt;/i&gt; A całość &lt;a target="_blank" href="http://www.elkander.pl/art_odmdr.php"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie może również zabraknąć motywu muzycznego na dziś. A dzisiaj słuchamy &lt;b&gt;The Sunshine Underground&lt;/b&gt; w nagraniu "Borders". Jak dla mnie świetny, taneczny, bardzo energetyczny i żywiołowy zespół. Warto się z nim bliżej zapoznać - jeśli ktoś lubi dobrą muzykę, indie, electro-rock, dance-punk, czy coś w tym stylu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KF__UqnQf7I&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KF__UqnQf7I&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8626507295182519777?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8626507295182519777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8626507295182519777' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8626507295182519777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8626507295182519777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/adam-michnik-spotkanie-z-redaktorem.html' title='Adam Michnik - spotkanie z Redaktorem Naczelnym Wyborczej'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-1299004577779464474</id><published>2008-05-17T10:55:00.003+02:00</published><updated>2008-12-10T23:37:09.427+01:00</updated><title type='text'>Scarlett, wyjdziesz za mnie?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SC6e5KZzfhI/AAAAAAAAABU/3ex0m2p2Zus/s1600-h/scarlett-johansson.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SC6e5KZzfhI/AAAAAAAAABU/3ex0m2p2Zus/s320/scarlett-johansson.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5201269324541820434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fajny film widziałem. &lt;b&gt;Wyspę&lt;/b&gt;. Zanim jednak o tym, o czym był, kilka słów o odtwórczyni głównej roli. Zabójczo pięknej. Obdarzonej wszelkimi możliwymi talentami. No i jeszcze ten głos. Seksowanie zachrypnięty. Wszyscy już chyba domyślili się o kim mówię. Jeśli nie, to spieszę z informacją - Scarlett Johansson. Jest to aktorka, o której Robert Redford, w trakcie kręcenia "Zakliczna koni", powiedział, że nigdy nie widział tak emocjonalnie dojrzałej trzynastolatki. I w zasadzie to zdanie bardzo dobrze ją charakteryzuje. Scarlett, podejmuje się ról, czy w ogóle wyzwań, które zdają się być trochę ponad jej wiek. Przecież ta dziewczyna ma dopiero 23 lata, a angażuje się w rzeczy, których nie podołałyby o wiele bardziej doświadczone artystki. Choćby rola w "Czarne Dali". Jasne, część, krytyków po prostu ją zjechała za ten występ, uznając ją za najgorszy możliwy wybór do tej roli. Nie wiele lepiej ocenił ją za ten film, mój redakcyjny kolega z Elkandera, którego recenzję możecie przeczytać &lt;a target="_blank" href="http://www.elkander.pl/film_czarnad.php"&gt;tutaj&lt;/a&gt;. Ja jednak nie zgadzam się z tym do końca. Ok, może i Scarlett nie czuła tutaj do końca klimatu, ale według mnie dała radę i potwierdziła swój ogromny talent. Poza tym Scarlett, to nie tylko świetna aktorka, to także osoba, która angażuje się w takie przedsięwzięcia, jak wszelkie akcje charytatywne, a ostatnio brała także udział w kampanii wyborczej Baracka Obamy. Ale tego wszystkiego jeszcze było za mało Scarlett. Postanowiła, że chce śpiewać. Nagrała płytę z coverami Toma Waitsa. I kurcze, brzmi to dobrze. Ale nic w sumie dziwnego, do prac nad płytą została zaangażowana śmietanka nowojorskiej sceny muzycznej. Efekt nie mógł być po prostu inny.&lt;br /&gt;A teraz o filmie. Oczywiście już będzie tylko w kilku słowach, bo tak to już ze mną jest. Dać mi taką Scarlett, to cała reszta zejdzie na dalszy plan. Generalnie "Wyspa" oparta była na ciekawej koncepcji, w której początkowo myślimy, że mamy do czynienia z jakimś podporządkowanym społeczeństwem, w którym wszystko jest kontrolowane. Smaczku dodaje, rzekoma katastrofa ekologiczna, która miała miejsce poza tajemniczym ośrodkiem. Do tego dochodzi motyw tajemniczej wyspy - jedynego miejsca na świecie, które rzekomo nie zostało skażone. Jak się okaże, nie wszystko wygląda tak, jak jest to wpajane mieszkańcom ośrodka. Nic nie jest takie, jak im się wmawia. Wszystko jest tylko iluzją. Ale nie chcę zdradzać więcej, bo być może, ktoś zechce obejrzeć ten film, więc nie chcę psuć przyjemności z niespodzianki jaką zaserwowali autorzy filmu.&lt;br /&gt;"Wyspa" porusza także bardzo interesujący i niezwykle kontrowersyjny problem, jakim jest klonowanie ludzkich organizmów. Jest to na pewno kwestia złożona, której nie możemy jednoznacznie rozpatrzyć. Bo z jednej strony oczywiście pomaga to w leczeniu ludzi, może zepchnąć śmierć na dalszy plan, możemy poczuć się panem naszego życia. I to jest świetne. Mi się podoba. Tylko jakim kosztem. Czy takie eksperymenty nie wymkną się spod kontroli? Czy sklonowane osoby nie okażą się wrażliwymi istotami, które również czują, kochają i pragną żyć? Czy będziemy w stanie traktować je tylko jako produkty służące do zaspokajania naszych egoistycznych potrzeb? Trudno odpowiedzieć, prawda? No właśnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro tyle pisałem o Scarlett, to na zakończenie Scarlett raz jeszcze. Tym razem śpiewająca i wykonująca utwór &lt;b&gt;Falling Down&lt;/b&gt;:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SmzUOvgNYVw&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/SmzUOvgNYVw&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-1299004577779464474?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/1299004577779464474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=1299004577779464474' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1299004577779464474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1299004577779464474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/scarlett-wyjdziesz-za-mnie.html' title='Scarlett, wyjdziesz za mnie?'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SC6e5KZzfhI/AAAAAAAAABU/3ex0m2p2Zus/s72-c/scarlett-johansson.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8029308903399824</id><published>2008-05-15T17:52:00.003+02:00</published><updated>2008-12-10T23:37:09.634+01:00</updated><title type='text'>Renton - Take-OFF!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SCxeMKZzfgI/AAAAAAAAABM/dv5Xxgtxaac/s1600-h/Take-Off_Renton,images_big,31,PRCD1033.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SCxeMKZzfgI/AAAAAAAAABM/dv5Xxgtxaac/s200/Take-Off_Renton,images_big,31,PRCD1033.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200635232750108162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Renton to zespół, który robi naprawdę błyskotliwą karierę. Oczywiście w naszym małym indie, alternatywnym światku. Chłopaki na scenie po raz pierwszy pojawiły się na otrzęsinach swojej uczelni w 2002 roku. Później pierwsze demo wydał im rektor SGH.  Potem już poszło łatwo – koncert przed The Car Is On Fire, na którym zauważył ich Piotrek Stelmach z radiowej Trójki i umieścił ich kawałek „3 days” na swojej składance „Trzymaj z nami, część 2”. Co było dalej? Występ na Offestiwalu, rok później na gdyńskim Open’erze, w międzyczasie użycie piosenki „Hey girl” w reklamie Ery, a teraz wreszcie jest ich debiutancki album „Take-off”, który ujrzał światło dzienne dzięki nakładowi Polskiego Radia.&lt;br /&gt;Płyta w zasadzie jest kompilacją, na której zostały zebrane ich najlepsze kawałki z lat 2003-2007. Oczywiście wszystkie utwory zostały odświeżone, a ich hicior „Hey girl” słyszymy już w bodaj trzeciej wersji – i jak dla mnie najlepszej. Do tego jest kilka nowych piosenek, a sami autorzy mówią, że chcieli pokazać się z różnych muzycznych stron. Nie chcieli nagrywać wszystkich piosenek w stylu „Hey girl”, nie chcieli być kojarzeni tylko z takim brzmieniem. I dobrze.&lt;br /&gt;Na longplay’u mamy więc trzynaście bardzo żywiołowych, rozbujanych, tanecznych, indie rockowych kompozycji, w których niezwykle wyraźne są wpływy indie popu oraz college rocka. A jeśli wskazywać zespoły, które mogą być fascynacjami dla Rentona, to powiedziałbym, że czasami można się tutaj doszukać brzmień podobnych do Franza Ferdinanda, The Strokes i w ogóle całej sceny amerykańskiego college rocka. &lt;br /&gt;Przewrotna jest sama nazwa zespołu – o czym może warto było wspomnieć wcześniej. Została ona zaczerpnięta od nazwiska bohatera filmu Trainspotting – Marka Rentona. Jest to postać, która odrzuca wszystkie te wartości, jakie niesie za sobą klasa średnia. Jednak jak twierdzą chłopaki z zespołu, nie chodzi tutaj o jakiś bezmyślny bunt z ich strony, tylko o wyrażenie pewnej prowokacji, pójścia trochę pod prąd. Jak bowiem mówią, każdy z nich jest w pewnym stopniu konformistą, który lubi uroki konsumpcji, ale nie uzależnia się od nich, traktuje je z umiarem, nie są to rzeczy, które determinują ich życie.&lt;br /&gt;Teksty? Można byłoby się posłużyć w tym miejscu słowami Alexa Turnera z Arcitc Monkeys, który powiedział, że o czym by nie śpiewali, to i tak w sumie chodzi o nawiązywanie oraz zrywanie kontaktów z dziewczynami. I nie przesadzając takie są teksty Renotna, ale jakoś to nie razi, podobnie zresztą jak u wspomnianych AM. Teksty odznaczają się jakąś fajną ironią, dystansem, licznymi odniesieniami do świata popkultury, choćby ten fragment: „who said red bull gives you wings / must have never tasted you”. A właśnie, cała płyta jest anglojęzyczna. Jednak zapisuję to zdecydowanie na plus, bo jakoś nie wyobrażam sobie takiego ciekawego brzmienia tego zespołu w naszym rodzimym języku.&lt;br /&gt;Czyli co? Kupować? No jasne. Nawet się nie zastanawiajcie. To świetna płyta. Bardzo żywiołowa, energetyczna – no może poza cukierkowatym „Drifted” – która idealnie nadaje się na wiosnę. &lt;br /&gt;A ich singla można posłuchać na przykład &lt;a target="_blank" href="http://www.lastfm.pl/music/Renton/"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8029308903399824?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8029308903399824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8029308903399824' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8029308903399824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8029308903399824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/renton-take-off.html' title='Renton - Take-OFF!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/SCxeMKZzfgI/AAAAAAAAABM/dv5Xxgtxaac/s72-c/Take-Off_Renton,images_big,31,PRCD1033.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-8633640972185990115</id><published>2008-05-09T12:35:00.001+02:00</published><updated>2008-05-09T12:37:13.259+02:00</updated><title type='text'>Kolejne indie gwiazdy w Polsce!</title><content type='html'>Rok 2008 będzie wyjątkowo dobry dla miłośników ogólnie rozumianej muzyki indie. Podobnego wysypu wspaniałych zespołów, które odwiedzą nasz kraj już dawno nie mieliśmy. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że w końcu widać, że coś się u nas zaczyna dziać. Oczywiście, jak co roku, na wysokości zadania staje gdyński Open'er, który do grona tegorocznych gwiazd wczoraj oficjalnie dopisał brytyjskich &lt;b&gt;Editors&lt;/b&gt;, którzy najczęściej pod względem brzmienia porównywani są do nowojorskiego &lt;b&gt;Interpolu&lt;/b&gt;, który przypomnę również został zapraszony na tegoroczną edycję festiwalu. Poniżej na zachętę do dokładniejszego zapoznania się z twórczością Editors - jeśli ktoś jeszcze nie miał tej przyjemności - kawałek "An End Has A Start" z ich ostatniej płyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ozYd-PlcvVs&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ozYd-PlcvVs&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to nie koniec dobrych wieści. Wczoraj w Programie Alternatywnym w radiowej Trójce po raz pierwszy usłyszałem o łódzkim festiwalu Pepsi Vena Music Festival, który odbędzie się w dniach od 2 do 5 października. Informacja została poparta niezwykle interesującą nowinką - przynajmniej jak dla mnie. Jedną z głównych gwiazd będzie The Klaxons, jedno z największych odkryć brytyjskiej sceny muzycznej ostatnich lat. Zespół charakteryzuje się bardzo ciekawym brzmieniem, które łączy w swej stylistyce rockowe fascynacje oraz elektroniczne wpływy. Zespół wypłynął na szersze przestrzenie po bardzo udanej wspólnej trasie koncertowej z gigantem brytyjskiej sceny - Franzem Ferdinandem. Miałem pewien problem, który kawałek z płyty Klaxons "Myths Of The Near Future" polecić w tym miejscu, a to z tego względu, że praktycznie wszystkie kawałki, które trafiły na ich longplay są po prostu doskonałe. Ostatecznie wybrałem &lt;b&gt;Totem On The Timeline&lt;/b&gt; - obok "Golden skans" chyba mój ulubiony na płycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EcFLwfCJSbg&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EcFLwfCJSbg&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby to powiedział Piotr Metz - Mind the gap.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-8633640972185990115?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/8633640972185990115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=8633640972185990115' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8633640972185990115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/8633640972185990115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/kolejne-indie-gwiazdy-w-polsce.html' title='Kolejne indie gwiazdy w Polsce!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-2290402028503878083</id><published>2008-05-04T13:01:00.002+02:00</published><updated>2008-05-04T13:13:54.254+02:00</updated><title type='text'>Coldplay - "Violet Hill"!</title><content type='html'>Pierwszy singiel z nowej płyty brytyjskiego zespołu Coldplay, który powoli wyrasta nam na godnego następcę U2, bije wszelkie rekordy popularności. Ich utwór, który promuje nową płytę został zamieszczony na oficjalnej stronie, skąd można go oficjalnie i za darmo pobrać, w ciągu tylko pierwszych 24 godzin pobrano ponad 600 000 razy. Kawałek jest świetny, z ciekawym tekstem i bardzo fajnie zagranymi gitarowymi riffami, szczególnie solo na gitarze robi wrażenie, do tego dochodzi niezła praca perkusji. Wokal jak zwykle świetny, ale o takich oczywistościach w przypadku Coldplay'a po prostu nie wypada pisać. Ale czemu tu się dziwić, za produkcję płyty odpowiada ten sam pan, który również czuwa nad nowym albumem U2. Płyta "Viva La Vida" będzie na pewno godnym następcą poprzedniego albumu "X&amp;Y", a lekkie powiewy hiszpańskich brzmień zdecydowanie wpłyną na uatrakcyjnienie albumu. Wymowna swoją drogą jest również okładka płyty, na której wykorzystano obraz Eugène Delacroix'a "Wolność wiodąca lud na barykady". Singiel za darmo do 6 maja można pobrać z oficjalnej strony, czyli &lt;a href="http://www.coldplay.com/"&gt;stąd&lt;/a&gt;. A poniżej singiel do odsłuchania z YouTube'a:&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/zDln-YHW0lA&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zDln-YHW0lA&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-2290402028503878083?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/2290402028503878083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=2290402028503878083' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/2290402028503878083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/2290402028503878083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/coldplay-violet-hill.html' title='Coldplay - &quot;Violet Hill&quot;!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4456205988093825123</id><published>2008-05-03T19:43:00.002+02:00</published><updated>2008-05-03T19:58:44.788+02:00</updated><title type='text'>MGMT - Kids!</title><content type='html'>&lt;blockquote&gt;Control yourself&lt;BR/&gt;Take only what you need from it&lt;/blockquote&gt;&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;Serdecznie chciałbym polecić dzisiaj piosenkę, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie jest to ich najbardziej znana piosenka - "Time To Pretend". MGMT urzekło mnie innym utworem, który jak dla mnie jest o wiele dojrzalszy, ciekawszy i po prostu lepszy niż główny singiel. Piosenka "Kids" jest absolutnie fantastyczna. Można jej słuchać wiele razy i nie ma się dość. Do tego dochodzi świetny tekst - bardzo wieloznaczny, który można rozumieć tak, jak ma się na to ochotę. Bardzo lubię taką dowolność. Generalnie jednak można powiedzieć, że w piosence zawarta jest pewna krytyka amerykańskiego stylu życia, w którym nie ma czasu na nic innego poza pogonią za sukcesem i pieniędzmi. Nie liczymy się z żadnymi konsekwencjami, a rzeczy, którymi się kierujemy są tak naprawdę nic nie znaczące.&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;blockquote&gt;We like to watch you laughing,&lt;BR/&gt;You pick the insects off plants&lt;BR/&gt;No time to think of consequences&lt;/blockquote&gt;&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;I fragment, który naprawdę różnie można interpretować. Niszczenie środowiska? Podporządkowanie naszego życia instytucjom, które kierują naszym życiem, a przy tym nie pytają nas o zdanie? Żal za czymś utraconym? Pójście na łatwiznę wielu ludzi w trudnych sytuacjach?&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;blockquote&gt;The memories fade&lt;BR/&gt;Like looking through a fogged mirror&lt;BR/&gt;Decision to decisions are made&lt;BR/&gt;And not bought,&lt;BR/&gt;But I thought this wouldn’t hurt a lot.&lt;BR/&gt;I guess not&lt;/blockquote&gt;&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;Zresztą posłuchajcie sami. Oceńcie i zinterpretujcie jak chcecie.&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bIEOZCcaXzE&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bIEOZCcaXzE&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4456205988093825123?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4456205988093825123/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4456205988093825123' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4456205988093825123'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4456205988093825123'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/mgmt-kids.html' title='MGMT - Kids!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-7776602621502357354</id><published>2008-05-02T18:37:00.003+02:00</published><updated>2008-05-02T19:16:50.251+02:00</updated><title type='text'>Polish Indie Kids?</title><content type='html'>Przeczytałem ostatnio pewną wypowiedź wokalisty CKOD, w której pojawiły się dwie rzeczy, z którymi nie mogę się zgodzić. Dobrze, że Cool Kids of Death ma Kubę Wandachowicza, bo w przeciwnym razie bałbym się tego w jakim kierunku filozoficznym zmierzałby zespół, jaką tonację by przyjął. W wypowiedziach Wandachowicza można dostrzec trochę utopijności, ale niezwykle pozytywnej. Widać też u niego pewną wiarę w zmiany na lepsze. Ostrowski albo prowokuje, albo epatuje niepotrzebnym sceptycyzmem. Jeśli bowiem osoby takie jak on, bezpośrednio związane z muzyką nie będą widziały sensu w kupowaniu oryginalnych płyt, to na pewno sytuacja nie zmieni się na lepsze w naszym kraju. A nie o to przecież chodzi.&lt;BR/&gt;Natomiast zdecydowanie mogę się zgodzić z Wandachowiczem, który dostrzega potrzebę zrobienia czegoś, żeby zachęcić ludzi do kupowania oryginalnych płytek. Nie sieje defetyzmu i mówi o tym, że faktycznie coś się dzieje w naszej muzyce. Powstają składanki z niezależną muzyką, powstaje coraz więcej offowych zespołów, które niosą kaganek indie rewolucji w naszym kraju. Coraz więcej też polskich indie zespołów wydaje longplay'e. W tamtym roku mieliśmy głośną premierę Much z ich "Terroromansem", już w najbliższy poniedziałek mamy z kolei nie mniej głośną premierę debiutanckiej płyty zespołu Renton. A jeśli wszystko pójdzie dobrze, to dzięki inicjatywie pozytywnych zapaleńców z MegaTotal ukaże się płyta długogrająca kapitalnego zespołu, który jak dla mnie śmiało może być okrzyknięty polskim Placebo - ze względu na teksty i na barwę głosu wokalisty. Mowa oczywiście o zespole NeLL. Jakiś czas temu pojawiła się też płytka Lili Marlene. Niebawem chyba też powinno się coś zacząć dziać z debiutem płytowym sopockiej Saluminesi, która z kolei może być nazwana polskim Coldplay'em. Więc niech nikt mi tutaj nie chrzani, że nie rozwija się w Polsce kultura indie.&lt;BR/&gt;Kultura? Tak, kultura. Bo indie to nie tylko muzyka. To też pewien sposób życia, w którym ważne są takie rzeczy jak niezależność i bycie wolnym. To też pewien charakterystyczny sposób ubierania - wyrazisty, często pełen kontrastów, a chyba najbardziej popularnym elementem mogą być marynarki z różnymi znaczkami wpiętymi w klapę, ewentualnie czarne koszule, wąskie krawaty, białe pasy. W Polsce mamy do czynienia z kulturą indie. Może nie na taką skalę jak w innych krajach, ale coś się zaczyna dziać. Jak zwykle po prostu trochę opóźnieni jesteśmy.&lt;BR/&gt;Polish Indie Kids? Tak, uważam się, za indie dzieciaka. Może to trochę pretensjonalne, ale wolę taki pretensjonalizm niż jakąś sztucznie nadmuchaną poważność, którą ostatnio bardzo często mogę zaobserwować wśród niektórych ludzi z mojego otoczenia. &lt;BR/&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na zakończenie utwór, ktróego po prostu grzechem byłoby nie zamieścić przy okazji takiego postu - &lt;b&gt;The Killers&lt;/b&gt; "Indie Rock'n'Roll", podobnie jak ostatnio prezentowany utwór również z pierwszej płyty, na której tak pięknie grali i komu to przeszkadzało. Bowiem ich druga płyta poza kilkoma kawałkami nie robi na mniej już takiego wrażenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/K-9MTBMOfCY&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/K-9MTBMOfCY&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-7776602621502357354?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/7776602621502357354/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=7776602621502357354' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7776602621502357354'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7776602621502357354'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/05/polish-indie-kids.html' title='Polish Indie Kids?'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4370597529994224904</id><published>2008-04-30T18:15:00.004+02:00</published><updated>2008-05-02T18:29:54.086+02:00</updated><title type='text'>W obronie mediów publicznych</title><content type='html'>Platforma Obywatelska już od dłuższego czasu prowadzi ostrą agitację wymierzoną swym ostrzem w podporządkowanie, uzależnienie od pewnych instytucji i pozbawienie niezależnych wpływów finansowych w postaci opłat z abonamentu media publiczne. Wypowiedzi polityków PO sprawiły, że wpływy z abonamentu w pierwszym kwartale zmniejszyły się o 14 mln, a warto zauważyć, że w tamtym roku odnotowany był pewien wzrost wpływów z abonamentu i wynosił on około 15 mln złotych. Czyli po tym spadku media publiczne wróciły praktycznie do punktu wyjścia.&lt;BR/&gt;Chciałbym na początku zaznaczyć wyraźnie jedną rzecz - to są media publiczne, nie partyjne, nie polityczne. A to się chyba ostatnio pewnym osobom myli i miesza. Nie może być tak, że każda partia po wyborach wyciąga łapy w kierunku mediów publicznych i próbuje się tam obstawić swoimi ludźmi. To są media publiczne, czyli media obywatelskie, na których prezentowany powinien być możliwie szeroki zakres poglądów politycznych - różnych, nie tylko aktualnie rządzącej partii. A na razie tak nie jest. Chociaż na plus Platformie trzeba zapisać to, że nie wyrzuciła na przykład prezesa Trójki, który mimo faktu, że został mianowany przez PiS jest bardzo dobrym dziennikarzem i menadżerem zarządzającym Trójką. Krzysztof Skowroński przywrócił Trójce dawne brzmienie i dawną jakość, która w okresach "radości słuchania", była mocno zachwiana. Wszystko wzięło się stąd, że pewnym środowiskom w ówczesnym czasie bardzo zależało na tym, by Trójka była samowystarczalna i gotowa do ewentualnej prywatyzacji. Jaki był tego efekt, każdy pamięta. Po trójkowej antenie pałętały się jakieś badziewia zakrawające już na miernotę muzyczną spod znaku Zetki czy RMFu. Na dobrym poziomie stały tylko audycje stricte muzyczne - choćby "3maj z nami" Piotrka Stelmacha, która niczym światełko w tunelu dawało znak fanom radia, że przyjdą znów dobre czasy. No i przyszły. Więc nie pozwólmy, by znów odeszły, bo jakimś politycznym pajacom zachciewa się pozbawiać media publiczne wpływów z abonamentu, który pozwala im tworzyć i nadawać audycje na tak wysokim poziomie, diametralnie odmiennym od tego znanego z rozgłośni komercyjnych.&lt;BR/&gt;Nie rozumiem dlaczego politycy nie mogą tego zrozumieć. Cholera, media publiczne, to media, które powinny być finansowane przez obywateli, a państwo, rząd, ministrowie, powinni trzymać swoje łapy jak najdalej od niego. Media publiczne mają zapewniać pluralizm, gwarantować swobodę i wolność słowa, oferować rozrywkę na wysokim poziomie, być drogowskazem kulturalnym. A bez wpływów z abonamentu bardzo dobrze wiemy, że nie jest to możliwe. Inaczej mówiąc: politycy - ręce precz od mediów publicznych.&lt;BR/&gt;Dlaczego politycy nie potrafią słuchać? Czemu są obojętni na apele prezesów mediów publicznych, prezesów telewizji komerycjnych (TVN, Polsat), którzy biją na alarm, że zniesienie abonamentu, to najgorszy z możliwych pomysłów? &lt;BR/&gt;Rozwiązanie? Kiedyś pisałem, że można byłoby oddzielić abonament radiowy od telewizyjnego. Do tego dodałbym kolejny postulat, zasugerowany tym razem przez pana Olejniczaka z SLD, który zaproponował, że wpłaty abonamentowe mogłyby być odliczane od podatku. Jak dla mnie świetny pomysł. Oby więcej takich idei, a jak najmniej chorych planów realizujących zawłaszczeniowe ambicje pewnych osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I akcent muzyczny na dziś: &lt;b&gt;Biffy Clyro - Who's Gotta Match&lt;/b&gt;. Kawałek pochodzi z płyty "Puzzle".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/h9fI5-WszO4&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/h9fI5-WszO4&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4370597529994224904?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4370597529994224904/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4370597529994224904' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4370597529994224904'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4370597529994224904'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/w-obronie-mediw-publicznych.html' title='W obronie mediów publicznych'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-7741208416679731368</id><published>2008-04-24T20:57:00.002+02:00</published><updated>2008-04-24T21:43:45.239+02:00</updated><title type='text'>O sprzedaży płyt słów kilka</title><content type='html'>Zainspirowany rozmową z moją koleżanką o Wielkiej Brytanii i o tym, jakobym był ślepo zapatrzony w ten kraj, tę kulturę i muzykę brytyjską postanowiłem nieco więcej jeszcze na ten temat napisać na blogu. Generalnie chodzi też o to, by nie być gołosłownym i by udowodnić, że to, co pisałem ostatnio o sprzedaży płyt CD w UK jest prawdą i ma swoje odzwierciedlenie w statystyce. Zanim jednak przejdę do statystyki, chciałbym przytoczyć pewien cytat, na którym oparte niejako, przynajmniej po części, będą moje rozważania. Piotr Metz napisał kiedyś następujące słowa o Wielkiej Brytanii: &lt;i&gt;Zjednoczone Królestwo. Jedyne miejsce, gdzie muzyka wciąż jest ważna. Płyty się sprzedają w nakładach, a na koncerty nie ma biletów.&lt;/i&gt;&lt;BR/&gt;Można powiedzieć, że podobnie jak ja w poprzednim poście napisał tak, bo niezwykle ceni brytyjską muzykę i być może z tego względu nie patrzy krytycznie na rzeczywistą sprzedaż płyt CD w tym kraju. Przekonajmy się więc jak jest naprawdę!&lt;BR/&gt;Odpaliłem Google i zacząłem szukać jakichś informacji o sprzedaży płyt na świecie, ale głównie w UK. Na początek kilka słów o największych rynkach. Według wszelkich badań Zjednoczone Królestwo jest trzecim rynkiem muzycznym na świecie, za Japonią i Stanami Zjednoczonymi. Co prawda trudno znaleźć jakieś najnowsze badania rynku, ale można oprzeć się na nieco starszych, na przykład na tych z 2005 roku. Tylko w pierwszym półroczu łącznie w Wielkiej Brytanii sprzedało się 66,8 mln płyt CD (słownie sześćdziesiąt sześć milionów osiemset tysięcy płyt). Zawrotna ilość. Nie do zrealizowania w naszych realiach. &lt;BR/&gt;Jakieś szczegóły o sprzedaży? Nowa rewolucja rockowa już trochę trwa, w związku z tym na pierwszych miejscach sprzedaży nie ma już tylko zespołów stricte rockowych. Na pierwszych miejscach brytyjskich list sprzedaży jest obecnie Amy Winehouse, ale to chyba nikogo nie dziwi. Nie brakuje jednak w pierwszej dziesiątce zespołów typowo rockowych, choćby Snow Patrol, Coldplay, Kaiser Chiefs czy Arctic Monkeys. Obecność Arktycznych Małpek też jednak nie powinna dziwić nikogo, kto pamięta, że ich debiutancka płyta tylko w pierwszym tygodniu sprzedała się w nakładzie 33 tysięcy sztuk. A później było jeszcze lepiej - wydawca musiał dotłoczyć dodatkowy nakład płyt, bo po prostu wszystkie płytki zeszły ze sklepów.&lt;BR/&gt;Na listach sprzedaży w UK pojawiły się ponownie albumy typowo popowe, czy znaczy to więc, że rewolucja rockowa już się wypaliła? Oczywiście, że nie. Po prostu kilka lat temu był na tego typu muzykę ogromny boom, w tej chwili większość artystów jest dopiero w fazie przygotowywania kolejnych materiałów na swoje płyty. A poza tym Brytyjczycy raczej nie pokochają tak mocno żadnego innego zespołu, jak na przykład The Libertines czy Arctic Moenkeys, które, nie przesadzając, otaczane są już kultem na miarę The Beatles. Więc jest dobrze.&lt;BR/&gt;Wielka Brytania jest rynkiem w zasadzie hermetycznie zamkniętym na artystów spoza Wysp. Nie ma co tutaj wydziwiać i próbować podważać czy obalać tę tezę. Tak jest i kropka. Czasami pojawi się jakiś wyjątek, ale jest to chyba tylko wyjątek potwierdzający regułę, a nie stała tendencja. Ostatnio na rynku brytyjskim wyraźnie zabłysnęła Nelly Furtado, a wcześniej The Killers - zespół, który, nie ukrywajmy tego, mimo że pochodzi z Las Vegas, to swoim brzmieniem wyraźnie zbliża się do tego, jakie jest charakterystyczne dla muzyki indie z UK.&lt;BR/&gt;Szukając danych o sprzedaży płyt w Wielkiej Brytanii natknąłem się na podsumowania sprzedaży płyt w Polsce. Prawdę mówiąc byłem zaskoczony. Zaskoczony tym, że wśród najlepiej sprzedających się płyt były albumy "artystów", których prawie niekojarzę, lub niechcę kojarzyć. Piotr Rubik z nakładem 55 tys. sprzedanych płyt, Virginy i inne Dody tuż za nim. Tak naiwnie szukałem jakiegoś zespołu, który znam, który lubię, o którym słyszałem, ale niestety nic nie znalazłem. Dziwne to wszystko jakieś. Bo mimo wszystko nie chce mi się wierzyć, by polskie zespoły rockowe, indie, alternative popowe, nie były w stanie załapać się na taką listę. No litości... nawet Myslovitz się nie łapie? Kolejnym szokiem było to, że wiele wysokich miejsc była zajęta przez różne składanki typu "The best ever", ewentualnie sygnowanych logiem komercyjnych rozgłośni. Choć w sumie to ostatnie chyba nie powinno mnie dziwić. Czego tłum słucha, to kupuje. Chociaż nie... co ludowi wciskają, to kupuje.&lt;BR/&gt;Żeby jednak nie kończyć pesymistycznie, to jest jakieś światełko w tunelu na naszym rodzimym rynku muzycznym - od kilku lat obserwowany jest powolny wzrost ilości sprzedawanych oryginalnych płyt CD. Zjawisko, które jest jak najbardziej pozytywne. Co jest tego zasługą? Może powolna zmiana mentalności społeczeństwa, może obniżenie cen płyt przez część wydawców, może szacunek dla Artystów, a może te wszystkie czynniki w pewnym stopniu razem składają się na ten jakże pozytywny trend? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było wcześniej o The Killers, więc na zakończenie ich fantastyczna (a już miałem napisać "kapitalna" ;) ) piosenka: &lt;b&gt;Jenny Was a Friend Of Mine&lt;/b&gt;. Tak w ogóle to serdecznie polecam ich debiutancki album &lt;b&gt;Hot Fuss&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/G13k0ULE0bA&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/G13k0ULE0bA&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-7741208416679731368?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/7741208416679731368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=7741208416679731368' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7741208416679731368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7741208416679731368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/o-sprzeday-pyt-sw-kilka.html' title='O sprzedaży płyt słów kilka'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-6913730557847667875</id><published>2008-04-15T18:36:00.002+02:00</published><updated>2008-04-15T18:49:22.800+02:00</updated><title type='text'>The Kooks - Konk!</title><content type='html'>Długo oczekiwana - przynajmniej przeze mnie - druga płyta The Kooks już jest! Od wczoraj można ją niby nabyć w dobrych sklepach muzycznych. Powiedzmy. Dzisiaj odwiedziłem wszystkie Empiki w Katowicach i w żadnym nie było jeszcze ich płyty, choć przypomnę - oficjalna premiera albumu miała miejsce wczoraj. No cóż, nasz kraj jak zwykle nieco opóźniony jest w stosunku do reszty Europy. Czym jest The Kooks? Brytyjskim zespołem, który dwa lata swoim albumem "Inside In/Inside Out" narobił sporo zamieszania w branży muzycznej. Nie jest to może jakieś bardzo ambitne i nowatorskie granie. Ale nie chodzi przecież o to, żeby każdy zespół silił się na jakąś oryginalność. Najfajniejsze w The Kooks jest to, że ich piosenki są strasznie optymistycznie, lekkie i takie po prostu przyjemne dla ucha, a do tego dochodzi ciekawy wokal. Zauważę może jeszcze, że za produkcję albumu "Konk" odpowiadał Tony Hoffer, który współpracuje również z The Fratellis. Jeśli wydaje wam się, że nie kojarzycie gościa ani zespołu to skojarzcie sobie reklamę Heinekena i tę charakterystyczną muzyczkę lecącą w tle - to właśnie The Fratellis. Z oczywistych przyczyn nie mogę na razie powiedzieć za dużo o samej płycie, więc polecę tylko ich singiel promujący drugi studyjny album. Troszkę jak "Ooh La" z debiutu. Przyjemna kompozycja. Jeśli cała płyta będzie trzymała ten poziom to będę usatysfakcjonowany. A myślę, że tak będzie. Aha, w audycji "Myśliwiecka 3/5/7" poza singlem można było usłyszeć jeszcze jakieś inne nagranie z tej płyty - z dużo ostrzejszymi gitarowymi riffami, co brzmiało dość interesująco jak na The Kooks. Ale ok, na razie tyle na ich temat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;The Kooks - Always Where I Need To Be&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ln_qHyGD9zo&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ln_qHyGD9zo&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-6913730557847667875?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/6913730557847667875/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=6913730557847667875' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6913730557847667875'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6913730557847667875'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/kooks-konk.html' title='The Kooks - Konk!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-4014854559018741317</id><published>2008-04-15T18:18:00.002+02:00</published><updated>2008-04-15T18:30:02.747+02:00</updated><title type='text'>Czesław Śpiewa...</title><content type='html'>Czesław Śpiewa - nie mylić z Czesiem. Polak wychowany w Danii, wokalista i kompozytor, znany niektórym z Tesco Value. Ale bez biografowania tutaj. Jeśli ktoś jest zainteresowany życiorysem Czesława Mozily, to może sobie wystukać jego imię i nazwisko w Google. Chciałem tutaj o czymś innym napisać. O singlu promującym jego debiutancką płytę. Piosenkę usłyszałem w Trójce. I po prostu od razu stwierdziłem, że jest absolutnie genialna i cudowna. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że zazwyczaj takiej muzyki nie słucham. Utwór "Maszynka do świerkania" ma jednak w sobie coś takiego, że z przyjemnością można się w nim zasłuchać, a po przesłuchaniu ma się nieodpartą chęć wysłuchać go raz jeszcze od początku. Czy to wynik ciekawego wokalu? Pomysłowego tekstu? Interesującego połączenia miejskiego folku, punku, kabaretu, tanga, alternatywy i sam nie wiem czego jeszcze? Pewnie wszystkiego po trochu. Zresztą zobaczcie sami i powiedzcie czy ta piosenka nie ma w sobie czegoś magicznego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/qHqTTSjWBvg&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/qHqTTSjWBvg&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-4014854559018741317?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/4014854559018741317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=4014854559018741317' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4014854559018741317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/4014854559018741317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/czesaw-piewa.html' title='Czesław Śpiewa...'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-863530743088167018</id><published>2008-04-10T08:47:00.002+02:00</published><updated>2008-04-10T08:54:30.012+02:00</updated><title type='text'>Kultowy "Interpol" na Open'erze!</title><content type='html'>Jak poinformowali organizatorzy tegorocznej edycji Open'era, na festiwalu wystąpi jako główna gwiazda nowojorska formacja indie rockowa &lt;b&gt;Interpol&lt;/b&gt;! Zespół powstał w roku 1998, do tej pory wydał trzy albumy - wszystkie równie genialne. W swoim brzmieniu nawiązują do takich gigantów rocka jak Joy Division czy Sonic Youth. Jednak nie kopiują tego bezmyślnie. Siłą zespołu są zimne gitarowe riffy i hipnotyzujący głos wokalisty. Do tego na każdej płycie możemy znaleźć wiele ciekawych eksperymentów z brzmieniem, poza tym każda płyta ma to, czego wielu innym albumom obecnie brakuje - niepowtarzalny klimat. Jak dla mnie świetna informacja. Jeśli ktoś wybiera się na Open'era, proszę o kontakt. Aha, a jeszcze przy okazji, wiadomo już, że z polskich zespołów na Open'erze wystąpią między innymi: Cool Kids of Death i Muchy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Interpol&lt;/b&gt; "Slow hands":&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/cwbn2SxKnl8&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/cwbn2SxKnl8&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-863530743088167018?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/863530743088167018/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=863530743088167018' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/863530743088167018'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/863530743088167018'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/kultowy-interpol-na-openerze.html' title='Kultowy &quot;Interpol&quot; na Open&apos;erze!'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-3990982776592745563</id><published>2008-04-08T20:58:00.001+02:00</published><updated>2008-04-08T21:01:47.422+02:00</updated><title type='text'>Generacja? Nie, dziękuję.</title><content type='html'>Chciałem napisać coś o moim pokoleniu, o mojej generacji, ogólnie o ludziach młodych, w podobnym mi wieku. Tylko, cholera, jak tu o tym pisać i nie popaść w jakiś banał, absurd, by nie powielać czegoś, co już zostało napisane. Swoją drogą ciekawe dlaczego tyle osób chce pisać o „swoim” pokoleniu i głosem jakimś tej generacji być. Śmieszne to w sumie jest. Bo nawet jeśli będziemy wypowiadać się nie wiem jak ogólnie, to i tak nasze poglądy przy korzystnych wiatrach będą zbieżne z niewielkim procentem grupy osób w podobnym do nas wieku. W ogóle jeszcze jedno spostrzeżenie na wstępie – mówimy o „naszym” pokoleniu. Skąd taka maniera? Chęć przywłaszczenia? Czy Erich Fromm miał rację pisząc o tym, że ludzie w coraz większym stopniu pragną tylko posiadać? Że zawłaszczają wszystko, co się da? Że już nic ich nie dotyka, oni teraz to posiadają – mają grypę, mają depresję. Wszystko jest ich, wszystko do nich należy. A przynajmniej tak im się wydaje. I jak byśmy się nie bronili przed tym, to chyba w każdym z nas jest ziarno takiego materialisty, który pod płaszczykiem buntu skrywa chęć posiadania czegoś – mniej lub bardziej wartościowego.&lt;br /&gt;Mamy dwadzieścia lat. Niedługo będziemy mieć dwadzieścia kilka, potem trzydzieści, czterdzieści i tak dalej. Chcemy być wiecznie młodzi i piękni – i nie mówcie mi, że tak nie jest. Żyjemy w takim, a nie innym społeczeństwie. Społeczeństwie, które boskim kultem otacza młodość i piękność, w której każda zmarszczka jest misternie maskowana, a starość spychana na margines, próbujemy ją ukryć. Uciec od niej. Odsunąć. Wzbraniamy się przed nią. Granica, od której mówimy o kimś, że jest osobą starą, bardzo mocno przesunęła się w ostatnich czasach. Ale czy tak naprawdę coś się zmieniło? Czy zmieniło się to, że kiedyś umrzemy? I koniec. Kropka. Nic się nie zmieniło. Stworzyliśmy iluzję, obłudę, farsę. &lt;br /&gt;Jak śpiewało Cool Kids of Death w piosence „Dwadzieścia kilka lat”: „To jest mój czas &lt;br /&gt;Nikt mi tego nie odbierze / Dwadzieścia kilka lat / Ciągle w nic nie wierzę / Brak mi doświadczeń istotniejszych / Holocaustu, wojny, śmierci / Pornografia, telewizja / To mnie kształtowało”. Właśnie. To jest mój czas. Nic nas nie kształtowało? Ale o co chodzi? Wychowaliśmy się już w wolnej Polsce, nie musieliśmy się buntować, bo w zasadzie to już nie ma przeciwko czemu. Tak, tak. Choćbyście nie wiem jak chcieli, to nie wiem przeciwko czemu moglibyście, moglibyśmy się buntować. Żyjemy w czasach, gdy praktycznie wszystko nam wolno. Nie ma żadnych ograniczeń. A jeśli twierdzisz, że są, to odpowiedz na pytanie czy ktoś ci czegoś zabrania. Nie. Możesz pisać i mówić co chcesz. Masz dostęp do Internetu. I o ile ojciec nie załączy Ci filtra na przeglądarce to masz dostęp do wszystkiego. Szukasz czego chcesz, dowiadujesz się czego chcesz, odwiedzasz witryny, które wybierasz. Możesz wszystko. Kwestią problemu jest raczej to, czy potrafisz z tego korzystać. Nic więcej. „Brak mi doświadczeń istotniejszych”. No, „pokoleniem Kolumbów”, to my na pewno nie jesteśmy. I bardzo dobrze. Ja się z tego cieszę. A doświadczenia mamy. Tylko inne. Popkultura – to mnie kształtowało. To kształtowało Ciebie.&lt;br /&gt;Żyjemy w czasach pseudobuntów. W ogóle bunt się skomercjalizował. No bo czym jest bunt w czasach, w których wchodzimy do dowolnej galerii handlowej i wychodzimy z niej jako dowolniej wybrany buntownik? Czym ma być bunt w czasach, gdy w każdym sklepie możemy kupić naszywki z hasłami „punk’s not dead”? Czym ma być bunt emo, gdy w każdym sklepie H&amp;M możemy kupić wszystko co tylko chcemy z czaszkami – dosłownie wszystko, nawet majtki.&lt;br /&gt;Patrząc na współczesne społeczeństwo zatrważa mnie szczególnie jedna rzecz. To dziwne przywiązanie każdej jednostki do jej status quo, to wyalienowanie od spraw, które jej bezpośrednio nie dotyczą, ten brak zaangażowania w sprawy społeczne, to olewactwo wszystkiego. Nie jest oczywiście tak, że wszyscy mają wszystko gdzieś i niczym się nie przejmują, niczym się nie interesują. Ale brak nam chyba młodej inteligencji na miarę tej przedwojennej. I nie pieprzę tu w żaden patetyczny sposób. Po prostu wydaje mi się, że mam prawo domagać się od młodych ludzi – w tym od siebie samego – większego zainteresowania kulturą, zwracana uwagi na sprawy społeczne, oderwania się od swojego ciasnego status quo. Cholera, mam do tego prawo moralne i nikt mi tego nie odbierze.&lt;br /&gt;Że coś mi odbiło? Że co to kogo interesuje? No właśnie. Ale dlaczego nikogo teraz nie interesuje nic, co wyrasta poza czubek jego własnego nosa? Czemu ten świat się tak dehumanizuje i zatraca w jakimś skrajnym, źle rozumianym liberalizmie, spaczonej wolności, która jest rozumiana jako brak poszanowania dla jakichkolwiek norm. Wolność jest fajna. I nikt nie ma prawa nam jej odebrać. Jasne. Tylko czy potrafimy z tego korzystać? My, którzy studiujemy, poszerzamy nasze horyzonty, zdobywamy wiedzę, chyba w jakimś tam stopniu – tak. Ale reszta społeczeństwa? Co z nią? Czemu może działać, a tego nie czyni? Choćby tak banalna rzecz, jak wybory. Ileż to już elaboratów pisano na ten temat. Lud ma prawo iść na wybory, a nie idzie, bo, przepraszam za wyrażenie, ma wszystko w dupie. Co za ciemnogród. Czemu nie można zrozumieć tego, że mamy już demokrację i trzeba ruszyć dupę i pójść na te wybory, oddać głos i zmienić ten kraj? Może niekoniecznie zmienić – ale brać czynny udział w kształtowaniu i rozwoju sceny politycznej w Polsce. Mamy do tego prawo, więc korzystajmy z tego. Jeśli politycy będą musieli zacząć się liczyć z naszymi głosami, bo nagle frekwencja będzie wynosić jakieś 80%, to na pewno zmienią swoje postępowanie. Jeśli będziemy interesować się tym, co robią, jeśli będziemy ich kontrolować, to nie pozwolą sobie na tak wiele, bo będą wiedzieli, że w następnych wyborach możemy ich pozbawić ciepłej posadki.&lt;br /&gt;Jeszcze o tych wszystkich „pokoleniach”, które to niby mamy we współczesnym świecie. Najpierw od przykładu, który od razu chciałbym obalić – „Pokolenie JPII” – cyrk na kółkach po prostu. Niby gdzie to pokolenie? To był sztuczny twór stworzony przez media po śmierci papieża. Nigdy czegoś takiego nie było i nie będzie. Papież był u nas w kraju bardzo ważną osobą. OK. Ale tylko w chwilach, gdy przyjeżdżał do kraju, a ludzie mogli iść go posłuchać, zobaczyć, pomachać chorągiewkami. Ilu z nich tak naprawdę wsłuchiwało się w jego słowa? Ilu z nich czytywało jego książki? Niewiele. Na pewno zdecydowanie za mało byśmy mogli mówić o jakimkolwiek pokoleniu. Obecnie możemy mówić o wielu pokoleniach – pokoleniu Google, pokoleniu Internetu, ale na pewno nie o pokoleniu JPII. &lt;br /&gt;Swego czasu Kuba Wandachowicz opublikował w Wyborczej tekst zatytułowany „Generacja Nic”. Wiele w nim prawdy, z wieloma poglądami mogę się zgodzić, wiele mam identycznych jak on. To chyba musi o czymś świadczyć. Autora krytykowali po publikacji tekstu, głównie publicyści czy osoby, które miały jednak więcej niż te dwadzieścia kilka lat. Więc to musi świadczyć o tym, że był to jakiś głos pokolenia, generacji. I nie, nie chodzi o to, żeby bezmyślnie teraz się z tym identyfikować, wypisać sobie na koszulce „Generacja nic” i myśleć, że jest się kimś megafajnym. Po prostu czasami podobnie myślimy, kochamy wolność, domagamy się podobnych zmian, cenimy nowoczesność, tylko doceniajmy przy tym inteligencję i zwalczajmy do alienacyjne status quo.&lt;br /&gt;W ogóle to byłbym mimo wszystko bardzo ostrożny z szafowaniem takim pojęciem, jak pokolenie. Bo oczywiście, że może zdarzyć się tak, że pewne wartości będą wspólne dla dużej grupy ludzi, ale zawłaszczanie sobie prawa do pisania w imieniu jakiegoś tam pokolenia sprawia, że narzucamy komuś nasze poglądy. Nikt przecież nie musi się z nami zgadzać. Niech więc autorzy pamiętają o tym i niech nie narzucają nam na siłę jakichś wartości i poglądów. Niech nikt nas nie przekonuje do czegoś. Potrafimy decydować i wybierać. Nikt nie musi mnie przekonywać, że jestem członkiem pokolenia JPII, bo doskonale wiem, że nim nie jestem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cool Kids of Death "Spaliny":&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/P6C1RRMc8_U&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/P6C1RRMc8_U&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-3990982776592745563?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/3990982776592745563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=3990982776592745563' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3990982776592745563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3990982776592745563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/generacja-nie-dzikuj.html' title='Generacja? Nie, dziękuję.'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-5967316129927240403</id><published>2008-04-08T17:00:00.002+02:00</published><updated>2008-04-08T17:24:43.784+02:00</updated><title type='text'>Fryderyki 2008, czyli TWA</title><content type='html'>Fryderyki 2008, czyli "Towarzystwo Wzajemnej Adoracji". Dlaczego? Ano dlatego, że od jakiegoś czasu mam wrażenie, że brak ludziom zasiadającym w komisji odwagi do wprowadzenia do grona finalistów zespołów bardziej alternatywnych, a nie tylko tego, co puszczają komercyjne rozgłośnie. A nie, przepraszam, z polskiej alternatywy jest zawsze Kasia Nosowska, z zespołów - HEY. No i w taki sposób kwestię alternatywy mamy załatwioną. Ale nie o to tutaj chodzi. Bo przy całym szacunku i ogromnym uznaniu dla Kasi Nosowskiej, uważam, że obecnie mamy do czynienia z jakimś hermetycznym salonem, który wytworzył się w pewnych środowiskach, a że Nosowska jest genialną autorką tekstów i w ogóle genialną artystką, to po prostu nie wypada jej nie uhonorować. Tylko, że to wszystko takie sztuczne. Bo poza Nosowską naprawdę mamy innych artystów, którzy równie, jeśli nie bardziej, zasługują na takie wyróżnienie. Nosowska jest osobą powszechnie znaną i rozpoznawalną, i dodatkowej reklamy nie potrzebuje. Jeśli jednak chodzi o młode zespoły to im taki poklask przydałby się jak najbardziej. Ale cóż, jak na razie jeszcze nie rozbijają się po salonach, nie zaliczają się do śmietanki, więc nie mogą dostać nagrody, jako ta alternatywa niekomercyjna. Jeszcze raz tylko podkreślę - pod żadnym pozorem nie podważam tego, że Nosowska zasłużyła na to wyróżnienie. Tylko litości. Który to już rok z rzędu Hey lub sama jego wokalistka zgarnia statuetkę? Czy nikt nie zauważa, że to robi się powoli nudne? Tak samo jak "Raz, Dwa, Trzy". Z innej beczki - "Strachy na Lachy" - też jakoś media za bardzo do nich nie przywiązywały wagi. Do czasu. Kiedy wypuścili płytkę "Autor" z nagraniami Kaczmarskiego, to od razu pojawiły się i pochlebne recenzje w prasie, i uznanie na salonach. Tylko, że tak prawdę mówiąc to ich ostatnia płyta w porównaniu z poprzednimi nie jest niczym rewelacyjnym. O wiele lepszy, jak dla mnie, był album pierwszy. Tyle, że o tamtym nie wypadało za bardzo się rozpisywać, a chwalić tym bardziej. Bo jak to, własne piosenki, własne teksty, własna praca... no co to ma być. Ale kiedy scoverowali takiego Kaczmarskiego to już jak najbardziej można chwalić. Nikt nie wyśmieje, że zachwalamy pod niebiosa jakiś tam zespół, jakiegoś tam wokalisty, który kiedyś założył Pidżamę Porno. &lt;br /&gt;Nowa Twarz Fonografii - mam na myśli oczywiście kategorię wyróżnień przyznawaną w ramach Fryderyków - to już w ogóle śmiech na sali. Jeśli "Feel" jest tym zespołem, który ma uchodzić za twarz fonografii w naszym kraju, to chyba musi być bardzo źle z muzyką w naszym pięknym kraju. Kurde, ludzie, jak można było wybrać ten zespół? Wiem oczywiście jak, ale to retoryczne pytanie pełne rozpaczy wykrzykuję gdzieś tam do ludzkości. Nie zgadzam się z tym wyróżnieniem w ogóle i poniżej teledysk grupy, która jak dla mnie najbardziej zasługiwała - i zasługuje! - na to, by być obecnie twarzą naszej fonografii. &lt;b&gt;Muchy&lt;/b&gt; z nagraniem "Najważniejszy dzień". Posłuchajcie i powiedzcie czy nie zasługiwali oni bardziej na to wyróżnienie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/iUiii9VwSOE&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/iUiii9VwSOE&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-5967316129927240403?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/5967316129927240403/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=5967316129927240403' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5967316129927240403'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5967316129927240403'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/fryderyki-2008-czyli-twa.html' title='Fryderyki 2008, czyli TWA'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-7283266645289326323</id><published>2008-04-04T16:18:00.002+02:00</published><updated>2008-04-04T16:24:45.261+02:00</updated><title type='text'>The Age Of The Understatement</title><content type='html'>21 kwietnia. To będzie bardzo ważny dzień dla wszystkich fanów Arctic Monkeys, a szczególnie ich charyzmatycznego wokalisty - &lt;b&gt;Alexa Turnera&lt;/b&gt;. Właśnie wtedy bowiem na rynek trafi debiutancka płyta pobocznego projektu wokalisty Arktycznych Małpek, który założył razem z członkiem The Rascals, Milesem Kanem, grupę The Last Shadow Puppets. Album promuje singiel "The Age Of The Understatement". Po singlu można przypuszczać, że będzie to coś zupełnie innego, niż to, co znamy z płyt AM. Trochę bardziej przypomina to brytyjskiego rocka z lat 60. Jakby nie było brzmi bardzo dobrze. Aha, a być może jeszcze w tym roku ukaże się również kolejny album Arctic Monkeys. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XGV8xCkpXjE&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XGV8xCkpXjE&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-7283266645289326323?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/7283266645289326323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=7283266645289326323' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7283266645289326323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/7283266645289326323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/age-of-understatement.html' title='The Age Of The Understatement'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-5111649625358287355</id><published>2008-04-04T13:13:00.004+02:00</published><updated>2008-04-04T13:53:06.810+02:00</updated><title type='text'>Co, do cholery, z tą muzyką?</title><content type='html'>No właśnie. Co, do cholery, z muzyką w tym Kraju nad Wisłą? Jak to możliwe, że dobra muzyka musi być nazywana alternatywną, w komercyjnych rozgłośniach radiowych króluje badziewny pop, a na niektórych dyskotekach w najlepsze rozkwita ponownie disco polo. "What the fuck?!", chciałoby się krzyknąć. Kogo to wina? Aha, oczywiście jeśli ktoś liczy na obiektywne podejście z mojej strony do tej tematyki, to przepraszam, nie ma czegoś takiego. Subiektywizm. Indywidualne spojrzenie na sprawę. To jest tutaj grane. Dlaczego więc brakuje nam, jako społeczeństwu, kultury muzycznej, którą śmiało można byłoby się pochwalić? Bezmyślnością w braniu tego, co serwują nam rozgłośnie? Beznamiętnym pochłanianiu papki, którą słychać w eterze? Jak bardzo spaczony gust muzyczny trzeba mieć, by zachwycać się piosenką z tekstem w stylu "boom, boom, I want you in my romm"? Kto odpowie na te pytania? Nagroda oczywiście jest przewidziana. A jakże. Suszozgryzarka.&lt;BR/&gt;Dobra. Trochę poważniej. Zastanawiałem się nieraz, jak to jest, że ludzie nie dokonują jakiegoś bardziej selektywnego wyboru tego, czego słuchają. Doszedłem do takiego wniosku, że masa ludzi po prostu nie zastanawia się nad tym, czego słucha, nie przywiązuje do tego większej uwagi. Ludzie wybierają te rozgłośnie, w których piosenki oparte są na banalnych rytmach z jeszcze banalniejszymi tekstami. Wszystko w myśl zasady - byle tylko coś tam w tle szumiało. A to "coś" to przeważnie syf. Tylko, że jakiś rytmiczny... mniej więcej tak "łup, łup, boom, boom, łup". Arcydzieło muzyczne po prostu. A przecież w muzyce nie liczy się tylko to, by było skocznie i szybko. Piotr Metz nawet w czasach, gdy pracował jeszcze w RMF FM pokazywał, że muzyka to nie tylko to, co zazwyczaj można usłyszeć w radio, że to nie tylko to, co ma wyraźną linię melodyczną. Że obok tej serwowanej przez media papki jest jeszcze drugie oblicze muzyki, zupełnie inne.&lt;BR/&gt;OK. Ludzie nie przywiązują więc wagi do tego, czego słuchają. Nie potrafią - lub im się nie chce - dokonać selektywnego wyboru. I z tego wynika, po części, odpowiedź na inne pytanie - dlaczego tak mało oryginalnych płyt sprzedaje się w naszym kraju. Nie, nie będę pisał o tym, że część płyt jest za droga. Nie. Chodzi o to, że jeśli ludzie nie przywiązują do czegoś większej uwagi, nie identyfikują się z tym, to nie czują automatycznie potrzeby wsparcia artystów poprzez zakup ich płyty. A co by było, gdyby ludzie czuli właśnie tę potrzebę identyfikacji? No to pewnie mielibyśmy wyniki sprzedaży płyt takie jak w UK czy w innych krajach. Namiastką tego, co mogłoby być, może być wynik sprzedaży debiutanckiej płyt Much. Poprzez różne występy w Trójce między nimi a fanami - dla których muzyka, to nie tylko to, co gra Zetka czy RMF - osiągnęli to, czego żadne discopolowe zespoły nie są w stanie osiągnąć. Muchy udowodniły, że mają coś do powiedzenia. I na efekt nie trzeba było długo czekać. Ostatnie wyniki sprzedaży płyty oscylowały około 7000 sprzedanych sztuk. Przypuszczam, że teraz ta liczba zbliża się już do 10 000.&lt;BR/&gt;Czyli co, ludzie, którzy słuchają innych rozgłośni czy w ogóle muzyki, innej niż alternatywna są gorsi i głupsi? Oczywiście, że nie. Chodzi mi tylko o to, że brak w tym wszystkim sensu. Przecież takie POPłuczyny nie zasługują na taki szum medialny, jaki wokół tego jest. Że o disco polo już nie wspomnę. Chociaż chwała rozgłośniom komercyjnym, że tego badziewa na swoich falach nie puszczają.&lt;BR/&gt;Każdy z nas ma wolną wolę. Może słuchać czego chce. Może wybierać. Dobrych zespołów na świecie, wartych przesłuchania, są tysiące. Niech każdy słucha takiego gatunku muzycznego, jaki mu najbardziej odpowiada. Ale niech czyni to świadome. Niech poszukuje. Wybiera. Słucha. Docenia Artystów.&lt;br /&gt;Jako motyw muzyczny polecam dzisiaj kapelę z, powiedzmy, Łodzi - &lt;b&gt;Vixo&lt;/b&gt;. Świetny polskie indie zespół. Niestety tak alternatywny, że ma ogromne problemy z wydaniem debiutanckiej płyty. Ale mam nadzieję, że jednak kiedyś chłopakom się uda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/nPm9uaFBrPs&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/nPm9uaFBrPs&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam też ich MySpace, gdzie można odsłuchać - oraz pobrać - ich EPkę: &lt;a target="_blank" href="http://www.myspace.com/vixoband"&gt;http://www.myspace.com/vixoband&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-5111649625358287355?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/5111649625358287355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=5111649625358287355' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5111649625358287355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5111649625358287355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/co-do-cholery-z-t-muzyk.html' title='Co, do cholery, z tą muzyką?'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-3479713096385516165</id><published>2008-04-01T15:28:00.003+02:00</published><updated>2008-12-10T23:37:09.893+01:00</updated><title type='text'>"Święte miasto" sparaliżowane</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/R_JF_Rwol6I/AAAAAAAAABA/RiZHo906Mhw/s1600-h/200px-POL_Cz%C4%99stochowa_COA.svg.png"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/R_JF_Rwol6I/AAAAAAAAABA/RiZHo906Mhw/s200/200px-POL_Cz%C4%99stochowa_COA.svg.png" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5184283074458326946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak właśnie przeczytałem na internetowej stronie częstochowskiej "Gazety Wyborczej" miasto zostało sparaliżowane. MPK strajkuje. Prawdę mówiąc już trochę dość mam tych wszystkich strajków. Rozumiem żądania pracowników, ale obecnie mamy taki natłok protestów wszystkich grup społecznych, że niedługo będziemy potrzebować jakiegoś harmonogramu czy rozpiski strajków. Wczoraj mieli strajkować sędziowie. Na całe szczęście, większość z nich zrezygnowała z tego chorego pomysłu. Trochę nie przystoi, według mnie, przedstawicielem tego zawodu uciekać się do takiego postępowania. A, przepraszam. Oni przecież nie mieli zamiaru strajkować. Oni po prostu, zupełnie przypadkowo pewnie, mieli zamiar akurat w tym dniu wykorzystać możliwość wzięcia urlopu na żądanie. Wracając jednak do Częstochowy. Czytając relację na stronie Wyborczej można odnieść wrażenie o straszliwym chaosie organizacyjnym jeśli idzie o sam strajk, brak jakiegoś konkretnego planu. Można także zauważyć straszną płytkość i brak umiejętności logicznego myślenia ze strony osób odpowiedzialnych za organizację protestu, czyli związkowców. Brak tam także umiejętności kompromisu, dyskusji, szukania porozumienia. Pojawiają się za to informacje o zrywanie rozmów, braku kultury osobistej, słabości przygotowania merytorycznego do strajku. Skąd taki wniosek? Z relacji dziennikarzy, w których można przeczytać, że zarówno pracownicy, jak i związkowcy dopuszczali się wulgarnych wyzwisk pod adresem zarządu, a dyskusję zamieniali w bezmyślny krzyk - byle tylko zostać usłyszanym. To nie świadczy wcale o tym, że jest się lepszym. Krzyk i wulgaryzmy to właśnie oznaka słabości, oznaka braku argumentów, nieumiejętności dyskutowania. Panowie związkowcy - wstyd! Zresztą, czego tu lepszego spodziewać się po związkach zawodowych, przecież one w większości już dawno przestały być, poza kilkoma pozytywnymi wyjątkami, środowiskami wzajemnej adoracji, w których dobro zwykłego pracownika jest mało istotne.&lt;BR/&gt;Strajk powinien być przemyślany, jakoś zapowiedziany. Nie można, ot tak, paraliżować całego miasta w imię jakichś tam protestów. Nie podważam tutaj bynajmniej słuszności żądań pracowników, chodzi mi jednak o formę w jakiej to się odbywa. Dziś jest pierwszy dzień kwietnia, ludzie kupili nowe bilety miesięczne. Czekali na przystankach czy to aubotusowych czy tramwajowych, i ani na jeden, ani na drugi środek lokomocji się nie doczekali. Czy ktoś zwykłym ludziom zwróci pieniądze za te straty poniesione przez strajk? Szczerze w to wątpię. Ach, i jeszcze jedno. Związkowcy pewnie nawet nie pomyśleli o tym, że taki nieprzemyślany strajk, to ogromne straty dla całego zakładu. Jestem ciekaw czy pojawi się jakaś informacja o tym, ile MPK straciło z powodu tego, że dziś ani jeden autobus i ani jeden tramwaj nie wyjechał z zajezdni.&lt;BR/&gt;Jaki ja tu widzę problem? Z tego, co można przeczytać, można wywnioskować, że obecnemu prezesowi MPK wcale nie zależy na tym, by przedsiębiorstwo przynosiło jakieś zyski. Dlaczego tak twierdzę? Bo ani jakoś specjalnie nie zależało mu na tym, by powstały nocne linie autobusów. A już wcześniej zrezygnowano z podmiejskich linii auobusów do Blachowani. Brak rozwoju firmy musi o czymś świadczyć. I świadczy. O rozleniwieniu. Skąd ono się wzięło? Ano stąd, że wcale za specjalnie nie musi mu na niczym zależeć. Przecież MPK jest w całości firmą finansowaną przez miasto Częstochowa. Gdyby może prezes MPK musiał się martwić o to, by firma przynosiła zyski, by się rozwijała, to może wszystko wyglądałoby teraz zupełnie inaczej.&lt;BR/&gt;W komentarzach na stronie Wyborczej można przeczytać wiele negatywnych opinii pod adresem pracowników MPK. Według mnie zupełnie niesłusznych. Bo jeśli kogoś już obwiniać, to związkowców. Przecież to oni w największym stopniu są odpowiedzialni za formę w jakiej odbywa się protest. Poza tym, przy okazji, ludziom zebrało się do wylewania jadu wiadrami. A to, że autobusy są stare, a to, że kierowcy źle ubrani. I o ile z drugim argumentem mogę się w pełni zgodzić, bo w każdym szanującym się mieście, kierowcy coś sobą reprezentują. Mają przynajmniej tę elegancką koszulę, kamizelkę. I jakoś to wszystko wygląda. A w Częstochowie faktycznie to leży. Kierowcy chodzą ubrani jak chcą. Czasami ich strój pozostawia wiele do życzenia. Jeśli zaś chodzi o to, jakie autobusy jeżdżą po Świętym Mieście, to nie przesadzałbym z tym. Od kilku lat systematycznie trwa wymiana starych autobusów na nowe i naprawdę nie jest źle, nawet w porównaniu z innymi miastami, choćby Katowicami. Aha, ktoś jeszcze coś pisał o kulutrze częstochowskich kierowców. No cóż, to raczej nie jest cecha generalna i wynika z indywidualnego charakteru człowieka. Nie każdy z nas musi być kulturalnym człowiekiem. Jednak praca z ludźmi - a taką po części jest praca kierowcy - wymaga elementarnych umiejętności dobrego zachowania.&lt;BR/&gt;Jedna fajna sprawa jednak pojawiła się w związku z tym strajkiem. Jak można było zobaczyć na fotkach zamieszczonych w Inetrnecie masa Częstochowian wsiadła na rowery i w ten sposób przemieszczała się po mieście. Prawie jak w Amsterdamie. Szkoda tylko, że u nas takie rzeczy czyni się z konieczności, a nie ze świadomego wyboru.&lt;BR/&gt;Ale żeby nie było tak smutno, to na osłodę teledysk Habakuka "Miasto" z gościnnym udziałem Muńka Staszczyka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/B2vvnrjtD7k&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/B2vvnrjtD7k&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-3479713096385516165?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/3479713096385516165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=3479713096385516165' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3479713096385516165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3479713096385516165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/04/wite-miasto-sparaliowane.html' title='&quot;Święte miasto&quot; sparaliżowane'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_YdK7nYvWxz4/R_JF_Rwol6I/AAAAAAAAABA/RiZHo906Mhw/s72-c/200px-POL_Cz%C4%99stochowa_COA.svg.png' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-190344656844830229</id><published>2008-03-31T20:06:00.003+02:00</published><updated>2008-03-31T20:31:29.084+02:00</updated><title type='text'>I like trains; Trójka ma 46 lat</title><content type='html'>Lubię podróżować pociągami. Przynajmniej od jakiegoś czasu. Można poczytać książki, przeczytać materiały na ćwiczenia, nadrobić zaległości muzyczne. Ostatnio tak jakby PKP bardzo troszczyło się o to, bym mógł jak najdłużej posłuchać muzyki lub poczytać. A mówią, że państwowe firmy nie mają żadnych pozytywnych stron. &lt;BR/&gt;Modernizacja torów. Wszystko można zrozumieć. Tylko zastanawiające jest to, dlaczego na siedmiu pracowników widocznych na torach, tylko trzech coś naprawdę robi, a reszta zajmuje się wszystkim tylko nie pracą. Niczym w skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju.&lt;BR/&gt;A właśnie. &lt;b&gt;I like trains&lt;/b&gt;. Przypomniało mi się przy tej okazji o zespole, brytyjskim - a jakże - który w tamtym roku wystąpił w Polsce na Offestivalu, który odbywa się w Mysłowicach, a którego dyrektorem artystycznym jest Artur Rojek. Więc na próbę może "A Rock Hose for Bobby":&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/E7LQ9We7Tyc&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/E7LQ9We7Tyc&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;Chciałem jeszcze jedną kwestię poruszyć. Dziś moje ukochane radio obchodzi swoje 46 urodziny. Mowa oczywiście o &lt;b&gt;radiowej Trójce&lt;/b&gt;. Przy okazji można poruszyć sprawę abonamentu, wokół którego ostatnimi czasy rozgorzała prawdziwa batalia na kilku frontach. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy, wytoczyli najcięższe możliwe działa. Przyznam, że momentami nieco frustrujące już stawały się te teksty puszczane w Trójce, choćby przed audycją Piotra Metza "Historia powszechna Rock'n'Rolla",: "Ta audycja zniknie, jeśli abonament zostanie zniesiony". Oczywiście cytat nie jest dosłowny, ale mniej więcej taki był sens tego. Czy abonament jest więc potrzebny? Według mnie pod pewnymi względami, w pewnej postaci, tak. Ale bez żadnego pieprzenia o jakiejś, wydumanej niewiadomo, skąd misji mediów publicznych. Chodzi o jakość. Porównajcie sobie tylko to, co serwują radia publiczne, a to, co rozgłośnie komercyjne. Różnica jest kolosalna. Trudno zaproponować jakiś cudowny sposób na rozwiązanie problemu z abonamentem. Na pewno jednak nie powinien to być przymus taki jak niby jest obecnie. A że ustawa jest na tak niskim poziomie napisana, że niewiadomo kto ma egzekwować - czyli w praktyce nikt - nieopłacanie abonamentu, to już inna sprawa. Według mnie powinno się pójść w stronę dowolności w opłacaniu abonamentu. I podziału. Rozdzieleniu abonamentu radiowego od telewizyjnego. Bo gdybym tylko miał wybór, to w życiu nie płaciłbym abonamentu na telewizję publiczną, której po prostu praktycznie nie oglądam. A jeśli już, to nie na tyle często, by składać na nią datki.&lt;BR/&gt;Wracając do rozgłośni publicznych, to nie będę tutaj wyjeżdżał z żadną misją, co do której swój stosunek przedstawiłem już powyżej, ale chodzi mi o to, że na przykład radiowa Trójka naprawdę zapewnia rozrywkę muzyczną na bardzo wysokim poziomie. Muzyka jest ciekawa, interesująca, wyszukana. Posłuchajcie sobie choćby tylko takich audycji jak "Myśliwiecka 3/5/7", "Offensywa" czy "Zjednoczone Królestwo". Trójka to również osobowości muzyczne - Piotr Metz, Piotr Stelmach. Poza tym, pomoc dla młodych zespołów, masa płyt, które ukazały sie nakładem Polskiego Radia. Na debiut takich "Much", pewnie gdyby nie pomoc Programu Trzeciego, czekalibyśmy jeszcze dość długo. Ale żeby zakończyć jakimś miłym akcentem jeszcze, to miałem przyjemność dzisiaj, również w Trójce, słuchać audycji "Prywatna Kolekcja", w której pojawiła się jako gość &lt;b&gt;Amy Macdonald&lt;/b&gt; - brytyjska wokalistka z niepowtarzalną barwą głosu. Okazała się ona bardzo miłą, sympatyczną i interesującą osobą. Właśnie trwa jej koncert w studiu im. Agnieszki Osieckiej przy Myśliwieckiej w Warszawie, trasmitowany na antenie Trójki. Polecam teledysk do jej najnowszego singla "This Is The Life":&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/c6MRYLWJb1o&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/c6MRYLWJb1o&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-190344656844830229?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/190344656844830229/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=190344656844830229' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/190344656844830229'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/190344656844830229'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/03/i-like-trains-trjka-ma-46-lat.html' title='I like trains; Trójka ma 46 lat'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-5350349728322206842</id><published>2008-03-31T09:46:00.002+02:00</published><updated>2008-03-31T09:53:36.321+02:00</updated><title type='text'>R.E.M. - nowa płyta i The Coral z nowym singlem</title><content type='html'>Do sprzedaży właśnie trafiła najnowsza płyta, jednego z najważniejszych zespołów rockowych z ostatnich lat - &lt;b&gt;R.E.M.&lt;/b&gt;. Ich czternasty studyjny album nosi tytuł "&lt;BR/&gt;Accelerate". Na płycie dużo ciężkiego, melodyjnego i rytmicznego rocka. Na pewno warto. A na zachętę singiel promujący płytkę:&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_We6ubpUHZs&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_We6ubpUHZs&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;Z nowym singlem - "Jacqueline" - z kolei pokazały się chłopaki z liverpoolskiego zespołu &lt;b&gt;The Coral&lt;/b&gt;. Piosenka promuje ich najnowszą płytę "Roots And Echoes". Nie jest złe, ale Wielka Brytania ma na pewno lepsze zespoły. Posłuchać jednak można.&lt;BR/&gt;&lt;BR/&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/PPw9F8BSklY&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/PPw9F8BSklY&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-5350349728322206842?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/5350349728322206842/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=5350349728322206842' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5350349728322206842'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/5350349728322206842'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/03/rem-nowa-pyta-i-coral-z-nowym-singlem.html' title='R.E.M. - nowa płyta i The Coral z nowym singlem'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-3612252689010654080</id><published>2008-03-30T21:42:00.002+02:00</published><updated>2008-03-30T22:04:40.512+02:00</updated><title type='text'>Mieć czy być?</title><content type='html'>Erich Fromm napisał pod koniec lat siedemdziesiątych, minionego już stulecia, fenomenalną książkę &lt;b&gt;Mieć czy być?&lt;/b&gt;. Pytanie, które postawił w tytule zainspirowało wielu innych pisarzy, wiele innych osób, czy po prostu zwykłych śmiertelników do poszukiwania na nie odpowiedzi. W tej chwili jednak chciałbym tylko krótko odnieść się do tego, co pisał sam Fromm. Nie mam zamiaru streszczać myśli tego wybitnego filozofa. Jak ktoś jest zainteresowany niech sięgnie po książkę lub do jakiegoś fachowego opracowania. Dobra. Bez dygresji. Fromm tworzy w swym dziele piękną wizję świata. Świata, w którym ludzie potrafią być dobrzy i sprawiedliwi, bogaci są w porządku i pomagają biednym. Kościoły są uczciwe i również pomagają ubogim. Ubodzy są ubogimi bo świat jest zły. Troszkę trąci to wszystko socjalizmem, ale nie chcę tego potępiać. Bo nie o to chodzi. Bo w swym teoretycznym założeniu jest to wszystko bardzo piękne. Przecież każdy chciałby żyć w świecie, w którym nie ma głupich podziałów, dyskryminacji, klasyfikacji na lepszych i na gorszych. Tylko, że to niestety utopia. Naiwna utopia. Podobnie jak chociażby ta, która wyłania się z przesłania "Imagine" Lennona. Wracając. Fromm nawołuje do opamiętania się w gonitwie za nowymi pragnieniami, rozbuchaną do granic możliwości chęcią posiadania, wstrętnym egoizmem, nieliczeniem się z nikim i z niczym, ze zbydlęceniem współczesnego społeczeństwa. Nawołuje również do opamiętania w niszczeniu naszej planety. Jak niewiele się zmieniło od tych 30 lat. Niby jesteśmy starsi i mądrzejsi - jako społeczeństwo oczywiście - a nie zmienia się nic. Ludzie niszczą przyrodę. Bezmyślnie. A czarny scenariusz ekologów już zaczyna się spełniać - ogromne części lodowców zaczynają pękać, w efekcie grozi nam podniesienie się poziomów wód w światowych oceanach, a co za tym idzie, kolejne zmiany klimatyczne. Żyjemy w świecie fikcji, gonitwy za niczym, pustych frazesów, głupich dogmatów. Żyjemy w świecie, w którym brak zrozumienia dla drugiego człowieka. Brak czasu by go zrozumieć. By spróbować zrozumieć. Wyalienowanie. Dehumanizacja. "Generacja nic". A to chyba nie jest najlepsza drogą. Swoją drogą "Generacja nic" jest bardzo ciekawym zagadnieniem i postaram się niebawem napisać coś więcej o tym pojęciu ukutym przez Kubę Wandachowicza na łamach Gazety Wyborczej. Tymczasem motyw muzyczny do powyższych rozmyślań - tak jakoś zauważyłem, że ostatnio wypada mieć podkład muzyczny do wszystkiego, co się mówi. Polskie drogi zaprowadziły mnie do Myslovitz... i do ich kawałka "Mieć czy być", w którym między innymi bardzo wyraźne odniesienie do filozofii Fromma. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VCnPe5bBnAU&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VCnPe5bBnAU&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-3612252689010654080?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/3612252689010654080/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=3612252689010654080' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3612252689010654080'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/3612252689010654080'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/03/mie-czy-by.html' title='Mieć czy być?'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-6629927588008360327</id><published>2008-03-30T09:07:00.005+02:00</published><updated>2008-03-30T09:18:49.964+02:00</updated><title type='text'>Nagle zapomnieć wszystko</title><content type='html'>&lt;img src="http://bi.gazeta.pl/im/0/5061/z5061880X.jpg" align="left" width="200" height="182" vspace="3" border="0" /&gt;Wczoraj, w audycji "Myśliwiecka 3/5/7", w radiowej Trójce, swoją oficjalną premierę miał singiel z najnowszej płyty łódzkiego zespołu Cool Kids of Death. Już po tym jednym kawałku widać, że grupa na nowej płycie poszła bardziej w stronę elektropunka, ale z pełnymi wnioskami lepiej się wstrzymać, bo po jednym singlu i kilku utworach zasłyszanych na Offsesji nie powinno się wydawać werdyktu. Jakby nie było singiel jest rewelacyjny i po prostu miażdży. Z tego zachwytu zapomniałem o tytule - "Nagle zapomnieć wszystko". W sumie jak zawsze u CKOD. Porzucić dotychczasowe życie, zmienić co się da, rozpieprzyć wszystko w drobny mak, zbudować nową rzeczywistość, uciec od przeszłości. Zresztą, kto czytuje felietony Kuby Wandachowicza lub miał choćby minimalną styczność z tą kapelą, to wie o co mi chodzi. A jeśli ktoś nie miał, to jest teraz jak najlepsza ku temu pora. Nowa płyta &lt;b&gt;Afterparty&lt;/b&gt; ukaże się już w połowie kwietnia, a najnowszego singla można posłuchać choćby na MySpace chłopaków &lt;a target="_blank" href="http://www.myspace.com/coolkidsofdeathspace"&gt;w tym miejscu&lt;/a&gt;. Jeśli ktoś jest zainteresowany ich płytami, to na początek polecam album "2006", potem pierwszy, a dopiero na końcu drugi, gdyż ten jest chyba najbrudniejszy, najkrzykliwszy i przez to najtrudniejszy w odbiorze na początek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-6629927588008360327?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/6629927588008360327/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=6629927588008360327' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6629927588008360327'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/6629927588008360327'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/03/nagle-zapomnie-wszystko.html' title='Nagle zapomnieć wszystko'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7002677313108990631.post-1533976959470790274</id><published>2008-03-29T23:04:00.000+01:00</published><updated>2008-03-29T23:15:35.081+01:00</updated><title type='text'>Coś na początek</title><content type='html'>No to startuję z nowym blogiem. Dlaczego z "nowym"? Ano dlatego, że już kiedyś jeden prowadziłem. Był żałosny. Infantylny. Tragiczny. Jak ktoś pamięta, to niech jak najszybciej zapomni. Jeśli ktoś nie miał tej nieprzyjemności zapoznania się z nim, to o tyle lepiej dla niego. &lt;br/&gt;Na razie wszystko tutaj jest takie "robocze", ale może coś poprawię w wizualizacji, jak mi będzie się chciało. W co wątpię. &lt;br/&gt;O czym chcę pisać? O wszystkim. Poza sobą. &lt;br/&gt;No, chyba, że będę miał coś szczególnie ważnego związanego ze swoją osobą. Ale zero prywaty. Bez pieprzenia o jakichś pierdołach. Po cholerę komuś to czytać. Są ciekawsze sprawy, o których można pisać. Muzyka. Polityka. Świat. Publicystyka. Ale co z tego wszystkie wyjdzie, to się okaże. Na początek, bez żadnych większych opisów i popisów po prostu teledysk nieźle zapowiadającego się brytyjskiego zespołu &lt;b&gt;The Cribs&lt;/b&gt;. Zespół znałem już wcześniej, a ostatnio przypomniałem sobie o nim przy okazji informacji o tym, że mają wystąpić na tegorocznym Open'erze. Polecam.&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;center&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/0PKDJrIMJFs&amp;hl=en"&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/0PKDJrIMJFs&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7002677313108990631-1533976959470790274?l=offtonacja.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://offtonacja.blogspot.com/feeds/1533976959470790274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7002677313108990631&amp;postID=1533976959470790274' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1533976959470790274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7002677313108990631/posts/default/1533976959470790274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://offtonacja.blogspot.com/2008/03/co-na-pocztek.html' title='Coś na początek'/><author><name>Paweł Woszczyna</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01884521492867841549</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
